Technologie

PGZ chce budować czwartego Miecznika zamiast modernizować Ślązaka

Polska Grupa Zbrojeniowa policzyła już koszt czwartej fregaty programu Miecznik i szykuje się do rozmów z Agencją Uzbrojenia. To na razie propozycja przemysłu, nie decyzja resortu obrony, ale pierwszy raz pomysł ma solidne podstawy.

5 min czytania

Trzy Mieczniki to za mało. Lepiej zbudować nową fregatę niż remontować grata
Trzy Mieczniki to za mało. Lepiej zbudować nową fregatę niż remontować grata

ORP Wicher pływa już po wodzie, ORP Burza powstaje w hali produkcyjnej, a stalowe elementy ORP Huragan są już wycięte. Mimo to Polska Grupa Zbrojeniowa nie zamierza poprzestać na trzech fregatach programu Miecznik. Spółka opracowała wewnętrzną kalkulację kosztów budowy czwartej jednostki i planuje zaprezentować ją Agencji Uzbrojenia. To wciąż inicjatywa przemysłu, a nie formalne zamówienie Ministerstwa Obrony Narodowej, ale po raz pierwszy koncepcja czwartego okrętu opiera się na konkretach, a nie jedynie ogólnikowych zapowiedziach.

Koszt czwartej jednostki już wyliczony

Podpisana dotychczas umowa dotyczy trzech fregat, które w przyszłości otrzymają nazwy ORP Wicher, ORP Burza i ORP Huragan. Wartość całego przedsięwzięcia sięga około 15 mld zł, co czyni je największym projektem okrętowym, jaki kiedykolwiek realizował rodzimy przemysł zbrojeniowy.

Grupa argumentuje, że skoro cała infrastruktura produkcyjna funkcjonuje już pełną parą, warto ją eksploatować dalej. Zarząd PGZ przekazał, że gotowa jest już wewnętrzna wycena czwartej fregaty, a kolejnym etapem mają być negocjacje z Agencją Uzbrojenia.

Kluczowa liczba pozostaje jednak tajemnicą. Nie ujawniono, jaki byłby dokładny koszt budowy czwartego okrętu ani w jakim terminie mógłby trafić do Marynarki Wojennej. Resort obrony nie podjął też żadnej decyzji o poszerzeniu programu – obowiązująca umowa nadal obejmuje wyłącznie Wichra, Burzę i Huragana.

Stocznia dopiero co opanowała tę produkcję

Argumentację PGZ łatwiej zrozumieć, gdy przypomnimy sobie, ile trzeba było przygotować, zanim ruszyła budowa pierwszego okrętu. Zakład w Gdyni funkcjonuje dziś zupełnie inaczej niż w momencie podpisania kontraktu – powstała nowa hala do budowy kadłubów, zmodernizowano infrastrukturę, zakupiono nowy sprzęt, powołano zespoły projektowe i wprowadzono technologie umożliwiające produkcję okrętów o wyporności rzędu 7 tys. ton.

Sam projekt pociągnął za sobą inwestycje idące w setki milionów złotych. Doszedł do tego transfer technologii od brytyjskiej firmy Babcock, szkolenia załogi oraz budowa sieci poddostawców, zarówno krajowych, jak i zagranicznych.

Budowa pierwszej jednostki zawsze jest najbardziej wymagająca. W przypadku Wichra konieczne było stworzenie dokumentacji od podstaw, opracowanie procesów technologicznych oraz przeszkolenie ludzi do pracy nad projektem tej skali. Przy Burzy i Huraganie duża część tych etapów mogła zostać po prostu powtórzona. Budowa czwartego kadłuba korzystałaby więc z linii produkcyjnej, która nie zaczyna się dopiero uczyć, lecz ma już za sobą realizację trzech niemal identycznych okrętów.

Ryzyko: nauczyć się wszystkiego i zamknąć produkcję

Największą obawą PGZ jest luka, jaka powstanie po ukończeniu Huragana. Jeśli po trzecim okręcie stocznia nie otrzyma kolejnego dużego zlecenia, część załogi może odejść, kooperanci przejdą do innych zleceń, a wiedza wypracowana przy budowie Mieczników zacznie się zwyczajnie rozpraszać.

W przemyśle okrętowym taka sytuacja bywa szczególnie kosztowna. Doświadczenia zdobyte przez spawacza, konstruktora, specjalistę od integracji systemów czy zespół odpowiedzialny za wyposażenie nie można po prostu odłożyć na kilka lat i wyjąć w niezmienionym stanie.

Z tego powodu produkcja seryjna okrętów jest znacznie bardziej opłacalna niż budowanie pojedynczych jednostek oddzielonych wieloletnimi przerwami. Kolejny okręt może bazować na tej samej dokumentacji, gotowym oprzyrządowaniu i działającym już łańcuchu dostaw.

Nie znaczy to, że czwarty Miecznik byłby konstrukcją tanią. Radary, pociski rakietowe, system walki, napęd czy wyrzutnie nadal generują ogromne koszty, a ich ceny nie stoją w miejscu. Można jednak zaoszczędzić na powielaniu zdolności produkcyjnych, które państwo już raz sfinansowało.

Solidny fundament dla kolejnej jednostki

W sierpniu na łamach Spider's Web szczegółowo opisywaliśmy wodowanie Wichra. Okręt ma około 138 metrów długości, 20 metrów szerokości i maksymalną wyporność sięgającą 7 tys. ton.

Mieczniki mają być zdolne do zwalczania praktycznie każdego typu zagrożenia, z jakim może zetknąć się duży okręt nawodny. Wyposażono je w pionowe wyrzutnie Mk 41 przeznaczone dla rakiet przeciwlotniczych z rodziny CAMM, pociski przeciwokrętowe, armatę OTO Melara Super Rapid Strales kalibru 76 mm, dwa polskie zestawy OSU-35K oraz lekkie torpedy.

Jeszcze istotniejsze od samego uzbrojenia są jednak systemy sensorowe i dowodzenia. Fregaty otrzymują między innymi system walki TACTICOS, nowoczesne radary oraz sonary – kadłubowy i holowany. Mają wykrywać samoloty i pociski rakietowe, śledzić jednostki nawodne, a także tropić okręty podwodne.

Dzięki temu nie są to jedynie platformy do odpalania rakiet. Mogą osłaniać inne okręty, porty, szlaki morskie i infrastrukturę krytyczną, a także działać w składzie zespołów NATO daleko poza Bałtykiem.

Pytanie o przyszłość ORP Ślązak

W argumentacji PGZ pojawia się jeszcze jeden ciekawy wątek. Przedstawiciele grupy sugerują, że warto zestawić koszt budowy nowej, w pełni wartościowej fregaty z wydatkami na głęboką modernizację starszej jednostki, która mimo przebudowy i tak nie osiągnie porównywalnych możliwości. Nazwa okrętu nie padła wprost, ale trudno w tym kontekście nie pomyśleć o ORP Ślązak.

Historia tej jednostki jest dokładnym zaprzeczeniem tego, jak powinien wyglądać nowoczesny program okrętowy. Budowa zaczęła się jako korweta Gawron, a po latach problemów okręt ukończono ostatecznie jako znacznie słabiej uzbrojony patrolowiec. Do służby wszedł w 2019 roku.

Ministerstwo Obrony Narodowej od dłuższego czasu analizuje możliwość jego dozbrojenia. Rozważane warianty obejmowały między innymi rakiety przeciwlotnicze i przeciwokrętowe, systemy walki radioelektronicznej oraz rozwiązania związane z bezzałogowcami. W 2025 roku zakres planowanych prac rozszerzono nawet z prostego doposażenia do pełnej modernizacji.

Mimo to Ślązak pozostaje jednostką znacznie mniejszą. Jego konstrukcja narzuca ograniczenia co do wyporności, dostępnej energii, przestrzeni oraz rezerwy potrzebnej pod przyszłe modernizacje. Czwarty Miecznik reprezentowałby zupełnie inną klasę możliwości.

Źródło: Spider's Web

Źródło: Spider's Web