Technologie

Wolverine na PS5: sprawdziliśmy grę, którą internet już zdążył pogrzebać

Insomniac Games trafiło pod ostrzał krytyki jeszcze przed premierą Wolverine'a, ale pierwsze godziny z padem w ręku pokazują, że gra broni się znacznie lepiej, niż mogłoby wynikać z sieciowego hejtu.

6 min czytania

Grałem w Wolverine’a na PS5. Nie zróbcie tego samego błędu, co z Days Gone
Grałem w Wolverine’a na PS5. Nie zróbcie tego samego błędu, co z Days Gone

Nowa produkcja Insomniac Games, traktowana jako duchowy następca hitowego Spider-Mana, wystartowała na PS5 w atmosferze skandalu. Zanim jeszcze gra trafiła na sklepowe półki, zaliczyła serię niepochlebnych recenzji, co skłoniło internautów do wystawienia jej surowego wyroku z góry. Warto jednak zapytać, czy ta ocena ma realne podstawy.

Autor tekstu, deklarujący się jako wieloletni fan komiksów Marvela, śledził losy konsolowego Wolverine'a od momentu pierwszego ogłoszenia projektu. Dzięki premierowemu pokazowi zorganizowanemu przez Sony miał szansę osobiście sprawdzić produkcję i teraz relacjonuje swoje pierwsze spostrzeżenia po rozegraniu kilku misji u boku Logana i jego sojuszników.

Rozgrywka daje sporo satysfakcji, wbrew internetowej nagonce

Zwłaszcza w kontraście do fali negatywnych komentarzy, jakie zalały sieć, samo granie okazuje się przyjemniejsze niż mogłoby się wydawać. Fabuła rusza od sceny, w której zdziczałego bohatera odnajduje w dzikim terenie enigmatyczna postać stojąca na czele oddziału z literą „X” w nazwie - i nie chodzi tu, jakby ktoś mógł się spodziewać, o Charlesa Xaviera i jego X-Menów.

Już ten wstępny fragment sygnalizuje, że twórcy poszli w stronę odmiennej wersji Logana niż ta znana z popkultury. Podobnie jak wcześniej przy Spider-Manie, studio Insomniac Games sięga po rozpoznawalną postać, ale konstruuje wokół niej autorską fabułę, odbiegającą od tego, co znamy z komiksów i ich filmowych adaptacji.

Po krótkim retrospektywnym wprowadzeniu akcja przenosi się do teraźniejszości, gdzie Wolverine razem z towarzyszami wpada od razu w wir wydarzeń, a gracz w końcu dostaje do ręki jego charakterystyczne szpony. Pierwsze kroki prowadzone są w sposób typowy dla tutoriala, jednak z każdą kolejną lokacją produkcja stopniowo oddaje więcej swobody.

Mechanika walki sprawia realną przyjemność, a starcia ze standardowymi przeciwnikami nie stanowią wyzwania - i tak ma być, bo Wolverine dysponuje zdolnością samoleczenia, więc dopóki na scenę nie wejdą groźniejsi rywale, przebija się przez zwykłych wrogów bez większego wysiłku. W dalszej części gra jednak stawia przed graczem coraz trudniejsze przeszkody.

Gra spełniła oczekiwania - i to dokładnie takie, jakie miał autor

Mając w pamięci, że za produkcją stoi Insomniac Games, autor nie liczył na mroczny, brudny tytuł z nadmiernie poważnym tonem. To wciąż zespół odpowiedzialny za Spider-Mana, który między walkami z Kingpinem zbierał świecące ikonki porozstawiane po całym mieście i przemieszczał się przez barwne obręcze na niebie.

W Wolverine'ie tego typu arcade'owych dodatków również nie brakuje - na czele z klasycznymi niebieskimi beczkami, które można rozbijać w zamian za punkty doświadczenia. Wpływa to negatywnie na immersję, podobnie jak sekwencje QTE, które gra zalicza jako sukces nawet wtedy, kiedy gracz wciśnie niewłaściwy przycisk.

W internecie krąży już mnóstwo drwin na temat tych sekwencji, których praktycznie nie da się nie przejść, oraz na przykład misji z motocyklem, którą można ukończyć bez dotykania pada. W mediach społecznościowych wiele osób z zapałem demaskuje teraz sztuczki zastosowane przez deweloperów.

Autor zadaje jednak pytanie retoryczne: czy ktoś, kto po pracy chce się po prostu odprężyć, faktycznie będzie grał w ten sposób? Deklaruje, że kiedy sam dotrze do misji z motocyklem, postara się prowadzić go najlepiej, jak umie, a w innych oskryptowanych sekwencjach akcji zamierza działać tak, jakby naprawdę grało to o życie jego bohatera.

Ta gra jest dla tych, którzy CHCĄ się dobrze bawić

Gry wideo od zawsze budują iluzję wyboru, prowadząc gracza po mniej lub bardziej wyrafinowanych niewidzialnych torach. Kto podejdzie do tytułu z zamiarem znalezienia dziury w całym i zajrzy za kulisy w poszukiwaniu sznurków od marionetek, ten zawsze je znajdzie.

Autor przyznaje, że od gier oczekuje przede wszystkim dobrej rozrywki z odpowiednią dawką wyzwania. Jeśli twórcy w subtelny sposób „oszukują” na jego korzyść, na przykład sprawiając, że pasek życia spada wolniej niż powinien według surowych reguł matematyki, nie widzi w tym problemu, o ile służy to samej rozgrywce.

W przypadku Wolverine'a kluczowe jest dla niego to, że podczas pierwszych misji nie schodził mu uśmiech z twarzy - bo dostał dokładnie takiego Logana, jakiego się spodziewał: opryskliwego, znużonego życiem, warczącego na zaczepnego Szablozębego i rzucającego się z pazurami na każdego, kto stanie mu na drodze.

Zdaje sobie jednak sprawę, że nie każdemu taki styl gry musi się spodobać, dlatego tym bardziej żałuje, że gracze nie mają możliwości przetestowania tytułu przed zakupem. Obawia się, że część osób, które mogłyby się przy tej produkcji naprawdę dobrze bawić, zrezygnuje z niej z góry.

Bardziej film niż gra - i to autorowi wcale nie przeszkadza

Sam nie uważa tego za wadę, bo ceni liniowe produkcje pełne filmowych przerywników, zwłaszcza w czasach, gdy rynek zdominowały niekończące się open worldy. Zastrzega jednak, że może w tym podejściu być w mniejszości - twórcy z pewnością nie są zadowoleni z ocen, które gra zebrała jeszcze przed startem sprzedaży.

Na serwisie MetaCritic przewaga pozytywnych recenzji jest wprawdzie widoczna, a wynik 77/100 formalnie świeci się na zielono, jednak dla flagowego tytułu na wyłączność to i tak wynik rozczarowujący. Sony samo sobie zaszkodziło wizerunkowo, gdy zapowiedziało zakończenie wsparcia gier na płytach w 2028 roku, a autor uważa, że Wolverine oberwał przy tej okazji częściowo rykoszetem.

Firma potrzebowałaby teraz produkcji, która trafi w dziesiątkę, a Wolverine tym tytułem nie jest. Mimo to w PS Store gra zebrała już ponad 17 tysięcy ocen od graczy, którzy faktycznie w nią zagrali, ze średnią 4,85 na 5, a 92 procent z nich to noty maksymalne. Fala negatywnych opinii wylała się jednak głównie w mediach społecznościowych.

Autor deklaruje, że nie wystawi jeszcze własnej oceny i zamierza wstrzymać się z werdyktem do chwili, gdy gra trafi na jego konsolę i spędzi z nią więcej czasu. Nie wyklucza, że mogą się później ujawnić istotne wady, niewidoczne na pierwszy rzut oka - ale jeśli tak się stanie, chce je odkryć samodzielnie.

Sony powinno rozważyć wersję demo

Znaczna część krytyki, jaka spadła na Wolverine'a, dotyczy aspektów zupełnie nieistotnych dla kogoś, kto po prostu chce się dobrze bawić przy konsoli - jak wspomniana już misja z motocyklem. Z tego powodu autor zdecydował, że nie będzie opierał swojej opinii na głosach krytyków, nie mówiąc już o anonimowych komentarzach na platformie X, i sam zamierza ocenić grę.

Przywołuje przy tym przypadek Days Gone, innego exclusive'a Sony, który przy debiucie również zbierał słabe recenzje. Zniechęcony wtedy krytyką, autor odłożył grę na później i nadrobił ją dopiero po latach, odkrywając, że to w gruncie rzeczy solidny akcyjniak. Podobnego błędu nie chce powtórzyć w przypadku Wolverine'a.

I to właśnie dlatego dobrym wyjściem dla Sony byłoby wydanie wersji demo Wolverine'a.

autor tekstu, Spider's Web

Gracze, którzy nie zdecydowali się na zakup w dniu premiery, i tak najpewniej poczekają na obniżkę ceny. Istnieje jednak, jak zauważa autor, dość liczna grupa osób, którą do zniechęcenia mogły skłonić wyolbrzymione w internecie problemy tej produkcji.

Źródło: Spider's Web