Technologie

Vivo X500 Pro Max z zestawem Photographer Kit: telefon, który chce być systemem fotograficznym

Vivo dołącza do swojego nowego flagowca prawdziwe akcesoria fotograficzne, w tym dwa telekonwertery ZEISS i grip ze spustem migawki. Sprawdziliśmy, jak sprawuje się ten rozbudowany zestaw w praktyce.

10 min czytania

Używałem Vivo X500 Pro Max Photographer Kit. Tak ambitnego fototelefonu jeszcze nie widziałem
Używałem Vivo X500 Pro Max Photographer Kit. Tak ambitnego fototelefonu jeszcze nie widziałem

Branża smartfonowa od dawna powtarza, że kolejny model to niemal „profesjonalny aparat w kieszeni”. W praktyce zwykle sprowadza się to do kilku ładnych slajdów podczas premiery, logo znanej marki fotograficznej na obudowie oraz zdjęć demonstracyjnych robionych w warunkach dalekich od codziennego użytku. Vivo poszło inną drogą - do X500 Pro Max dołączyło realny sprzęt optyczny, a nie kolejny slogan reklamowy.

Zestaw Photographer Kit obejmuje dwa telekonwertery ZEISS, fotograficzny grip, paski, pierścienie oraz uchwyty pod statyw, płytkę mocującą i dekielki ochronne obiektywów. Wyciąganie tych elementów z pudełka przypomina bardziej pakowanie się na sesję plenerową niż odpakowywanie telefonu.

To właśnie wyróżnia X500 Pro Max na tle konkurencji. Photographer Kit nie sprawia wrażenia przypadkowego zestawu gadżetów dorzuconych dla podbicia ceny. Elementy współgrają ze sobą: etui pełni rolę podstawy, do niej dokłada się grip, na odpowiednim adapterze montuje się optykę, a cięższe telekonwertery można oprzeć na statywie. Owszem, nadal jest to trochę zabawa w profesjonalny sprzęt, bo mówimy w końcu o telefonie obwieszonym dodatkami, ale każdy element ma tu jasno określoną funkcję.

To naprawdę duży telefon

Vivo X500 Pro Max (po lewej) i Vivo X500 Pro

Sam Vivo X500 Pro Max bez żadnych akcesoriów mierzy 163,32 mm wysokości, 76,82 mm szerokości i 8,12 mm grubości, a waży 229 gramów. To wymiary spore, choć niekoniecznie rekordowe jak na współczesne modele z dopiskiem Max - kompaktowość ewidentnie nie była priorytetem projektantów.

Przód zajmuje płaski ekran AMOLED o przekątnej 6,85 cala i rozdzielczości 3168 × 1440 pikseli, co daje gęstość 507 ppi. Odświeżanie jest adaptacyjne i mieści się w zakresie od 1 do 144 Hz. Jasność robi wrażenie: 2000 nitów dla całego ekranu oraz lokalny szczyt 4400 nitów osiągany w specyficznych warunkach. Telefon jest szeroki i wysoki, więc wymaga świadomego, pewnego chwytu.

Tylna część obudowy łagodnie wznosi się w stronę dużej, okrągłej wyspy aparatów. Dzięki temu moduł optyczny, choć nadal widoczny, komponuje się z resztą obudowy lepiej niż typowy „kapsel” naklejony na płaski tył. Rama powstała ze stopu aluminium. Warianty szary, pomarańczowy i biały mają matowe szkło na plecach, a czarny - tył z tworzywa wzmacnianego włóknem szklanym.

X500 Pro Max bez wątpienia prezentuje się jak flagowiec, ale nie udaje biżuterii. Duży pierścień aparatów mówi o jego przeznaczeniu wyraźniej niż jakiekolwiek logo ZEISS. To urządzenie, które najpierw ma być narzędziem fotograficznym, a dopiero potem eleganckim dodatkiem.

Grip zmienia więcej, niż sądziłem

Sam telefon trzyma się jak każdy inny duży smartfon. Sytuacja zmienia się po założeniu fotograficznego etui i gripu - inny staje się zarówno chwyt, jak i rozkład ciężaru. Gdy z przodu dochodzi dodatkowa optyka, wystający uchwyt przestaje być ozdobnym detalem - pozwala mocniej objąć zestaw prawą dłonią i zmniejsza wrażenie, że ciężki telekonwerter zaraz przechyli urządzenie do przodu.

Grip wyposażono w dwustopniowy spust migawki, pokrętło sterujące, dodatkowy przycisk do nagrywania wideo oraz standardowy gwint statywowy 1/4 cala. Ma też wbudowany akumulator o pojemności 2300 mAh, dzięki czemu działa jednocześnie jako niewielki powerbank. To jeden z tych dodatków, których sens ujawnia się dopiero po złożeniu całego zestawu.

Vivo X500 Pro Max

To jednak nie oznacza, że telefon zamienia się nagle w wygodny, ergonomiczny bezlusterkowiec. Grip pozostaje elementem doczepianym, a środek ciężkości silnie zależy od zamontowanego telekonwertera. Cały zestaw zajmuje też znacznie więcej miejsca niż telefon wyciągnięty po prostu z kieszeni. Granica między fotografią mobilną a noszeniem osobnego aparatu zaczyna się tu mocno zacierać.

Z drugiej strony Vivo nie każe traktować Photographer Kit jako codziennego obowiązkowego zestawu. Telefon można nosić samodzielnie, grip dołożyć na dłuższy spacer, a telekonwerter wyjąć dopiero wtedy, gdy rzeczywiście potrzebny jest większy zasięg. Ta modułowość broni całej koncepcji skuteczniej niż jakiekolwiek deklaracje o zastępowaniu tradycyjnych aparatów.

Trzy aparaty bez zapychaczy

Główny aparat opiera się na 50-megapikselowym sensorze Sony Lytia LYT-910 o rozmiarze 1/1,28 cala, połączonym z obiektywem o ekwiwalencie 24 mm i jasności f/1,57. Moduł ma stabilizację optyczną z zakresem ruchu 3 stopni, którą Vivo nazywa stabilizacją klasy gimbalowej.

Aparat ultraszerokokątny dysponuje matrycą 50 MP o rozmiarze 1/2,75 cala i obiektywem 15 mm f/2,0. To teoretycznie najmniej egzotyczny element zestawu, ale przynajmniej nie pełni roli wypełniacza o rozdzielczości 8 MP - wszystkie trzy ogniskowe mają realne zastosowanie.

Głównym bohaterem pozostaje jednak peryskopowy teleobiektyw. Wykorzystuje sensor Samsunga o rozdzielczości 200 MP i rozmiarze 1/1,4 cala, połączony z optyką 85 mm f/2,67. Moduł ma stabilizację optyczną klasy CIPA 7.0 i pozwala ustawić ostrość z odległości zaledwie 15 cm. Jak na telemoduł zamknięty w obudowie telefonu, to parametry robiące duże wrażenie.

Vivo X500 Pro Max

Ekwiwalent 85 mm daje około 3,5-krotne przybliżenie względem głównego aparatu 24 mm. Ważniejszy od samej liczby jest jednak charakter uzyskiwanego obrazu - to ogniskowa naturalna do portretów, fotografowania detali architektonicznych i izolowania fragmentów kadru.

Nie zamierzam jeszcze ogłaszać tego najlepszym teleobiektywem w smartfonie. Kilka udanych ujęć niewiele mówi o powtarzalności ustawiania ostrości, zachowaniu po zmroku czy radzeniu sobie z ruchem fotografowanego obiektu. Pierwsze wrażenie sugeruje jednak, że 200 MP nie służy wyłącznie do wydrukowania większej liczby na pudełku - duży sensor i rozsądnie dobrana bazowa ogniskowa dają solidny punkt wyjścia nawet bez dodatkowej optyki.

Najpierw 200 mm

Mniejszy z dwóch konwerterów, ZEISS Telephoto Extender Gen 2, powiększa obraz 2,35 raza, zamieniając aparat 85 mm w odpowiednik około 200 mm. Ma 96 mm długości, waży 153 gramy i zawiera 15 elementów optycznych.

To wciąż akcesorium, które trzeba wyjąć, zamontować, a potem schować, ale nie przypomina jeszcze sprzętu do obserwacji rzadkich gatunków ptaków w sąsiednim województwie. Ogniskowa 200 mm ma za to sporo praktycznych zastosowań - sprawdza się przy fotografowaniu sceny koncertowej, detali architektury, wydarzeń sportowych czy zwierząt, do których nie da się podejść blisko.

Warto jednak pamiętać, że telekonwerter nie jest magicznym przejściem do idealnie ostrego kadru. Dokłada kolejne soczewki, zwiększa masę i zawęża kąt widzenia. Nawet bardzo dobra stabilizacja nie zatrzyma poruszającego się obiektu, a przy dłuższej ogniskowej każdy ruch dłoni staje się dużo bardziej zauważalny.

Mniejszy konwerter wydaje się sensownym kompromisem między zasięgiem a wygodą noszenia. Nadal da się go zabrać w niewielkiej torbie bez wrażenia, że na zwykły spacer pakujemy połowę sprzętu z redakcyjnego magazynu.

Potem wyciąga się 400 mm

Vivo X500 Pro Max

ZEISS Telephoto Extender Gen 2 Ultra to już zupełnie inna kategoria wagowa. Przy powiększeniu 4,7 raza uzyskujemy ekwiwalent około 400 mm, a sam konwerter ma 116 mm długości, waży 248 gramów i składa się z 14 elementów szklanych oraz jednego hybrydowego.

Telefon z zamontowanym konwerterem Ultra waży łącznie około 477 gramów - a to jeszcze bez etui, gripu czy mocowania statywowego. To mniej więcej masa dwóch sporych telefonów połączonych w jednym, wyraźnie asymetrycznym zestawie. Kieszeń spodni poddaje się bez dyskusji.

Po zamontowaniu większego konwertera X500 Pro Max przestaje przypominać telefon z dodatkowym obiektywem - bardziej wygląda jak niewielki aparat typu superzoom, do którego ktoś doczepił duży ekran. Grip staje się praktycznie niezbędny, a przy dłuższym fotografowaniu naturalnym krokiem jest sięgnięcie po statyw lub monopod.

Ekwiwalent 400 mm daje jednak coś, czego nie zapewni żadne marketingowe „100x” osiągane samym kadrowaniem cyfrowym. Pozwala optycznie wypełnić kadr odległym detalem, skompresować perspektywę i mocniej oddzielić pierwszy plan od tła. Przy 400 mm wciąż można fotografować z ręki, ale im bliżej 1600 czy 3200 mm, tym bardziej konieczne staje się podparcie zestawu - najdrobniejszy ruch wyrzuca obiekt poza kadr, a przy skrajnych ustawieniach gwałtownie spada liczba wiarygodnych szczegółów.

To dobrze pokazuje charakter całego zestawu. Największą wartością nie jest możliwość wpisania czterocyfrowej liczby ogniskowej na zdjęciu, lecz realne, optyczne pole widzenia odpowiadające 400 mm. Wszystko powyżej tej wartości warto traktować jako rozwiązanie awaryjne, a nie argument za rezygnacją z profesjonalnej lustrzanki i obiektywu do fotografii przyrodniczej.

Galeria zdjęć wykonanych Vivo X500 Pro Max. Na razie bez dodatkowych obiektywów i komentarza

Rozdzielczość prezentowanych zdjęć została zmniejszona w sposób możliwie bezstratny - wgranie oryginałów ważących kilkanaście megabajtów utrudniałoby ten szybki przegląd.

Moc jest z Vivo

Zarówno Vivo X500 Pro Max, jak i mniejszy X500 Pro korzystają z układu MediaTek Dimensity 9600 Pro, wyprodukowanego w procesie 2 nm. Procesor ma osiem rdzeni w konfiguracji 2+3+3 i maksymalne taktowanie 4,55 GHz. W europejskiej wersji Pro Max towarzyszy mu 12 GB pamięci LPDDR5X oraz 512 GB pamięci UFS 4.1.

Po krótkim kontakcie nie ma sensu wyciągać daleko idących wniosków co do wydajności czy temperatur pracy. Większa obudowa Pro Maksa daje więcej miejsca na odprowadzanie ciepła, podczas gdy kompaktowy Pro może szybciej napotykać ograniczenia termiczne - ale dopiero dłuższe testy obciążeniowe i powtarzalne pomiary pokażą, czy ta różnica faktycznie występuje.

Vivo X500 Pro

Globalna wersja Pro Maksa ma akumulator o pojemności 7800 mAh (wariant chiński dostał 8000 mAh). Oba modele obsługują ładowanie przewodowe 90 W oraz bezprzewodowe 40 W. Sama pojemność robi wrażenie, zwłaszcza przy grubości obudowy wynoszącej 8,12 mm, jednak fotografowanie z długą ogniskową i maksymalną jasnością ekranu zużywa znacznie więcej energii niż spokojne codzienne użytkowanie. Na wiarygodne wnioski dotyczące czasu pracy na baterii trzeba jeszcze poczekać.

Vivo X500 Pro jest rozsądniejszy

Postawiony obok Pro Maksa model Vivo X500 Pro sprawia wrażenie niemal kompaktowego telefonu. Ma ekran o przekątnej 6,36 cala, wymiary 151,78 × 71,92 mm, a w zależności od wariantu wykończenia waży 192 lub 197 gramów i mierzy 7,95 lub 8,12 mm grubości.

Wyświetlacz to nadal panel LTPO AMOLED pracujący w zakresie 1-144 Hz, choć jego rozdzielczość wynosi 2660 × 1216 pikseli. Akumulator ma pojemność 6510 mAh, przy zachowaniu ładowania przewodowego 90 W i bezprzewodowego 40 W. Model korzysta z tego samego układu Dimensity 9600 Pro, tej samej pamięci LPDDR5X i nośników UFS 4.1.

Największe różnice dotyczą teleobiektywu. Aparat główny nadal opiera się na sensorze 50 MP o rozmiarze 1/1,28 cala i optyce 24 mm f/1,57, lecz telemoduł ma tu 64 MP, matrycę 1/2 cala i obiektyw 85 mm f/2,52. Minimalny dystans ostrzenia wynosi 18 cm.

Vivo X500 Pro

Zwykły Pro zachowuje więc przydatną ogniskową 85 mm i obsługuje mniejszy konwerter dający ekwiwalent 200 mm. Producent wiąże natomiast cięższy, 400-milimetrowy Gen 2 Ultra przede wszystkim z Pro Maksem. Podział jest więc czytelny: Pro to telefon fotograficzny z możliwością rozbudowy, a Pro Max ma być pełną platformą dla całego zestawu akcesoriów.

Po pierwszym kontakcie mniejszy model wydaje się bardziej naturalnym wyborem do codziennego noszenia. Różnica co najmniej 32 gramów, węższa obudowa i ekran 6,36 cala mają większe znaczenie, niż mogłyby sugerować suche liczby. Ceną za wygodę jest jednak znacznie mniejszy telemoduł, skromniejsze możliwości rozbudowy oraz akumulator mniejszy o 1290 mAh względem Pro Maksa.

Fotografowanie zamiast kolekcjonowania cyfr. Kto zamawia?

Vivo X500 Pro Max robi wrażenie, ale nie dlatego, że ma aparat 200 MP, ekran 144 Hz czy akumulator 7800 mAh. Na tym poziomie rynku efektowną specyfikację potrafi dziś przygotować niemal każdy producent. Ciekawsze jest to, że Vivo zbudowało wokół aparatu spójny system sprzętowy - od fizycznego spustu migawki i gwintu statywowego, przez dodatkowe źródło zasilania, aż po dwa pełnoprawne układy optyczne.

Są też wyraźne koszty tego rozwiązania. Wraz z pełnym wyposażeniem znika mobilność, cały zestaw robi się ciężki, a montaż telekonwertera zajmuje czas. Przy ogniskowej 400 mm trudniej śledzić poruszający się obiekt, a w słabszym świetle nie wystarczy już niedbale wyciągnąć telefon jedną ręką i nacisnąć spust. To fotografia mobilna tylko w takim sensie, że cały sprzęt wciąż mieści się w jednej niewielkiej torbie.

Seria Vivo X500 trafia na rynek wraz ze specjalną ofertą premierową. Zapisanie się na powiadomienie o premierze daje priorytetowy dostęp do oferty oraz rabat w wysokości 600 zł na zakup nowego smartfonu. Zapisy prowadzą sieci RTV Euro AGD, Media Expert i x-kom, a zgłoszenia można wysyłać do 27 października do godziny 15:00.

Źródło: Spider's Web

AI

Amerykańskie banki w obronie przed agentami AI na kontach klientów

Instytucje finansowe w USA zaczęły wykrywać na kontach klientów samodzielne działania agentów sztucznej inteligencji, które logują się cudzymi danymi i wykonują operacje niezależnie od poleceń właściciela. W odpowiedzi banki wprowadzają blokady i ograniczenia dostępu.

6 min czytania