Wschodnia granica dostanie "ciche" radary od polskiej spółki XY-Sensing
Agencja Uzbrojenia zamówiła kilkadziesiąt pasywnych radarów PCL, które nie wysyłają własnych sygnałów, dzięki czemu przeciwnikowi trudniej je namierzyć. System ma wzmocnić elektroniczną warstwę Tarczy Wschód.
Na wschodniej granicy Polski przybędzie kilkadziesiąt radarów, które trudno wykryć nawet wtedy, gdy aktywnie pracują. Agencja Uzbrojenia zawarła umowę ramową z warszawską spółką XY-Sensing na dostawę systemów PCL, czyli urządzeń przeznaczonych do wykrywania obiektów lecących niskko i słabo odbijających sygnał. Sekret tych radarów tkwi w tym, że sam sprzęt nie emituje w powietrze charakterystycznej wiązki, po której można by go zlokalizować.
Kilkadziesiąt radarów ma pilnować wschodniej granicy
Kontrakt zawarto 9 września, w trakcie targów MSPO 2026 w Kielcach. Podpisy złożyły Agencja Uzbrojenia oraz spółka XY-Sensing z Warszawy, powstała w środowisku Politechniki Warszawskiej i zajmująca się technologiami radarowymi oraz analizą sygnałów.
Zgodnie z ustaleniami dostarczonych zostanie kilkadziesiąt radarów pasywnej lokacji PCL, które będą wykorzystywane do monitorowania przestrzeni powietrznej wzdłuż granicy wschodniej. Sama umowa ramowa ma obowiązywać do 2035 roku.
Na razie nie ujawniono kwoty kontraktu, konkretnego rozkładu dostaw w czasie ani precyzyjnej liczby urządzeń. Nie wiadomo też, który wariant radaru z katalogu producenta zostanie faktycznie zakupiony. Ponieważ mamy do czynienia z umową ramową, stanowi ona jedynie podstawę do zamawiania sprzętu w kolejnych latach, więc na razie trudno mówić o konkretnym rozstawieniu stacji w terenie.
Znane są natomiast wymagania stawiane nowym radarom. Ich zadaniem będzie niezauważone wykrywanie obiektów wchodzących w polską przestrzeń powietrzną, zwłaszcza tych lecących na małej wysokości i słabo widocznych dla klasycznych systemów. To istotna cecha w erze małych dronów i innych celów trudnych do namierzenia w pobliżu ziemi.
Ten radar niczego nie wysyła. Pożycza sygnał od innych
Tradycyjny radar można porównać do bardzo mocnej latarki: wysyła falę elektromagnetyczną, rejestruje jej odbicie od obiektu i na tej podstawie ustala jego położenie. Metoda działa, ale ma słaby punkt – emisję da się wykryć, namierzyć i zakłócić. PCL, czyli Passive Coherent Location, funkcjonuje inaczej. Taki radar niczego samodzielnie nie nadaje, lecz wykorzystuje sygnały już obecne w otoczeniu, na przykład transmisje telewizji cyfrowej DVB-T czy radia FM.
Nadajnik telewizyjny rozsyła sygnał we wszystkich kierunkach. Jego część trafia bezpośrednio do odbiornika radaru pasywnego, a część odbija się od samolotu, śmigłowca albo drona. System porównuje obie wersje sygnału, a na podstawie niewielkich różnic w czasie, częstotliwości i fazie wylicza, że między nadajnikiem a odbiornikiem znajduje się poruszający się obiekt.
Radar korzysta więc z infrastruktury, która istnieje niezależnie od niego – maszt telewizyjny, choć nieświadomie, staje się jego nadajnikiem. To daje istotną przewagę: stacja pasywna sama nie emituje promieniowania jak klasyczny radar, więc trudniej ją wykryć systemami namierzającymi emisje i trudniej zaatakować pociskiem przeciwradiolokacyjnym, który kieruje się na źródło sygnału.
To nie znaczy, że radar pasywny jest odporny na działania wojny elektronicznej. Jego efektywność zależy m.in. od dostępności odpowiednich nadajników, ich rozmieszczenia, ukształtowania terenu oraz jakości sygnału. Jest to dodatkowa warstwa obserwacji, nie zamiennik całej klasycznej sieci radarowej.
To mają być oczy dla Tarczy Wschód
Nowe radary PCL to element szerszej modernizacji wschodniej granicy. Program Tarcza Wschód nie ogranicza się do betonowych zapór, rowów przeciwczołgowych i przygotowanych stanowisk obronnych. MON rozwija równolegle warstwę elektroniczną – rozpoznanie, łączność, systemy antydronowe oraz sensory umożliwiające jak najwcześniejsze wykrycie ruchu przeciwnika.
Spider's Web informował już, że planowane zabezpieczenia mają docelowo objąć około 500 km granicy z Białorusią i Rosją. W takim systemie liczy się nie tylko zatrzymanie wojsk lądowych, ale równie istotne staje się wykrycie tego, co próbuje przedostać się nad przeszkodami z powietrza.
Nowe radary mają być jednym z takich czujników. Obserwacja pasywna będzie działać równolegle z klasycznymi radarami aktywnymi, systemami optoelektronicznymi, środkami rozpoznania elektronicznego, aerostatami oraz danymi zbieranymi przez inne elementy Sił Zbrojnych.
Warto dodać, że technologia XY-Sensing już wcześniej znalazła zastosowanie w innym krajowym projekcie do obserwacji celów lecących niskko. Radar PCL tej spółki jest częścią systemu BASIA, w którym sensor umieszczono na aerostacie. Rozwiązanie to opisywano jako sposób na obserwację terenu tam, gdzie radarom naziemnym przeszkadza krzywizna Ziemi i ukształtowanie terenu.
Polska kupuje już inne pasywne radary. To nie jest jednak ten sam system
Wojsko Polskie zawarło już rok wcześniej duży kontrakt na radary pasywne. Spider's Web opisywał wówczas polskie systemy PET/PCL, które korzystają z sygnałów telewizyjnych, radiowych i innych emisji do niezauważonego wykrywania przeciwnika. To był jednak zupełnie inny zakup.
W 2025 roku zamówiono od konsorcjum PGZ-Narew 46 zestawów Systemu Pasywnej Lokacji opracowanego przez PIT-RADWAR – 28 sztuk w zamówieniu podstawowym i 18 w opcji. Wartość tego kontraktu wyniosła około 5,7 mld zł, a dostawy zaplanowano na lata 2030–2038.
Ten system łączy technologię PCL z PET. PCL analizuje odbicia istniejących, zewnętrznych transmisji, natomiast PET śledzi emisje wytwarzane przez sam obserwowany obiekt. Obie warstwy danych są następnie łączone w jeden obraz sytuacji.
Nowe radary XY-Sensing to rozwiązanie typu PCL zaprojektowane do innego zadania – gęstszego i skrytego nadzoru wybranych obszarów wschodniej granicy. Nie zastępują więc dużego systemu PIT-RADWAR, a jedynie mają go uzupełniać.
Źródło: Spider's Web


