Ta misja w The Blood of Dawnwalker potrafi zepsuć całą grę
Autor AntyWeb opisuje swoje zmagania z jednym z etapów gry Rebel Wolves, który uznaje za najgorzej zaprojektowaną misję ostatnich lat. Tekst zawiera spoilery.
Niektóre gry mają fragment, który odbiega od reszty produkcji - albo jakością, albo zmienioną mechaniką. Bywa, że pojedyncza misja różni się tak bardzo, że mogłaby uchodzić za wycinek zupełnie innego gatunku. Klasycznym przykładem jest wrzucenie segmentu skradankowego do gry akcji. To zaledwie jeden epizod, krótka wstawka w całej produkcji, ale bywa, że decyduje o ogólnym odbiorze tytułu. Zdarza się nawet, że po latach chciałoby się wrócić do gry, gdyby nie wspomnienie konkretnego etapu, przez który trzeba by przejść jeszcze raz.
Takim właśnie punktem okazała się dla autora tekstu jedna z misji w The Blood of Dawnwalker, nowej produkcji polskiego studia Rebel Wolves. Fragment ten jest według niego tak męczący, że skłania go do rezygnacji z ponownego przejścia całej gry. W dalszej części materiału pojawiają się spoilery.
Księżycowy turniej to najgorsza misja ostatnich lat
Gracz wciela się w Coena, Wędrowca, który za dnia funkcjonuje jako człowiek, a nocą przemienia się we wrakira - lokalny odpowiednik wampira. Rozgrywka wygląda więc zupełnie inaczej w zależności od pory doby oraz od tego, jak rozwinięta jest postać.
System rozwoju bohatera oparty jest na trzech drzewkach umiejętności: fechtunku uniwersalnym, działającym zarówno w dzień, jak i w nocy, czarnoksięstwie dostępnym wyłącznie za dnia oraz umiejętnościach wampirzych aktywnych po zmroku. Podczas przechodzenia gry można inwestować punkty w jedno z drzewek, w dwa naraz albo rozłożyć rozwój równomiernie na wszystkie trzy.
Ten opis mechaniki ma znaczenie w kontekście misji Księżycowy turniej, prowadzącej do bojara Bakira. Jego prywatny stańczyk oferuje układ: udział w turnieju w zamian za odzyskanie rodowego pierścienia. To zresztą jedyna droga do bojara poza atakiem na zamek Svartrau.
Sam turniej to nic innego jak znane z wielu produkcji battle-royale. Uczestnicy trafiają na arenę różnymi wejściami, a własny ekwipunek trzeba oddać - do dyspozycji zostaje jedynie sprzęt podstawowy, choć znalezione po drodze przedmioty można swobodnie założyć. Na arenie czeka mnóstwo potworów i bestii.
Na pierwszy rzut oka zadanie wygląda prosto, jednak szybko zaczyna irytować. Brak ekwipunku znacząco osłabia postać, ale to nie największy problem. Naturalnym odruchem byłoby sięgnięcie po pazury i moce wampirze, by zrównoważyć straty w sile - tyle że jest to niemożliwe. Turniej odbywa się incognito, a użycie wampirzych zdolności czy wypicie krwi przeciwnika ujawniłoby tożsamość Coena, co skutkuje przegraną. Czarnoksięstwo również nie wchodzi w grę, więc jedyną dostępną opcją zostaje fechtunek. Kto zaniedbał to drzewko rozwoju, może mieć poważny problem.
Dodatkowo, choć poziom trudności oznaczony jako „pojedynkowicz” zapowiada przeciwników z niewielką pulą punktów życia, w praktyce podczas turnieju zamieniają się oni w istne gąbki wchłaniające obrażenia - a przeciwników nie brakuje. Już pierwsze starcia stawiają gracza naprzeciw watah demonicznych wilków, jednych z najbardziej znienawidzonych przeciwników w całej grze.
Przeciążenie i nieścisłości
Po pomyślnym przejściu wszystkich etapów turnieju gracza czeka uczta - Coen siada naprzeciw bojara i zostaje zmuszony do wypicia trunku. Problem polega na tym, że dzieje się to nocą, w postaci wampirzej, przy zachowaniu incognito, mimo czego bohater bez żadnej reakcji otoczenia wymachuje pazurami dosłownie przed twarzą bojara. Ten szczegół, w połączeniu z zupełną obojętnością postaci niezależnych, wywołał u autora spore zdziwienie.
To nie koniec problemów tej sekwencji. Bakir zaprowadza gracza do skarbca po nagrodę, gdzie odzyskuje się swój ekwipunek - jednak może dojść do sytuacji przeciążenia postaci. Co więcej, odzyskane przedmioty nie wracają automatycznie na swoje miejsce, trzeba je ręcznie założyć. W połączeniu z błędem sterowania, który przy obsłudze ekwipunku bez wyraźnego powodu przełącza kontrolę na klawiaturę i mysz, sytuacja robi się frustrująca. Autor opisuje moment, w którym próbował zniszczyć przedmiot podczas przeciążenia, a sterowanie samo przeskoczyło na jego zbroję, co zmusiło go do wczytania ostatniego zapisu.
Autor planował ponowne przejście The Blood of Dawnwalker, jednak decyduje się to odłożyć. Jak deklaruje, dopóki pamięta niesmak po tej misji, nie wróci do rozgrywki, i obawia się, że ten moment może nigdy nie nadejść.
Źródło: AntyWeb


