Technologie

Uczelnie na celowniku cyberprzestępców — eksperci tłumaczą ten paradoks

Uniwersytety, kojarzone głównie z wykładami i sesją egzaminacyjną, stają się coraz częstszym celem ataków hakerskich. Specjaliści od cyberbezpieczeństwa wskazują, dlaczego akurat bazy danych uczelni tak bardzo interesują przestępców.

2 min czytania

Dlaczego uniwersytety są celem hakerów? Oto zaskakujące powody
Dlaczego uniwersytety są celem hakerów? Oto zaskakujące powody

Liczba cyberataków rośnie z każdym rokiem — od drobnych prób przejęcia konta za pomocą wykradzionych danych logowania, przez masowe kampanie phishingowe, aż po poważne uderzenia w infrastrukturę wielkich firm. Rozwój sztucznej inteligencji dodatkowo ułatwia przestępcom wyszukiwanie dziur w zabezpieczeniach. Zaskakujące jest jednak to, że jednym z ulubionych celów hakerów stały się bazy danych uniwersytetów. Eksperci postanowili wyjaśnić, skąd bierze się to zjawisko.

Co sprawia, że uczelnie przyciągają hakerów?

Kampus uniwersytecki zwykle kojarzy się z wykładami, zaliczeniami i studentem drzemiącym na zajęciach, który i tak zda egzamin bez większego wysiłku. Dziś jednak coraz częściej staje się areną cyfrowych starć. Na Uniwersytecie w Aarhus doszło do próby przejęcia kont należących do około 1700 użytkowników wraz z próbą zmiany ich haseł. Dział IT uczelni zdołał w porę zablokować atak, a sama instytucja twierdzi, że udało się zapobiec szkodom — choć to wcale nie oznacza końca zagrożenia.

Jens Myrup Pedersen, profesor zajmujący się cyberbezpieczeństwem na Uniwersytecie w Aarhus, wskazuje kilka przyczyn, dla których uczelnie są atrakcyjnym celem ataków. Po pierwsze, gromadzą gigantyczne zbiory danych osobowych oraz wyniki wartościowych badań naukowych. Po drugie, są instytucjami powszechnie rozpoznawalnymi. Co więcej, uniwersytety znajdują się też na celowniku obcych państw — duńska instytucja rządowa oceniła w kwietniu 2025 roku poziom zagrożenia szpiegostwem oraz cyberprzestępczością wymierzonym w uczelnie jako bardzo wysoki.

Problem pogłębia specyfika funkcjonowania uczelni. Korzystają one z wielu różnych systemów informatycznych, z czego część jest przestarzała i nie spełnia obecnych standardów bezpieczeństwa. Dodatkowo uniwersytety stawiają na otwartość i obsługują zróżnicowane grupy użytkowników o odmiennych poziomach dostępu — studentów, pracowników naukowych, wykładowców oraz gości. Im większa liczba punktów dostępu, tym trudniej skutecznie je wszystkie zabezpieczyć.

Najbardziej problematyczne jest jednak to, że nawet po udaremnieniu ataku rzadko udaje się ustalić, kto za nim stał. Jak zauważa Pedersen, jedna osoba może stworzyć lukę w zabezpieczeniach, z której skorzysta zupełnie ktoś inny.

Jeden przestępca może otworzyć furtkę, a z niej skorzysta ktoś zupełnie inny.

Jens Myrup Pedersen, profesor cyberbezpieczeństwa, Uniwersytet w Aarhus

Źródło: AntyWeb