Slopaganda: jak generowane przez AI obrazy mają wpływać na Polaków
Sztab Generalny Wojska Polskiego ostrzega przed nową formą dezinformacji opartą na masowo tworzonych przez sztuczną inteligencję grafikach i memach. Choć bywają groteskowe, potrafią skutecznie kształtować opinie o ludziach i instytucjach.
Choć wygenerowane komputerowo grafiki nierzadko wyglądają groteskowo albo śmiesznie, to wcale nie znaczy, że są nieszkodliwe. Tego typu treści potrafią realnie zmieniać sposób, w jaki postrzegamy konkretne osoby, wydarzenia czy instytucje publiczne.
Ostrzeżenie ze strony Sztabu Generalnego
Na platformie X pojawił się wpis Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, w którym wyjaśniono pojęcie slopagandy i wskazano, dlaczego zjawisko to staje się coraz poważniejszym problemem dla bezpieczeństwa informacyjnego kraju. Przedstawiciele wojska podkreślają, że współczesne działania dezinformacyjne dawno wykroczyły poza granice fałszywych newsów czy zmanipulowanych filmów. Obecnie coraz częściej sięga się po grafiki tworzone przez algorytmy generatywnej sztucznej inteligencji.
Angielskie słowo „slop” oznacza coś tandetnego, bezwartościowego czy po prostu kiepskiego - w polskim tłumaczeniu najbliższe mu są określenia takie jak pomyje czy zlewki. W branży technologicznej termin ten zaczął być używany do opisywania ogromnych zasobów treści generowanych automatycznie przez AI, które cechują się niską jakością merytoryczną. Zestawienie tego słowa z propagandą dało początek nowemu pojęciu - slopagandzie.
Określenie to odnosi się do masowej produkcji obrazów, memów i grafik, których celem nie jest przekazanie rzetelnej informacji, lecz wywołanie konkretnej reakcji emocjonalnej i wbicie w pamięć określonego skojarzenia.
Jak działa ten mechanizm cyfrowej manipulacji
Kiedyś stworzenie wiarygodnej grafiki wymagało sporo czasu, doświadczenia i specjalistycznych narzędzi. Obecnie wystarczy kilka zdań wpisanych do generatora obrazów opartego na AI, by w kilkanaście sekund otrzymać ilustrację dowolnej sceny - nawet takiej, która nigdy nie mogła się wydarzyć.
Na tym właśnie fundamencie opiera się slopaganda. Obrazy tworzone przez sztuczną inteligencję przedstawiają polityków, żołnierzy, celebrytów i inne osoby publiczne w sytuacjach zupełnie zmyślonych - raz jako bohaterów, innym razem jako ludzi ośmieszonych, a czasem jako niemal nadludzkich przywódców. Twórcy takich treści nie liczą wcale na to, że odbiorca uwierzy w ich prawdziwość. Znacznie istotniejsze jest to, by obraz utrwalił się w pamięci na dłużej.
Psychologowie od dawna wskazują, że ludzki umysł zapamiętuje obrazy wyjątkowo trwale. Nawet mając świadomość, że dana scena jest fikcją, bardzo często nosimy ją w pamięci dłużej niż jakiekolwiek pisemne sprostowanie.
Taka forma dezinformacji opiera się na przekazach, które nie mogą być prawdziwe, ale wywołują u odbiorcy trwałe skojarzenia i pobudzają wyobraźnię. Jej celem jest swoista „incepcja” - stworzenie obrazu danej osoby, którego odbiorcy w innych okolicznościach mogliby nie zaakceptować. Efekt slopagandy można określić słowami: „Co zobaczyłem, tego nie da się odzobaczyć.
Sztab Generalny Wojska Polskiego
Nie trzeba wierzyć, by zapamiętać
Na pierwszy rzut oka absurdalne grafiki mogą wydawać się niegroźne, skoro większość osób w sieci szybko rozpoznaje, że przedstawiają wydarzenia niemożliwe do zaistnienia. Problem tkwi jednak gdzie indziej.
Slopaganda działa poprzez mechanizmy odpowiedzialne za tworzenie skojarzeń w naszej głowie. Nie trzeba uznać obrazu za autentyczny, by zacząć łączyć konkretną osobę z daną cechą - wystarczy, że podobny motyw pojawi się przed naszymi oczami wielokrotnie.
Z tego powodu tego typu treści niemal zawsze grają na emocjach - ośmieszają, straszą, wzbudzają podziw albo pogardę. Memy, które z pozoru mają wyłącznie bawić, w praktyce mogą być elementem znacznie bardziej przemyślanej strategii wpływania na opinię publiczną.
Skąd wzięło się pojęcie slopagandy
Autorami tej koncepcji są badacze zajmujący się wpływem sztucznej inteligencji na funkcjonowanie społeczeństw - dr Michał Klincewicz z Uniwersytetu w Tilburgu oraz dr Marc Alfano z Macquarie University. W swoich badaniach analizują między innymi zależności między technologią, psychologią poznawczą a sposobem, w jaki AI oddziałuje na procesy decyzyjne ludzi.
Sama nazwa dobrze oddaje istotę zjawiska - nie chodzi o pojedynczy sfałszowany obraz, lecz o zalanie internetu masą łatwych do wygenerowania grafik. Koszt ich produkcji jest bliski zeru, a tempo tworzenia może sięgać tysięcy obrazów dziennie.
Oznacza to, że osoby stojące za kampaniami dezinformacyjnymi mogą błyskawicznie dopasowywać przekaz do bieżących wydarzeń, reagując niemal na bieżąco na rozwój sytuacji politycznej, społecznej czy militarnej.
Obecne konflikty pokazują, że pole walki obejmuje dziś nie tylko front militarny, lecz również przestrzeń cyfrową.
Fałszywe obrazy tworzone przez AI mogą kształtować nastroje społeczne, podkopywać zaufanie do instytucji państwowych, uderzać w autorytet osób publicznych oraz pogłębiać podziały w społeczeństwie. Kluczowe jest to, że ich siła oddziaływania nie bierze się z wiarygodności, lecz z częstotliwości, z jaką pojawiają się w sieci.
Dlatego edukacja w zakresie rozpoznawania nowych form manipulacji staje się dziś równie istotna, co rozwój narzędzi do wykrywania fałszywych treści.
Sama technologia AI nie jest zagrożeniem sama w sobie - generatywna sztuczna inteligencja z powodzeniem wspiera naukę, medycynę, przemysł, edukację czy wojsko. Kłopot pojawia się dopiero wtedy, gdy te same narzędzia zostają zaprzęgnięte do prowadzenia skoordynowanych operacji dezinformacyjnych.
Zjawisko slopagandy pokazuje, że walka z fałszywymi treściami wchodzi w nową fazę. Samo sprawdzanie autentyczności zdjęcia już nie wystarcza - coraz większego znaczenia nabiera umiejętność wychwytywania prób manipulowania emocjami i budowania fałszywych skojarzeń.
Źródło: Spider's Web
Źródło: Spider's Web


