Technologie

Singapur płaci obywatelom za czytanie książek. Cel: pokonać nawyk scrollowania

W Singapurze wystartował rządowy program, w którym mieszkańcy zbierają wirtualne monety za codzienne 15 minut z książką. Chodzi o coś więcej niż drobne pieniądze – o odzyskanie zdolności skupienia w epoce nieustannego przewijania telefonu.

6 min czytania

Płacą obywatelom za czytanie. "Odłóż telefon, weź książkę"
Płacą obywatelom za czytanie. "Odłóż telefon, weź książkę"

Jeszcze niedawno pomysł, że władze będą wypłacać ludziom pieniądze za odłożenie smartfona i sięgnięcie po książkę, brzmiał jak żart wymierzony w pokolenie TikToka. A jednak w Singapurze taki projekt naprawdę wystartował. Rząd nagradza mieszkańców za systematyczne czytanie, wprost tłumacząc, że narzędzie ma pomóc w walce z jedną z największych plag cyfrowego świata – bezmyślnym scrollowaniem. Na pierwszy rzut oka wygląda to na pomysł tak szalony, że aż może się udać, dlatego warto mu się dokładniej przyjrzeć.

Rządowa zachęta: zamiast ekranu – lektura

Chodzi o pięcioletnią inicjatywę o nazwie ReadSG, której zadaniem jest przywrócenie mieszkańcom nawyku regularnego czytania. Mechanizm jest bardzo nieskomplikowany: osoba zapisuje się do systemu prowadzonego przez państwo i zaznacza, że danego dnia przeczytała coś przez minimum kwadrans. Za taki dzień przysługuje 20 wirtualnych monet, a po zebraniu tysiąca można je zamienić na 1 dolara singapurskiego. W praktyce, aby uzbierać sumę odpowiadającą około 3 złotym, trzeba czytać codziennie przez kwadrans przez pięćdziesiąt dni z rzędu.

Nikt dzięki temu nie odłoży sobie na nowego iPhone'a – i to jest zamierzone.

Autorzy programu nie kryją, że wypłacane kwoty mają charakter symboliczny, a nie realnej gratyfikacji finansowej. Nagroda ma być raczej bodźcem uruchamiającym działanie – impulsem do zrobienia pierwszego kroku. W branży aplikacji mobilnych określa się to jako grywalizację, czyli sposób na przekształcenie mało atrakcyjnego obowiązku w czynność dającą poczucie progresu, zdobywania punktów i realizowania celów. To rozwiązanie od dawna wykorzystują koncerny technologiczne – serie dni, odznaki, poziomy i rankingi znajdziemy choćby w Duolingo, Stravie czy licznych aplikacjach fitness. Singapur zdecydował się zastosować identyczny mechanizm, ale w odwrotnym celu: aby przeciwdziałać uzależnieniu od ekranu.

Wróg, którego każdy z nas dobrze znajdujemy

Program powstał w oparciu o konkretną diagnozę problemu. Nie ogranicza się on jedynie do spadającej liczby czytelników – w centrum uwagi znajduje się zjawisko doomscrollingu, czyli kompulsywnego przewijania kolejnych postów, wiadomości, filmów i komentarzy. Ten scenariusz zna prawdopodobnie każdy: sięgamy po telefon, by sprawdzić godzinę, a czterdzieści minut później patrzymy na nagranie z myciem chodnika ciśnieniowo gdzieś w Arizonie, nie pamiętając już, co właściwie miało być celem.

Singapurskie władze wraz z tamtejszą Narodową Radą Biblioteczną podkreślają, że obcowanie z dłuższymi tekstami wzmacnia koncentrację, umiejętność krytycznego myślenia oraz wyobraźnię. To zdolności, które w rywalizacji o uwagę odbiorcy coraz częściej przegrywają z krótkimi filmikami serwowanymi przez algorytmy.

Znajomo brzmi?

Kolejne raporty dotyczące sposobów konsumpcji mediów od lat wskazują na ten sam kierunek zmian: treści są coraz krótsze, coraz bardziej dynamiczne i coraz agresywniej zabiegają o naszą uwagę. Wielostronicowa książka przegrywa z trzydziestosekundowym filmikiem nie z powodu jakości, ale dlatego, że wymaga od czytelnika dużo większego wysiłku poznawczego. Właśnie ten wysiłek Singapur postanowił premiować.

Zaskakujące jest to, że problem dotyczy kraju z wysokim poziomem czytelnictwa

Tu ujawnia się prawdziwy paradoks całej inicjatywy. Program nie powstał w państwie zmagającym się od lat z niskim poziomem czytelnictwa – jest zupełnie odwrotnie. Singapur regularnie zajmuje wysokie miejsca w międzynarodowych rankingach edukacyjnych, a jego uczniowie osiągają jedne z najlepszych wyników w czytaniu ze zrozumieniem. Jak podają media, piętnastoletni mieszkańcy Singapuru znajdują się w gronie liderów badania PISA w zakresie kompetencji czytelniczych.

Mimo tego władze uznały, że dobre wyniki szkolne wcale nie oznaczają, że nawyk czytania przetrwa w dorosłym życiu. To spostrzeżenie warto odnieść także do Polski. Coraz więcej z nas czyta dziennie ogromne ilości wiadomości, postów i komentarzy, ale coraz rzadziej znajduje czas na dłuższą lekturę wymagającą pełnego skupienia przez kilkadziesiąt minut bez rozproszenia. Formalnie czytamy tyle, co dawniej, tyle że są to głównie fragmenty internetu.

Problem powstał przez technologię, technologia ma go teraz naprawić

W tej historii kryje się swego rodzaju paradoks. Firmy technologiczne latami wydawały miliardy dolarów na projektowanie produktów, które jak najdłużej zatrzymują użytkownika przed ekranem. Powiadomienia, automatyczne odtwarzanie kolejnych filmów, nieskończone kanały treści i personalizowane rekomendacje nie powstały z przypadku – ich zadaniem było maksymalne wydłużenie czasu spędzanego w aplikacji. Teraz coraz więcej rządów i instytucji szuka sposobów na odzyskanie choćby części tej uwagi.

Singapur nie jest przy tym pionierem korzystania z finansowych zachęt w kształtowaniu zdrowych zwyczajów – wcześniej tamtejsze władze prowadziły już podobne programy premiujące aktywność fizyczną, spacery czy realizację codziennych celów zdrowotnych. Tym razem jednak w centrum uwagi nie jest kondycja fizyczna, a kondycja koncentracji. Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie ona staje się jednym z najbardziej pożądanych zasobów naszych czasów.

A gdyby taki program wprowadzono w Polsce?

To pytanie nasuwa się niemal automatycznie. Jeśli polskie władze zaproponowałyby drobne wynagrodzenie za codzienne czytanie książki, internet z pewnością zalałaby fala memów. Jedni uznaliby to za marnowanie publicznych pieniędzy, inni za sensowną inwestycję w edukację. Prawda leży pewnie gdzieś pomiędzy tymi stanowiskami.

Z finansowego punktu widzenia singapurski program jest bardzo skromny w skali wydatków. Nagrody mają charakter symboliczny i nawet najbardziej systematyczny uczestnik nie otrzyma znaczącej sumy. Koszt całego przedsięwzięcia ma więc znacznie bardziej wymiar psychologiczny niż budżetowy. Znacznie istotniejsze jest pytanie, czy taki model faktycznie zmienia codzienne zachowania obywateli.

Jeśli nagroda skłoni kogoś do regularnego czytania przez kilka tygodni, istnieje szansa, że wykształci się trwały nawyk. A gdy nawyk się utrwali, same pieniądze przestaną mieć znaczenie. To ten sam mechanizm, na którym opierają się najskuteczniejsze aplikacje fitness, edukacyjne i produktywnościowe.

W dobie AI książki mogą przeżyć swój renesans

Singapurski eksperyment pojawia się w wyjątkowym momencie. Żyjemy w rzeczywistości, w której sztuczna inteligencja streszcza raporty, generuje notatki, odpowiada na pytania i kondensuje długie dokumenty do kilku akapitów. Nigdy wcześniej dostęp do informacji nie był tak szybki.

Jednocześnie coraz częściej wraca pytanie, czy skracanie wszystkiego do kilku najważniejszych punktów nie odbija się na głębszym rozumieniu rzeczywistości.

Może właśnie z tego powodu koncepcja płacenia za czytanie budzi tak duże zainteresowanie – nie ze względu na możliwość zarobku, bo kwoty są symboliczne, ale z innego powodu. Po raz pierwszy od dawna widzimy sytuację, w której państwo traktuje ludzką koncentrację jako zasób wymagający ochrony, podobnie jak infrastrukturę drogową, sektor energetyczny czy przemysł półprzewodników – tylko że tu chodzi o zdolność skupienia się na jednej czynności przez kwadrans.

To być może jeden z najbardziej wyrazistych sygnałów naszych czasów. W rzeczywistości pełnej ekranów, powiadomień i nieskończonych kanałów informacji piętnaście minut spędzonych z książką stało się na tyle wartościowe, że ktoś zdecydował się za to zapłacić.

Źródło: Spider's Web

AI

ChatGPT wchodzi do Worda, przeglądarki i systemowych skrótów

OpenAI rozszerza obecność ChatGPT w codziennych narzędziach - od Microsoft Worda po Chrome'a i szybkie skróty w Windows. Zmiany mają ograniczyć potrzebę otwierania osobnej karty przeglądarki przy każdej rozmowie z asystentem.

2 min czytania