Piractwo sportowe rośnie jak na drożdżach – Enders Analysis wytyka bezczynność Amazona, Google'a i Mety
Finał Ligi Mistrzów zamyka sezon europejskich rozgrywek, a wraz z nim wraca temat nielegalnych transmisji meczowych. Nowy raport Enders Analysis alarmuje, że piractwo sportowe przybrało rozmiary przemysłowe, a giganci technologiczni niewiele robią, by je ograniczyć.
Mecz finałowy rozegrany o 21:00 pomiędzy Interem Mediolan a PSG zamyka sezon, w którym większość krajowych lig już rozstrzygnęła swoje losy. To dobra okazja, żeby przyjrzeć się problemowi, który coraz bardziej doskwiera nadawcom i platformom streamingowym – piractwu sportowemu. Firma badawcza Enders Analysis opublikowała raport, w którym mówi o zjawisku działającym już na skalę przemysłową, a winą za jego rozrost obarcza pasywność takich firm jak Amazon, Google, Meta i Microsoft.
Piractwo sportowe na skalę przemysłową – raport uderza w gigantów technologicznych
Widzowie chcący obejrzeć dzisiejszy finał między Interem a PSG mogą to zrobić bezpłatnie za pośrednictwem TVP Sport. Wcześniejsze kolejki rozgrywek wymagały jednak wykupienia niemałego abonamentu w Canal+ albo skorzystania z nielegalnych transmisji internetowych. Konkretnych adresów stron czy nazw serwisów nie warto tu przytaczać, ale każdy, kto na bieżąco śledzi piłkę nożną, z pewnością natknął się na przynajmniej kilka znanych w Polsce miejsc, gdzie bez licencji udostępnia się mecze topowych lig.
Można uznać to za drobny wykroczenie – w końcu co szkodzi obejrzeć spotkanie na podejrzanej stronie? Problem jednak nie leży w jednostkowym przypadku, lecz w masowości takich działań. Legalni nadawcy ponoszą realne straty finansowe, ponieważ piraci, korzystając z rozmaitych rozwiązań technicznych, zbudowali sobie sposoby na generowanie ogromnych dochodów i docieranie do odbiorców na całym świecie.
Kradzież usług wideo na skalę przemysłową, zwłaszcza transmisji sportowych na żywo, jest w fazie wzrostu. Walka z piractwem to ogromne wyzwanie, które stanowi bezpośrednie zagrożenie dla rentowności nadawców i platform streamingowych.
Enders Analysis
Z tego powodu twórcy raportu apelują o gruntowną reorganizację infrastruktury technologicznej, sposobów licencjonowania treści oraz systemów wsparcia klienta – wskazując, że mechanizmy DRM stosowane przez Google i Microsoft znajdują się w „głębokim regresie”. To właśnie w kierunku największych firm technologicznych Enders Analysis kieruje swoje zarzuty, krytykując ich zbyt wolną reakcję na działalność sportowych piratów internetowych.
Legalni nadawcy tracą, piraci zarabiają
Sky, DAZN, Canal+ oraz wycofujący się właśnie z polskiego rynku Viaplay to przykłady platform umożliwiających legalne śledzenie meczów w dobrej jakości obrazu. Mimo to dziesiątki tysięcy internautów z różnych krajów wolą sięgać po podejrzane serwisy streamingowe, zapełnione reklamami, wyskakującymi oknami i różnymi formami oszustw, byle uniknąć miesięcznej opłaty rzędu kilkudziesięciu złotych. Taki stan rzeczy powoduje, że niektórzy mniejsi dostawcy transmisji sportowych balansują na granicy rentowności, gdyż walka z internetowym piractwem toczy się w tempie zbyt wolnym i przynosi mizerne efekty.
Piraci natomiast w pełni wykorzystują możliwości, jakie dają nowoczesne technologie – zaczynając od promowania nielegalnych usług na Facebooku i Instagramie, przez łamanie zabezpieczeń DRM, aż po wykorzystywanie urządzeń Amazon Fire Stick do masowego rozpowszechniania transmisji.
Autorzy raportu wytykają Mecie brak reakcji moderatorów na zgłaszane reklamy pirackich usług, a Amazonowi zarzucają niepodejmowanie skutecznych kroków w celu ograniczenia tego zjawiska. Choć bezczynność administracji Facebooka można rzeczywiście potwierdzić, Amazon w praktyce współpracuje ze służbami – efektem takich działań było między innymi zatrzymanie w ubiegłym roku pirata z Liverpoolu. To wciąż nie wystarcza, bo raport wskazuje, że w Wielkiej Brytanii aż 59% osób korzystających z pirackich transmisji robi to za pomocą urządzeń Amazon.
Źródło: AntyWeb
Źródło: AntyWeb


