Pasek zadań w Windows 11 wraca na bok ekranu, ale bez przeciągania myszką
Microsoft przywraca możliwość ustawienia Paska zadań przy górnej, lewej lub prawej krawędzi ekranu, ale zmiana jego położenia działa wyłącznie przez Ustawienia. Firma tłumaczy to świadomą decyzją projektową, a nie ograniczeniem technicznym.
Losy Paska zadań w Windows 11 to przykład, który trudno pogodzić z wizerunkiem giganta technologicznego dopracowującego każdy szczegół systemu. Przez lata Microsoft rozwijał ten element interfejsu, dając użytkownikom swobodę w wyborze krawędzi ekranu, rozmiaru czy sposobu grupowania przycisków. Wraz z premierą Windows 11 spora część tych opcji po prostu zniknęła.
Firma postanowiła jednak nadrobić stracony czas. Już w marcu zapowiedziano, że Pasek zadań będzie można ponownie umieścić u góry lub po bokach ekranu - jak podano, to odpowiedź na jedno z najczęściej zgłaszanych życzeń użytkowników.
W maju opcja trafiła do uczestników programu Windows Insider. Microsoft umożliwił umieszczenie Paska przy którejkolwiek z czterech krawędzi: na dole, u góry, po lewej lub po prawej stronie ekranu. Przemyślano też konsekwencje takiego układu - przy pionowym ustawieniu ikony można odpowiednio wyrównać, Menu Start i inne panele otwierają się zgodnie z nową pozycją Paska, a opcja wyświetlania osobnych, opisanych okien aplikacji działa niezależnie od grupowania przycisków.
Nie jest to drobiazg. Przy popularnych dziś panoramicznych ekranach przestrzeń w pionie bywa cenniejsza niż w poziomie. Microsoft wskazywał programistów jako grupę, która dzięki przesunięciu Paska na bok zyska dodatkowe miejsce na kod. Firma przywoływała też argumenty dotyczące ergonomii i dostępności. Całość brzmi obiecująco, choć jest pewien szkopuł.
Chcesz przenieść Pasek? Wejdź w Ustawienia

We wcześniejszych wersjach Windows sprawa była prosta - wystarczyło odblokować Pasek zadań, złapać go myszką i przeciągnąć w wybrane miejsce. W Windows 11 Microsoft poszedł inną drogą. Obecnie zmiana położenia - dołu, góry, lewej lub prawej strony - odbywa się w Ustawieniach, w ścieżce Personalizacja → Pasek zadań → Zachowania paska zadań. Sama funkcja więc wróciła, lecz znikł dotychczasowy sposób jej obsługi.
Nie chodzi przy tym o tymczasowe rozwiązanie, które Microsoft miałby później uzupełnić o możliwość przeciągania. Diego Baca, wiceprezes odpowiedzialny za projektowanie Windowsa, podkreślił, że to świadomy wybór projektowy. Firma celowo zdecydowała się na ustawienie systemowe zamiast na chwytanie i przesuwanie Paska kursorem. Najciekawsze jest jednak uzasadnienie tej decyzji.
Microsoft: ludzie przypadkiem przenosili Pasek zadań
Według Baki badania Microsoftu wykazały dwie kwestie związane ze starym mechanizmem. Pierwsza to ryzyko przypadkowego przesunięcia Paska podczas przeciągania - to między innymi dlatego w poprzednich edycjach Windows istniała opcja jego blokowania.
Druga obserwacja dotyczy częstotliwości - z danych Microsoftu ma wynikać, że użytkownicy rzadko zmieniają ustawienie Paska zadań. W efekcie firma uznała, że lepszym rozwiązaniem będzie łatwo dostępna opcja uruchamiana przez kliknięcie prawym przyciskiem myszy, dająca bardziej przewidywalne zachowanie interfejsu. Baca podkreślił, że rezygnacja z przeciągania to decyzja projektowa, a nie techniczne ograniczenie systemu.

W tym rozumowaniu jest ziarno sensu. Rzeczywiście mało kto zmienia położenie Paska zadań kilka razy dziennie - osoba korzystająca z pionowego ustawienia najprawdopodobniej skonfiguruje je raz i zostawi na długie miesiące, a nawet lata. Z tego samego jednak powodu trudno uznać możliwość bezpośredniego przeciągania za poważny problem interfejsu, zwłaszcza że Windows dysponował już narzędziem chroniącym przed przypadkowym przesunięciem - wspomnianą funkcją blokady.
Tylko że Microsoftowi nie podoba się również blokada
Na tym temat się nie kończy. Baca odniósł się także do koncepcji przywrócenia rozwiązania znanego z Windows 10, czyli domyślnego zablokowania Paska, które użytkownik chcący zmienić jego pozycję musiałby najpierw wyłączyć.
Zdaniem projektanta nie byłoby to idealne rozwiązanie. Dodaje bowiem kolejny krok do czynności wykonywanej rzadko, a w zależności od implementacji mechanizm blokady mógłby kolidować z częściej wykonywanymi operacjami, jak zmiana kolejności ikon czy przestawianie elementów w zasobniku systemowym.
To argument mocniejszy niż samo powoływanie się na przypadkowe przeciągnięcia. Twórcy systemu muszą ustalić, co w praktyce oznacza „zablokowany pasek” - czy to tylko zakaz zmiany jego położenia, czy też blokada innych działań typu przeciągnij i upuść. Z punktu widzenia użytkownika pozostaje jednak pytanie, czy odpowiedzią na ten problem rzeczywiście musi być całkowita rezygnacja z najprostszej metody zmiany pozycji.
Microsoft nie przedstawił przy tym konkretnych liczb ilustrujących skalę zjawiska. Baca wspominał o znaczącej liczbie przypadkowych przesunięć obserwowanych w Windows 10, nie podał jednak ani konkretnej wartości, ani odsetka użytkowników, których dotyczył problem. Mamy więc wnioski firmy, lecz brak danych pozwalających samodzielnie ocenić ich wagę.
Obiektywnie Microsoft ma rację. Dlatego mnie wkurza
Najprościej byłoby wyśmiać tłumaczenia Microsoftu i stwierdzić, że firmie zajęło pięć lat odkrycie na nowo własnego Paska zadań. Sprawa jest jednak bardziej złożona. Projektowanie interfejsu dla systemu działającego na ogromnej liczbie zróżnicowanych komputerów wymaga uwzględnienia osób, które nie wiedzą nawet, czym jest Pasek zadań, nie mówiąc już o jego blokowaniu. Dla mniej zaawansowanego użytkownika przypadkowe przesunięcie całego paska narzędzi może być realnym kłopotem, a nie jedynie kosmetyczną niedogodnością.
Jeśli telemetria i wewnętrzne badania wskazują Microsoftowi, że zmiana pozycji Paska to czynność wykonywana sporadycznie, przeniesienie jej do ustawień systemowych staje się rozwiązaniem łatwym do obrony z perspektywy projektowania dla większości odbiorców. Problem w tym, że Windows nigdy nie był systemem myślanym wyłącznie pod statystyczną większość.
Jego atutem od zawsze jest możliwość dopasowania środowiska pracy do bardzo różnych urządzeń, monitorów i nawyków użytkowników. Pionowy pasek na ekranie w proporcjach 16:9 albo na ultrapanoramicznym monitorze to nie kaprys estetyczny, lecz dla wielu osób po prostu praktyczne wykorzystanie dostępnej powierzchni ekranu.
Rezygnacja z szybkiej metody zmiany położenia tylko dlatego, że większości ona niepotrzebna, pokazuje charakterystyczne dla współczesnego Windowsa napięcie - między upraszczaniem interfejsu z myślą o masowym odbiorcy a zachowaniem elastyczności, jakiej oczekuje się od systemu klasy PC.
Patrząc na całą historię Windowsa 11, trudno o bardziej wymowne podsumowanie: funkcja znika, użytkownicy domagają się jej powrotu, po kilku latach Microsoft ją przywraca, tyle że w nieco innej formie, a potem tłumaczy, dlaczego akurat tak jest lepiej. Nie można wykluczyć, że za jakiś czas firma zmieni zdanie po raz kolejny.
Źródło: Spider's Web


