Rosyjski satelita wojskowy podszedł groźnie blisko do radaru ICEYE. LeoLabs potwierdza manewry
Kosmos-2612 przez wiele dni manewrował w pobliżu komercyjnego satelity ICEYE-X36, zbliżając się według różnych szacunków na dystans od kilkudziesięciu do kilkuset metrów. Eksperci nie mają wątpliwości, że to nie był przypadek.
Rosyjski wojskowy satelita Kosmos-2612 przeprowadził serię precyzyjnych manewrów orbitalnych, które skończyły się bardzo bliskim spotkaniem z radarowym satelitą ICEYE-X36. Amerykańska firma LeoLabs potwierdza, że oba obiekty dzieliło w pewnym momencie zaledwie kilkaset metrów. Jeden z serwisów śledzących ruch na orbicie podał nawet wartość 26 m, choć wiarygodność tego wyliczenia budzi spore wątpliwości.
Wszystko wskazuje na to, że nie mamy do czynienia z losowym przecięciem się dwóch orbit. Rosyjska jednostka przez długi czas trzymała się trajektorii zbliżonej do ICEYE-X36, modyfikowała swoje położenie względem niego, a dopiero potem zaczęła zwiększać dystans. Specjaliści zwracają uwagę, że takie zachowanie może oznaczać rozpoznanie, pokaz możliwości technicznych, a nawet przygotowania do działań wymierzonych w inne satelity.
Rosjanie zbliżali się od tygodni. W końcu znaleźli się tuż obok
Cała sprawa ma swój początek w kwietniu, gdy z kosmodromu Plesieck w Rosji wystrzelono rakietę Sojuz-2.1b z grupą tajnych satelitów wojskowych, które otrzymały oznaczenia od Kosmos 2609 do Kosmos 2614.
Już w maju obserwatorzy odnotowali niecodzienne zachowanie kilku z tych urządzeń. Rosyjskie satelity korygowały nachylenie swoich orbit tak, by zbliżyć je do trasy lotu ICEYE-X36 – komercyjnego satelity obserwacyjnego należącego do amerykańskiej spółki ICEYE US, wchodzącej w skład grupy ICEYE o polsko-fińskim rodowodzie.
Redakcja Spider's Web opisywała te manewry już 27 maja. Wtedy szczególną uwagę zwracało to, że Rosjanie zużywali paliwo, by znaleźć się w odpowiedniej płaszczyźnie orbitalnej. Sprawa nabrała jednak nowego wymiaru – jak wynika z analizy amerykańskiego think tanku CSIS, 30 września Kosmos-2612 rozpoczął kolejną serię manewrów mających dopasować wysokość i orientację jego orbity do trajektorii ICEYE-X36.
W kolejnych dniach dystans między satelitami systematycznie malał. 12 października rosyjski satelita zmienił prędkość o około 27 m/s, uzyskując orbitę umożliwiającą zbliżenie się do wybranego obiektu. Następne korekty wykonano 15 i 16 października – dzięki nim odległość spadła z kilkuset kilometrów do zaledwie kilku. Potem Rosjanie podeszli jeszcze bliżej.
26 metrów? To możliwe, ale niepotwierdzone
Ukraiński serwis Militarnyi podał, że 19 października odległość między satelitami mogła wynosić zaledwie 26 m. Dane te pochodzą z wyliczeń systemu Orbital Radar, opartego na ogólnodostępnych informacjach orbitalnych.
Kłopot z tą liczbą polega na tym, że nie jest to bezpośredni pomiar odległości z dokładnością do metra, lecz szacunek wynikający z parametrów orbitalnych obarczonych pewną niepewnością. Przy tak niewielkich dystansach ta niepewność ma kolosalne znaczenie.
Holenderski astronom Marco Langbroek, specjalizujący się w obserwacjach satelitarnych, ocenił, że do najbliższego zbliżenia doszło prawdopodobnie we wczesnych godzinach 18 października. Według jego wyliczeń urządzenia dzieliło wtedy kilkaset metrów, choć nie wykluczył on mniejszego dystansu.
Dużo bardziej zachowawcze są szacunki zespołu KeepTrack. Po analizie około 3600 zestawów danych orbitalnych eksperci ocenili, że minimalna odległość mieściła się w przedziale od 150 do 650 m. Zaznaczyli przy tym, że dostępne publicznie dane nie pozwalają precyzyjnie odtworzyć pozycji obu obiektów w momencie największego zbliżenia.
Co istotne, z rekonstrukcji KeepTrack wynika, że 19 października Kosmos-2612 był już w fazie oddalania się od ICEYE-X36. Oznacza to, że liczba 26 m niekoniecznie odzwierciedla faktyczny moment zbliżenia – mogła to być konsekwencja wyliczeń opartych na parametrach orbity, które w międzyczasie zdążyły się zmienić.
Niezależnie od rozbieżności w szacunkach nie ulega wątpliwości jeden fakt – rosyjski satelita rzeczywiście znalazł się w ekstremalnie bliskim sąsiedztwie komercyjnego urządzenia, a jego ruchy nie przypominały zwyczajnego, przypadkowego przecięcia orbit.
Rosyjska maszyna nie tylko przeleciała obok. Utrzymywała pozycję
Firma LeoLabs, prowadząca monitoring przestrzeni okołoziemskiej za pomocą sieci radarów, potwierdziła, że Kosmos-2612 wykonał celowy ciąg manewrów wokół ICEYE-X36. Z jej danych wynika, że 16 października satelity dzieliło około 2-3 km. W kolejnych dniach rosyjska jednostka zmieniała swoje ustawienie względem celu, pojawiając się na przemian przed nim i za nim. W niektórych momentach dystans malał do około 500 m, a być może nawet mniej.
To zasadnicza różnica w porównaniu ze zwykłym przelotem w pobliżu. Na orbicie dwa obiekty potrafią zbliżyć się na niewielką odległość, poruszając się jednak po innych torach i z dużą prędkością względną. Tutaj rosyjski satelita świadomie dopasował trajektorię, żeby przez dłuższy czas pozostawać w sąsiedztwie ICEYE-X36.
Operacje tego typu nazywa się RPO, czyli rendezvous and proximity operations. Wykorzystuje się je choćby przy dokowaniu statków kosmicznych albo inspekcjach satelitów, zazwyczaj wymagają jednak zgody i współdziałania operatorów obu urządzeń. W opisywanym przypadku brak informacji, by operator ICEYE-X36 zgodził się na działania rosyjskiej strony. Zdaniem ekspertów może to być jeden z najbardziej zaawansowanych przykładów nieuzgodnionego zbliżenia na niskiej orbicie okołoziemskiej, jakie dotąd odnotowano.
Dlaczego Rosjanie interesują się właśnie ICEYE?
ICEYE-X36 to nie zwykły satelita robiący zdjęcia Ziemi w barwach naturalnych. To urządzenie radarowe oparte na technologii SAR, czyli radarze z syntetyczną aperturą, które – w przeciwieństwie do klasycznych satelitów optycznych – potrafi obserwować powierzchnię niezależnie od pory dnia czy zachmurzenia. Z tego powodu jest szczególnie wartościowe dla wojska, które potrzebuje aktualnych danych nawet przy niesprzyjających warunkach atmosferycznych.
Spider's Web publikował już zdjęcia rosyjskiej bazy atomowych okrętów podwodnych wykonane przez satelity ICEYE. Technologia ta umożliwia identyfikację jednostek wojskowych, elementów infrastruktury oraz zmian zachodzących na obserwowanym terenie. Ukraina korzysta z usług obrazowania ICEYE od 2022 roku – dane radarowe pomagają jej śledzić rosyjskie pozycje, zaplecze wojskowe i infrastrukturę bez względu na pogodę. Nie ma jednak potwierdzenia, czy akurat ICEYE-X36 jest obecnie używany przez ukraińskie siły zbrojne.
Ważny jest również amerykański status tego urządzenia. ICEYE-X36 należy do spółki ICEYE US i figuruje jako satelita amerykański. Nie powinno się go mylić z polskimi satelitami wojskowymi, mimo że wszystkie te konstrukcje wywodzą się z technologii tej samej grupy kapitałowej. Polskie wojsko ma już własne satelity radarowe w ramach programu MikroSAR – to element rozbudowy niezależnych zdolności rozpoznawczych Polski, pokazujący, jak duże znaczenie dla bezpieczeństwa państwa zyskały dziś komercyjne technologie satelitarne.
To demonstracja siły czy przygotowanie do ataku?
Na obecnym etapie nie ma dowodów na to, że Kosmos-2612 próbował fizycznie uszkodzić ICEYE-X36. Jak wskazują obserwacje Langbroeka, nie zaobserwowano zmian orbity satelity komercyjnego, które wskazywałyby na jakiekolwiek uderzenie. Pełne potwierdzenie stanu technicznego urządzenia może jednak dać tylko jego operator.
Rosyjska jednostka wykonała następnie kolejny manewr i zaczęła zwiększać dystans wobec celu. LeoLabs potwierdził, że faza bezpośredniego zbliżenia dobiegła końca. Prawdziwy cel całej operacji pozostaje nieznany – wśród branych pod uwagę scenariuszy wymienia się obserwację satelity z bliska, sprawdzanie jego reakcji, testowanie precyzyjnej nawigacji lub demonstrację możliwości wobec krajów zachodnich.
CSIS przypomina, że Rosja prowadziła już wcześniej eksperymenty z urządzeniami mogącymi oddziaływać na inne obiekty w kosmosie. W 2020 roku satelita Kosmos-2543 wypuścił obiekt poruszający się z wysoką prędkością względną, co wywołało zaniepokojenie władz USA i Wielkiej Brytanii.
Samo zbliżenie Kosmosa-2612 nie stanowi dowodu na zamiar ataku. Pokazuje jednak wyraźnie, że Rosja dysponuje zdolnościami pozwalającymi na bardzo precyzyjne manewrowanie w pobliżu zagranicznych satelitów.
Źródło: Spider's Web


