Technologie

USA po raz pierwszy przyznają, że mają broń na orbicie

Sekretarz sił powietrznych USA Troy Meink oficjalnie potwierdził, że Space Force rozmieściła już w kosmosie systemy uzbrojenia. Szczegóły pozostają tajne, ale to pierwsze tak jednoznaczne przyznanie tego faktu przez wysokiego urzędnika Pentagonu.

5 min czytania

Broń już krąży nad Ziemią. Amerykanie właśnie się przyznali
Broń już krąży nad Ziemią. Amerykanie właśnie się przyznali

Amerykańska armia od dawna prowadziła otwarte rozmowy o możliwości starcia w kosmosie, testowała zdolność przechwytywania satelitów i rozwijała systemy mogące zakłócać ich sygnały. Do niedawna jednak nikt w Pentagonie nie chciał otwarcie potwierdzić jednej rzeczy: że broń fizycznie znajduje się już na orbicie. To się właśnie zmieniło, ponieważ sekretarz sił powietrznych USA Troy Meink oficjalnie ujawnił, że Space Force posiada uzbrojenie służące do kontroli przestrzeni kosmicznej. Nie wiadomo jednak, co konkretnie krąży obecnie nad naszymi głowami.

Krótkie stwierdzenie, które zmienia wiele

Do wypowiedzi doszło 14 września na konferencji Air, Space & Cyber w National Harbor. Podczas obszernego wystąpienia dotyczącego amerykańskich sił powietrznych i kosmicznych padło jedno zdanie, które wcześniej nie było tak otwarcie formułowane przez przedstawicieli Pentagonu.

Meink przekazał, że na orbicie znajduje się już amerykańska broń kontroli przestrzeni kosmicznej, którą można wykorzystać do obrony sił USA przed działaniami wroga. Nie było to przypadkowe sformułowanie – w rozmowie z dziennikarzami sekretarz podkreślił, że dobór słów był bardzo świadomy. Nie zgodził się jednak zdradzić, jakie systemy faktycznie znajdują się na orbicie. Nie wskazał ich nazw, liczby, parametrów orbitalnych, możliwości technicznych ani daty ich rozmieszczenia. Nie ujawnił nawet, czy chodzi o broń kinetyczną.

Space Force ograniczyły się później do potwierdzenia samej koncepcji – Stany Zjednoczone mają na orbicie systemy przeznaczone do walki o dominację w przestrzeni kosmicznej.

Broń kosmiczna wcale nie musi eksplodować

W doktrynie amerykańskich Sił Kosmicznych pojęcie space control obejmuje bardzo szeroki zakres działań. Mowa tu o wszystkim, co pozwala przejąć przewagę w kosmosie i jednocześnie ograniczyć zdolności przeciwnika.

Można to realizować kinetycznie – poprzez fizyczne zniszczenie lub uszkodzenie obiektu. Można też działać w sposób niekinetyczny, czyli zagłuszać łączność satelitarną, zaślepiać czujniki, zakłócać elektronikę lub w inny sposób wyłączać sprzęt z użytku.

Space Force wprost określa te zdolności jako jednocześnie defensywne i ofensywne. Systemy te mogą chronić amerykańskie satelity, ale mogą również zakłócać, degradować, a nawet niszczyć zdolności kosmiczne przeciwnika. To znacznie szersza definicja niż zwykły satelita obronny.

Nie znaczy to jednak, że nad Ziemią krąży teraz amerykańska platforma uzbrojona w wyrzutnię rakiet. Pentagon świadomie nie zdradził, do jakiej kategorii należą już rozmieszczone systemy.

Wcześniej uzbrojenie znajdowało się głównie na Ziemi

Stany Zjednoczone od lat dysponują środkami zdolnymi zaatakować systemy kosmiczne, jednak dotąd znajdowały się one na powierzchni planety. W lipcu Spider's Web pisał o systemie Meadowlands – mobilnej broni elektromagnetycznej Space Force. Ogromne stacje antenowe pozostają na Ziemi, lecz są w stanie zakłócić łączność satelity przeciwnika i tymczasowo wyłączyć go z działania.

USA są także w stanie fizycznie zniszczyć obiekt znajdujący się poza atmosferą – w 2008 roku pocisk SM-3 trafił niesprawnego amerykańskiego satelitę USA-193. Były to jednak zawsze systemy uderzające w kosmos z powierzchni Ziemi.

Tym razem sytuacja jest inna, ponieważ Pentagon przyznaje, że sama broń jest już umieszczona na orbicie. Dlatego słowa Meinka traktowane są jako pierwsze publiczne potwierdzenie przez wysokiego urzędnika USA, że Amerykanie faktycznie rozmieścili w kosmosie systemy klasyfikowane przez wojsko jako uzbrojenie.

To jeszcze nie Golden Dome

Łatwo skojarzyć te informacje z innym wielkim projektem administracji Donalda Trumpa. W ramach programu Golden Dome USA planują stworzenie prawdziwych orbitalnych przechwytywaczy, które mają czekać w kosmosie i atakować pociski balistyczne oraz inne zagrożenia lecące w stronę Stanów Zjednoczonych. To dosłowna broń kosmiczna w pełnym sensie tego słowa.

Nie należy jednak zakładać, że to właśnie ten system ujawnił Meink. Program Space-Based Interceptor wciąż jest w fazie rozwoju i testów demonstracyjnych. Podczas tej samej konferencji sekretarz odrębnie odniósł się do postępów prac nad orbitalnymi przechwytywaczami. Wynika z tego, że potwierdzona właśnie broń kontroli przestrzeni kosmicznej to zupełnie inna, utajniona zdolność, która już znajduje się na orbicie.

Czym może być ten system? Wariantów jest wiele – od manewrującego satelity mogącego podlecieć do maszyny przeciwnika, przez systemy walki elektronicznej, urządzenia zakłócające lub oślepiające sensory, aż po najbardziej agresywny scenariusz, czyli fizyczny efektor zdolny uszkodzić inny statek kosmiczny. Wskazywanie na konkretną technologię na tym etapie byłoby jednak czystą spekulacją.

Rosja i Chiny realizują właśnie to, czego USA się obawiają

Pentagon uzasadnia zmianę tonu działaniami dwóch rywali. Chiny rozwijają satelity zdolne do bardzo precyzyjnych manewrów w bliskiej odległości od innych obiektów. W 2025 roku Space Force ujawniły, że grupa pięciu chińskich satelitów wykonywała skoordynowane manewry, które Amerykanie nazwali kosmicznymi walkami psów.

Rosja obrała inną strategię. Spider's Web wcześniej opisywał rosyjskie satelity-matrioszki, z których niektóre wypuszczały mniejsze obiekty wykonujące manewry w pobliżu amerykańskich satelitów. W jednym przypadku niewielki obiekt został wystrzelony z dużą prędkością w sposób, który USA zinterpretowały jako test broni antysatelitarnej.

Waszyngton od lat ostrzega również, że Moskwa prowadzi prace nad znacznie bardziej niebezpiecznym systemem – nuklearną bronią antysatelitarną, która jednym wybuchem mogłaby zniszczyć lub uszkodzić ogromną liczbę satelitów jednocześnie. W tym kontekście Amerykanie coraz mniej skrywają, że kosmos przestał być wyłącznie spokojnym zapleczem dla działań wojskowych.

Prawo międzynarodowe tego nie zakazuje

Samo umieszczenie konwencjonalnego uzbrojenia na orbicie nie stanowi jeszcze naruszenia prawa międzynarodowego. Traktat o przestrzeni kosmicznej z 1967 roku zakazuje przede wszystkim rozmieszczania na orbicie broni jądrowej oraz innych rodzajów broni masowego rażenia. Nie zawiera on jednak ogólnego zakazu wobec wszystkich rodzajów konwencjonalnego uzbrojenia. Z tego powodu satelita zdolny do zakłócania, oślepiania czy nawet fizycznego atakowania innego satelity nie jest automatycznie traktowany jak orbitalna bomba atomowa.

Znacznie trudniej jest jednak odróżnić broń od zwykłego satelity użytkowego. Maszyna zaprojektowana do naprawy uszkodzonego satelity równie dobrze może podlecieć do satelity przeciwnika. Ramię robotyczne może służyć do serwisowania sprzętu albo do jego uszkodzenia. Laser może przesyłać dane, mierzyć odległość albo oślepić czujnik. Właśnie ta dwuznaczność jest jedną z najbardziej niebezpiecznych cech przyszłej wojny w kosmosie.

Źródło: Spider's Web