Technologie

Liberland: mikropaństwo na blockchainie, które marzy o podboju kosmosu

Kilkunastu mieszkańców, sporny skrawek ziemi nad Dunajem i premier, który zbił fortunę na kryptowalutach. Liberland pokazuje, jak daleko można się posunąć w eksperymentowaniu z ideą państwowości.

4 min czytania

Ma tylko 12 mieszkańców i nigdy o nim nie słyszeliście. To państwo chce zdobyć kosmos
Ma tylko 12 mieszkańców i nigdy o nim nie słyszeliście. To państwo chce zdobyć kosmos

Granice państw kojarzą się zwykle z czymś trwałym i nienaruszalnym, a wielka polityka z domeną potężnych organizmów państwowych. Tymczasem istnieje twór, który wymyka się tym schematom na tyle mocno, że nawet osoby śledzące geopolitykę na co dzień mogły go nigdy nie zauważyć. Mowa o Liberlandzie – mikronacji zajmującej zaledwie 7 kilometrów kwadratowych, usytuowanej na terenie spornym pomiędzy Chorwacją a Serbią. To nie żart ani internetowa mistyfikacja – taki twór faktycznie funkcjonuje. Choć na mapie trzeba go wypatrywać bardzo uważnie, a jego populacja liczy raptem kilkunastu ludzi, plany osób stojących za jego powstaniem i obecnie nim rządzących są nieporównywalnie większe niż sama skala tego państewka.

Garstka mieszkańców, ogrom planów. Przemyślany projekt czy fanaberia bogaczy?

Historia Liberlandu zaczyna się w 2015 roku za sprawą czeskiego działacza politycznego Vita Jedlićki. Skorzystał on z faktu, że niewielki obszar nad Dunajem przez długi czas nie był jednoznacznie przypisany ani do Chorwacji, ani do Serbii. To właśnie na tym terytorium, traktowanym jako ziemia niczyja, proklamowano nowe państwo, którego fundamentem miały być swoboda ekonomiczna oraz ograniczenie roli administracji publicznej do minimum. Bardzo szybko okazało się, że koncepcja libertariańskiej enklawy przyciąga nie tylko zwolenników wolnego rynku, lecz również osoby zafascynowane nowoczesnymi technologiami.

Funkcję premiera Liberlandu pełni obecnie Justin Sun, chiński miliarder, który zbił majątek na rynku kryptowalut. To, że znalazł się w strukturach władzy tej mikronacji, nie jest dziełem przypadku – Liberland od samego początku był projektowany z myślą o nowoczesności, a blockchain stanowi tam podstawę zarówno administracji, jak i systemu prawnego oraz gospodarki. Lokalna waluta o nazwie Merit działa jako token oparty na blockchainie, a prawo do głosowania zdobywa się poprzez zgromadzenie odpowiedniej puli tych cyfrowych jednostek. W praktyce więc realny wpływ na kierunek rozwoju państwa mają ci, którzy są skłonni w nie zainwestować – zarówno dosłownie, jak i w sensie symbolicznym.

Taki model funkcjonowania jest mocno oderwany od realiów znanych z tradycyjnych państw, a jeśli w ogóle się sprawdza, to głównie dzięki niewielkiej skali przedsięwzięcia – i właśnie to czyni go tak intrygującym. Przypomina to naukowy eksperyment, tyle że przeprowadzany na żywym, funkcjonującym organizmie społecznym. Obywatelstwa Liberlandu nie może uzyskać każdy chętny, co nie dziwi, skoro zasobność portfela odgrywa tu kluczową rolę – konieczne jest przejście weryfikacji tożsamości oraz zebranie wymaganej liczby meritów. Paszport tego mikropaństwa, mimo że nieuznawany przez zdecydowaną większość krajów świata, bywa wykorzystywany w podróżach i pełni rolę symbolu przynależności do tej niecodziennej wspólnoty. Zakładanie firm odbywa się wyłącznie przez internet, a technologia blockchain gwarantuje jawność i bezpieczeństwo zawieranych transakcji. Wymiar sprawiedliwości opiera się na modelu zdecentralizowanym, w którym konflikty rozstrzyga się zgodnie z zasadą nieagresji.

Państwo to nie dysponuje żadnymi siłami zbrojnymi, stawiając zamiast tego na zabezpieczenia cyfrowe i systemy monitoringu. Odwiedzającym Liberland otwiera drzwi szeroko, zachęcając ich do zapoznania się z codziennością tego eksperymentalnego tworu politycznego. Turyści mogą wynająć tam domek i na własne oczy przekonać się, jak wygląda życie w miejscu, w którym technologia przenika się z nietypowym projektem państwowym.

Plany Liberlandu nie kończą się jednak na granicach Europy. Osoby zarządzające tym mikropaństwem otwarcie mówią o marzeniach sięgających poza samą Ziemię. To nie żart – mieszkańcy tego kraju rzeczywiście rozważają ekspansję w kosmos. Choć brzmi to jak fragment satyrycznej opowieści science fiction, dla twórców Liberlandu pojęcie granicy ma charakter umowny. Skoro udało się zbudować państwo oparte na blockchainie na terenie po prostu wskazanym palcem, to dlaczego nie spróbować przenieść tej samej idei na orbitę okołoziemską albo jeszcze dalej?

Liberland to nie tylko przedsięwzięcie o charakterze politycznym, ale też swoisty eksperyment socjologiczny. Pokazuje on kolejny raz, jak bogactwo w połączeniu z technologią potrafi kształtować ludzkie wyobrażenia, a ocena, czy mamy tu do czynienia z nudą pchającą zamożnych ludzi ku ekstrawaganckim pomysłom, czy raczej z realizacją ambicji niedostępnych przeciętnemu człowiekowi, pozostaje otwarta. Kryptowaluty stają się w tym kontekście po prostu narzędziem budowania wpływów, a granice państwowości robią się coraz bardziej płynne. Dzieje się to w czasach, gdy giganci technologiczni i ich zwolennicy coraz częściej mówią o decentralizacji – dla nich Liberland stanowi żywy dowód na to, jak daleko można posunąć się w redefiniowaniu samego pojęcia państwa.

Nie wiadomo, czy Liberland wytrzyma próbę czasu ani czy stanie się inspiracją dla kolejnych mikronacji, czy raczej pozostanie ciekawostką na marginesie historii. Jedno jest pewne – to miejsce, w którym technologia splata się z polityką, a marzenia o wolności przybierają zupełnie nową, momentami wręcz ekscentryczną formę. Choć większość z nas nigdy wcześniej o nim nie słyszała, warto śledzić, jak ten niewielki kraj stara się zdobyć nie tylko uznanie na Ziemi, ale i swoje miejsce w kosmosie.

Źródło: AntyWeb

Źródło: AntyWeb