Technologie

Powiadomienia zalewają nas bez końca, a i tak nie potrafimy ich wyłączyć

Autor Spider's Web przyznaje, że mimo zmęczenia ciągłym brzęczeniem telefonu nie jest w stanie wyciszyć powiadomień - winny jest FOMO, czyli strach przed przegapieniem czegoś ważnego.

4 min czytania

Mam dość powiadomień w telefonie. Ale nie jestem w stanie ich wyłączyć
Mam dość powiadomień w telefonie. Ale nie jestem w stanie ich wyłączyć

Notyfikacje z telefonu potrafią doprowadzić do szału - nieustanne dźwięki, wibracje na blacie i ekran, który budzi się co chwilę, męczą coraz bardziej. Autor tekstu na Spider's Web przyznaje, że marzy o wejściu w ustawienia i radykalnym ograniczeniu powiadomień, jednak za każdym razem powstrzymuje go FOMO - obawa przed przegapieniem czegoś istotnego. W głowie wciąż pojawia się przekonanie, że każda z tych wiadomości jest naprawdę potrzebna.

Skąd bierze się problem z wyciszeniem telefonu?

Dobrym przykładem jest Instagram, trzymany z pełnym zakresem uprawnień - w końcu nigdy nie wiadomo, kiedy wydarzy się coś, co trzeba sprawdzić od razu. Obok działa Meta AI, niezbędna do stałej synchronizacji z okularami, więc i ta aplikacja zostaje aktywna. Dochodzi do tego Xiaomi Home, które w teorii ma informować o zdarzeniach w inteligentnym domu, a w praktyce najczęściej przypomina, że frytkownica beztłuszczowa skończyła pracę. Podobnie traktowane są aplikacje do robotów sprzątających DJI Home - jedynym wyjątkiem, gdzie udało się wyłączyć powiadomienia, jest DJI Mimo, czyli program do obsługi kamer.

Osobny rozdział to folder z aplikacjami miejskimi, w którym wszystko ma otwartą bramkę powiadomień: Uber, Bolt, FreeNow, Uber Eats, Wolt i Pyszne.pl. Choć na co dzień wygodniej byłoby mieć je wyciszone, w trakcie zamawiania jedzenia, zakupów czy przejazdu przez miasto bieżące statusy na pasku są niezbędne. Ciągłe przechodzenie przez ustawienia systemowe, żeby włączać i wyłączać dymki dla pojedynczej aplikacji przy każdym kursie czy zamówieniu obiadu, mija się z celem, więc ostatecznie wszystko zostaje aktywne.

Osobną kategorią są skrzynki mailowe - podłączonych jest ich ponad sześć lub siedem, a przy co najmniej trzech powiadomienia muszą działać bez przerwy, przez całą dobę. Sama skala tego zjawiska budzi niepokój.

Ściana powiadomień po dwóch godzinach ciszy

W ciągu ostatnich dwóch dni autor dwukrotnie wybrał się do kina - nowa odsłona Baranka Shauna okazała się zresztą świetna. Przez te półtorej do dwóch godzin pozostawał całkowicie odcięty od świata, z telefonem wyciszonym i schowanym głęboko w kieszeni.

Po wyjściu z sali i włączeniu telefonu na ekranie pojawia się istna lawina - około 60 powiadomień zgromadzonych w ciągu dwóch godzin, z których żadne nie ma realnego znaczenia ani praktycznego zastosowania. Mimo przewijania kciukiem tego cyfrowego śmietnika, umysł i tak upiera się, że każde z tych powiadomień jest potrzebne, nie pozwalając odpiąć ani jednego z nich.

Przebodźcowanie i ciągły przesyt informacji

Najgorsze jest to, że współcześnie trudno się od tego odciąć. Nieustanny napływ bodźców doprowadził do takiego poziomu znieczulenia, że - mówiąc wprost - sami zaczynamy pragnąć kolejnych powiadomień.

Na szczęście w przypadku autora nie odciągają one od pracy - widok świecącego się kątem oka ekranu bywa ignorowany, a praca toczy się dalej. Wie jednak, że u wielu osób każdy pojedynczy dźwięk potrafi skutecznie rozbić koncentrację i oderwać od zajęcia. Nawet powiadomienia wyciszone, pozbawione dźwięku, w czasie wolnym potrafią rozpraszać równie mocno, co porównano żartobliwie do dźwięku auta marki BMW z głośnym wydechem przejeżdżającego o trzeciej nad ranem.

Pada też apel do osób, które sprawdzają powiadomienia prowadząc samochód - w takiej sytuacji lepszym wyborem byłaby podróż pociągiem lub autobusem.

Co przyniesie przyszłość?

Autor przyznaje, że nie ma pomysłu, jak wyciszyć ten cały szum informacyjny, nie wpadając jednocześnie w FOMO. Obecna sytuacja budzi niepokój, ale znacznie bardziej przeraża to, co może nadejść.

Już wkrótce te same setki komunikatów mają być wyświetlane bezpośrednio przed oczami - za sprawą wyświetlaczy w okularach od Mety, planowanych okularów Apple oraz podobnych urządzeń kolejnych producentów. W takiej rzeczywistości nawet w kinie nie uda się uciec od powiadomienia o jedzeniu czy alertu z frytkownicy.

Wizja jest niepokojąca: w trakcie wzruszającej sceny filmowej na środku pola widzenia może pojawić się komunikat o kurierze z pizzą zbliżającym się na odległość 500 metrów albo o robocie sprzątającym, który utknął z powodu kota. Mruganie oczami w celu odrzucania powiadomień czy gestykulowanie w powietrzu na przystanku autobusowym jak w amoku może stać się codziennością, podobnie jak narzekanie na baterię smart-okularów rozładowaną tuż przed kolacją.

Nic nie wskazuje na to, by przyszłość przyniosła uporządkowanie tego chaosu - zmęczenie technologią ma osiągnąć punkt kulminacyjny w momencie, gdy zniknie granica między człowiekiem a cyfrowym szumem. Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że mimo wszystkich obaw autor i tak przewiduje, że kupi takie okulary z wyświetlaczem już w dniu premiery - i będzie na nich sprawdzał, czy przyszedł mail z pracy.

Źródło: Spider's Web

AI

Amerykańskie banki w obronie przed agentami AI na kontach klientów

Instytucje finansowe w USA zaczęły wykrywać na kontach klientów samodzielne działania agentów sztucznej inteligencji, które logują się cudzymi danymi i wykonują operacje niezależnie od poleceń właściciela. W odpowiedzi banki wprowadzają blokady i ograniczenia dostępu.

6 min czytania