Test DJI Romo P2: odkurzacz, który chce się pokazywać w salonie, a nie chować w szafie
DJI postanowiło, że robot sprzątający nie musi udawać mebla - Romo P2 wygląda jak miniaturowe laboratorium rodem z dawnych komputerów Apple. Sprawdzamy, czy pod efektownym wzornictwem kryje się równie dobry sprzęt.
Z robotami sprzątającymi zwykle jest tak: mają zrobić swoje, wrócić do stacji i zniknąć z pola widzenia. Nikt nie oczekuje od nich funkcji dekoracyjnej. Przy DJI Romo P2 autor testu łapie się jednak na czymś przeciwnym - zamiast kombinować, gdzie ukryć bazę ładującą, szukał dla niej eksponowanego miejsca.
Stacja ostatecznie wylądowała pod stołem, czyli tam, gdzie wcześniej stał jeden z głównych rywali tego urządzenia. To dobrze oddaje, czym DJI wyróżniło się na tle reszty rynku.

Po dłuższym użytkowaniu autor przyznaje, że jest pod wrażeniem skuteczności sprzątania. Posiadany w domu zeszłoroczny model flagowy wypada przy nim blado pod względem dokładności.
Wreszcie coś poza białym plastikiem

Rynek robotów sprzątających jest już nieco zmęczony krążkami przypominającymi dodatek do małej lodówki. Taka stonowana stylistyka ma swoje uzasadnienie - jest bezpieczna i niewidoczna - ale bywa też po prostu wymówką dla braku pomysłu.

Romo P2, czyli najdroższy i najbardziej rozbudowany wariant serii, idzie pod prąd. Zarówno sam robot, jak i stacja dokująca przypominają niewielki zestaw aparatury z laboratorium.

Skojarzenia nasuwają się od razu: przezroczyste Game Boye, przezroczyste pady do konsol, a przede wszystkim iMac G3. Autor od zawsze sympatyzuje z taką estetyką i podtrzymuje zdanie, że podglądanie wnętrza elektroniki - nawet jeśli jest to wnętrze w dużej mierze udawane - daje więcej satysfakcji niż kolejna błyszcząca obudowa.

DJI nie zdecydowało się jednak na pełną przezroczystość. Część mechanizmów nadal skrywają białe i srebrne elementy obudowy, więc mamy raczej przemyślany wgląd w konstrukcję niż totalnie odsłonięte wnętrze. Zdaniem autora to słuszne podejście - pokazanie każdego kabla niekoniecznie wyszłoby na dobre wzornictwu.

Taki technologiczny eksponat obok kanapy nie każdemu przypadnie do gustu, co autor w pełni rozumie. On sam jednak zdecydowanie woli to rozwiązanie od kolejnej bazy wyglądającej jak biurowa niszczarka.
Przezroczystość ma drugą stronę
Obudowa jest sztywna i solidnie spasowana - efektowny wygląd nie odbył się kosztem jakości wykonania.

Najbardziej podoba się płaska górna pokrywa, bez typowego garbu na lidar. Robot ma zaledwie 9,8 cm wysokości, dzięki czemu bryła jest bardziej kompaktowa i swobodnie wjeżdża pod większość mebli.

Przezroczyste tworzywo nie jest jednak materiałem bez wad. Odsłania nie tylko mechanikę, ale też kurz, smugi i drobne zarysowania. Odkurzacz pozostaje w końcu odkurzaczem - jeździ pod meblami i zbiera to, czego raczej nie trzyma się na widoku.

Dlatego bardziej niż pierwsze wrażenie po rozpakowaniu liczy się to, jak sprzęt będzie wyglądał po kilku miesiącach użytkowania. Jeśli Romo P2 wymagałby stałego przecierania, by nadal prezentować się dobrze obok telewizora, część jego uroku by prysła. Na razie to otwarte pytanie, nie stwierdzony problem.
Nogi ciekawsze niż paskale
DJI podaje maksymalne ciśnienie na poziomie 36 000 Pa, zmierzone laboratoryjnie na wentylatorze urządzenia. Liczba robi wrażenie, ale sama w sobie już nikogo nie przekonuje, bo w specyfikacjach konkurencji pojawiają się wartości rzędu 100 000 Pa.
Zadaniem odkurzacza jest zbieranie piasku, włosów i okruchów, a nie wygrywanie porównań benchmarkowych - i tu Romo P2 radzi sobie znakomicie. Na dywanie robot obniża płytę dociskową, tworząc częściowo szczelne podciśnienie, które wyciąga brud z głębi włosia. Jest to szczególnie widoczne w mieszkaniu testującego, gdzie robot spędza większość czasu na dywanie, a szczotki w układzie DualSweep rzeczywiście nie zbierają się w kłębowisko włosów.

Znacznie ciekawszym elementem wydaje się jednak aktywne podwozie. Widok robota unoszącego korpus przed przeszkodą przypomina małą maszynę terenową w akcji. Nie zawsze wychodzi to z gracją baletnicy, ale przynajmniej widać, za jaką inżynierię się płaci.
Trzeba jednak zaznaczyć ważne zastrzeżenie: deklarowane 8,5 cm nie oznacza pokonywania pionowego progu o takiej wysokości jednym ruchem. DJI precyzuje, że chodzi o do 4 cm w przypadku pojedynczego stopnia oraz do 8,5 cm przy przeszkodzie dwustopniowej, gdzie pierwszy stopień sięga do 4 cm, a drugi do 4,5 cm.
Autor chciałby, żeby to wyjaśnienie było eksponowane równie mocno, co sam duży napis „8,5 cm” w materiałach reklamowych.
Mimo to takie podwozie nadal uważa za świetny dodatek, zwłaszcza w mieszkaniach z problematycznymi progami. W jego jednopoziomowym mieszkaniu robot poradził sobie ze wszystkim - w pewnym momencie odniósł nawet wrażenie, że urządzenie szuka sposobu, by wydostać się na balkon.
Jest jednak i druga strona medalu: Romo P2 potrafi mieć problem z wysokowłosymi dywanikami łazienkowymi z Ikei. Potrafi je zassać i utknąć, próbując przez nie przejechać. Z gładkimi dywanami nie ma za to żadnych kłopotów.

Zamiast włączyć i zapomnieć
Najciekawsze jest to, że Romo P2 zmienił nawyki związane z codziennym korzystaniem z robota sprzątającego. Wcześniej sprzątanie uruchamiano na czas nieobecności w domu. Teraz zdarza się włączać robota w ciągu dnia tylko po to, by obserwować pracę podwozia i wysuwanego ramienia - które wychyla się aż o 123 stopnie, wyjeżdżając niemal 8 cm szerzej przy krawędziach i mopując 4,5 cm głębiej pod podwieszanymi meblami. Jedni patrzą na schnącą farbę albo rosnącą trawę, autor zamiast tego ogląda Romo.


Tak, mowa dosłownie o oglądaniu odkurzacza - sam autor przyznaje, że nie spodziewał się, że kiedykolwiek dojdzie do takiego etapu.
Do tego dochodzi kultura pracy urządzenia: w trybie cichego mopowania generuje jedynie 38 dB, co czyni go bardzo dyskretnym. Akumulator starcza na 180 minut pracy, a pełne ładowanie trwa około 2,5 godziny. Aplikacja DJI Home oferuje mapy pomieszczeń i harmonogramy sprzątania, a dodatkowo podgląd na żywo z kamer robota wraz z opcją połączeń wideo - przydatny choćby do sprawdzenia, co robi pies pod nieobecność domowników.

Autor nie ma wątpliwości: to najlepiej omijający przeszkody, najdokładniejszy i - po włączeniu odpowiedniego trybu - najdelikatniejszy robot sprzątający, z jakim miał do czynienia. Urządzenie bezbłędnie rozpoznaje i omija kable, wykrywając nawet przewody o grubości zaledwie 2 mm, których w jego mieszkaniu nie brakuje.
Co więcej, przez gęsty labirynt stojących wieszaków na ubrania, lamp i nóg od statywu robot przemknął sprawniej, niż udaje się to samemu autorowi podczas próby przejścia przez ten sam korytarz.
Za tę skuteczność odpowiada system omijania przeszkód Millimeter-Level 2.0, złożony z przedniego 3D ToF LiDAR, bocznych czujników ToF oraz podwójnych kamer typu rybie oko zapożyczonych wprost z dronów DJI. Dzięki temu robot nie uderza na oślep w napotkane obiekty, lecz analizuje otoczenie w ułamku sekundy, dodatkowo doświetlając kurz na powierzchni do 0,2 metra kwadratowego przed sobą.
DJI Romo P2 vs Romo A2: za co tak naprawdę dopłacamy?
W ofercie DJI seria Romo 2 występuje w dwóch głównych wariantach: tańszym Romo A2, startującym od 4099 zł, oraz testowanym flagowym Romo P2, wycenionym w polskich elektromarketach na około 4439 zł za bogatszy zestaw.
Różnica w cenie nasuwa oczywiste pytanie - czy dopłata do P2 ma sens?
Co ciekawe, pod względem czysto sprzątającym obydwa modele mają identyczny, mocny fundament techniczny:

- Taka sama moc ssania 36 000 Pa z dociskiem do dywanów
- Aktywne zawieszenie pokonujące stopnie do 8,5 cm
- Identyczny system czujników i nawigacji Millimeter-Level Obstacle Sensing 2.0 z dronowym algorytmem AI, przednim i bocznym 3D ToF LiDAR oraz podwójnymi kamerami fisheye
- To samo wysuwane ramię myjące krawędzie z kątem wychylenia 123 stopni
- System szczotek DualSweep zapobiegający nawijaniu się włosów
- Podświetlenie LED wykrywające kurz na powierzchni 2000 cm²
- Mycie mopów wodą o temperaturze 80°C, suszenie gorącym powietrzem w 60°C oraz obietnica bezobsługowej stacji przez do 365 dni bez czyszczenia tarki
Różnica leży więc głównie w estetyce i wyposażeniu samej stacji dokującej.
- Przezroczysty design P2: to właśnie ten model otrzymał charakterystyczny, transparentny, retro-futurystyczny wygląd nawiązujący do sprzętów Apple sprzed około dwóch dekad. A2 to z kolei propozycja bardziej klasyczna, stonowana, bez przezroczystych elementów
- Zaawansowane wyposażenie stacji: baza modelu P2 ma dodatki, których brakuje w podstawowym A2 - dezynfekcję worka na kurz promieniami UV (Dust Bag UV Light) oraz wbudowany dozownik zapachowy, czyli Floor Deodorizer. Obie stacje suszą pojemnik robota, ale pełny pakiet higieniczny zarezerwowano dla P2
Dla osób, którym zależy przede wszystkim na skutecznej mechanice, podnoszonym zawieszeniu i dronowej nawigacji, rozsądniejszym wyborem będzie Romo A2 - pozwala zaoszczędzić kilkaset złotych. P2 jest natomiast propozycją dla entuzjastów designu i gadżeciarzy, którzy chcą zapłacić za bezkompromisowy wygląd retro-tech oraz stację z dezynfekcją UV i automatycznym odświeżaczem.
DJI Romo P2 Clean More Combo: dopłata 140 zł, którą po prostu warto wnieść
W polskich sklepach, na przykład w Media Expert, robot w wersji DJI Romo P2 Clean More Combo kosztuje około 4439 zł. Kluczowa informacja jest taka, że różnica cenowa między wersją podstawową P2 a pakietem Clean More Combo w promocjach wynosi zaledwie 140 zł.
Przy sprzęcie wartym ponad 4 tysiące złotych taka dopłata to drobna kwota, a w zamian użytkownik otrzymuje zestaw akcesoriów eksploatacyjnych, który starczy na kilkanaście miesięcy bezproblemowego użytkowania:
- 6 nakładek mopujących (w wersji standardowej szybko brakuje czystych zamienników, gdy inne są w praniu)
- 2 dodatkowe filtry powietrza
- 2 zapasowe worki na kurz do stacji (pojemność worka to 2,4 l, więc starczą na bardzo długo)
- 2 szczotki boczne
- Pełną parę gumowych szczotek głównych
- Oryginalny płyn czyszczący DJI oraz dedykowany wkład do odświeżacza zapachowego Floor Deodorizer
Gdyby dokupować wszystkie te oryginalne filtry, mopy i szczotki osobno po kilku miesiącach, koszt sięgnąłby łatwo kilkuset złotych. Wybór wersji bazowej dla oszczędności 140 zł byłby więc w tym przypadku błędną decyzją - pakiet Clean More Combo jest zdecydowanie najbardziej opłacalnym wariantem zakupu.

Ładniejsza baza nadal jest duża
Stacja towarzysząca P2 wygląda zdaniem autora o wiele lepiej niż większość konkurencyjnych rozwiązań. Nie oznacza to jednak, że zajmuje mniej miejsca w mieszkaniu.
Przestrzeń, jakiej wymaga, jest porównywalna z innymi flagowymi modelami. Baza mieści pokaźne zbiorniki - 4 litry na czystą wodę oraz 3,2 litra na brudną, a do tego worek na kurz o pojemności 2,4 litra, podczas gdy sam robot dysponuje pojemnikiem o pojemności 215 ml. Trzeba więc przeznaczyć dla niej solidny kawałek podłogi i zapewnić wygodny dostęp do górnej pokrywy.
Baza myje mopy wodą o temperaturze do 80°C, a DJI zapewnia nawet rok bezobsługowości samej tarki myjącej. Zdaniem autora takie funkcje mają większe praktyczne znaczenie niż kolejne rekordy mocy ssania, bo realnie ograniczają ręczną obsługę sprzętu. Robot powinien oszczędzać czas, a nie zamieniać sprzątanie w regularny serwis skomplikowanej maszyny.
Główny dylemat związany z Romo P2 sprowadza się więc do priorytetów: czy warto dopłacać za unikalny wygląd oraz stację z dezynfekcją UV i dozownikiem zapachu, czy lepiej wybrać standardowego A2 o identycznych parametrach sprzątających. Autor przyznaje, że rozumie dopłatę do P2, bo transparentna stacja rzeczywiście cieszy oko i wyróżnia się na tle nudnej konkurencji. Jeśli jednak decydować się na P2, to tylko w zestawie Clean More Combo.
Na tym etapie DJI udowodniło dwie rzeczy: że robot sprzątający nie musi wyglądać nijako oraz że dronowe czujniki firmy stawiają konkurencję w trudnej sytuacji podczas domowego slalomu między przeszkodami. Pozostaje jeszcze sprawdzić, jak te mechaniczne popisy wytrzymają próbę czasu i wielotygodniową eksploatację.
Źródło: Spider's Web


