Technologie

Algorytm w końcu trafił: jak TikTok podsunął mi portugalski zespół, o którym nie miałem prawa wiedzieć

Autor opisuje, jak rekomendacja TikToka wyrwała go z muzycznej rutyny, podsuwając portugalskich artystów. Przy okazji rozlicza się z własnym eksperymentem sprzed dwóch lat i z rolą platform streamingowych w odkrywaniu nowej muzyki.

3 min czytania

Odkryłem nowy zespół na TikToku. Zapominam, że ciągle jest wiele do poznania
Odkryłem nowy zespół na TikToku. Zapominam, że ciągle jest wiele do poznania

Algorytm TikToka namierzył moją fascynację Portugalią i podsunął mi zestawienie trzech tamtejszych wykonawców. Twórca filmiku, na który trafiłem, ocenił sytuację bezbłędnie. Od kilku tygodni nie potrafię przestać słuchać albumu "A Invenção do Dia Claro" formacji Capitão Fausto - brzmi to tak, jakby muzycy z Lizbony wychowali się na Zausze, Grechucie i Beatlesach jednocześnie. Szkoda tylko, że u nas taka mieszanka inspiracji jakoś nie chce zagrać. Do tego codziennie wraca u mnie coś z repertuaru Ganso.

Ponad 2 lata temu postanowiłem, że jeszcze nie czas zdziadzieć

Zamierzałem wtedy regularnie odkrywać nieznane kapele, otwierać się na zaskoczenia, aktywnie szukać nowości. To dobra chwila, żeby podsumować ten plan - i szczerze mówiąc, nie wyszło.

Być może liczby po prostu potwierdzają prawdę: czuję się bezpiecznie w otoczeniu utworów, które już znam i cenię. Nowych faworytów poznaję głównie wtedy, gdy pojawiają się jako support u wykonawcy, którego już uwielbiam - i zachwycam się nimi właśnie dlatego, że przypominają mi go brzmieniem.

Zdarzają się jednak chwile, gdy natrafiam na zupełnie nieznaną grupę bez żadnego wcześniejszego kontekstu i zakochuję się w niej od pierwszego przesłuchania - to mobilizuje i budzi coś w rodzaju złości na samego siebie za to, że przestałem wierzyć w takie odkrycia. Dokładnie to teraz przeżywam.

Ekscytacja tym, że TikTok pokazał mi zespół, o którego istnieniu nie miałem pojęcia, a który natychmiast mnie oczarował, paradoksalnie dowodzi porażki mediów społecznościowych. Ich zadaniem miało być ułatwianie odkrywania nowości, a nie zamykanie użytkowników w bańkach informacyjnych. Ta radość ma więc drugie, gorzkie dno - takie sytuacje powinny zdarzać się na co dzień, a nie raz na kilka lat.

Łatwo przy tym zapomnieć, jakie mamy jeszcze możliwości i przywileje. Wciąż da się oglądać wybitnych artystów na żywo, a ich płyty i nagrania są w zasięgu kilku kliknięć - można się w nich zatracać bez ograniczeń. Kilka ruchów myszką wystarcza, by niedostępny w Polsce singiel trafił do mojej kolekcji.

Nie chcę brzmieć jak adwokat diabła

Serwisy streamingowe przyczyniły się do wielu negatywnych zjawisk. Artyści niemal nie zarabiają na swojej twórczości, bo wypłaty z tytułu odsłuchań są symboliczne. Ceny biletów na duże koncerty osiągnęły absurdalny poziom, a mniejsi muzycy tracą miejsca do występów. Brakuje kameralnych klubów, a organizowanie wydarzeń przestaje się opłacać. Wprawdzie obserwujemy powrót mody na winyle i płyty CD, ale niewiele to zmienia, skoro nie przybywa sklepów, w których dałoby się je kupić.

Tak, odkrycie nowego zespołu nie powinno być powodem do świętowania - powinno być czymś zwyczajnym, a nie kwestią przypadku. Mimo to trudno mi ukryć tę radość.

Źródło: Spider's Web

Źródło: Spider's Web