Technologie

Kongres broni budżetu NASA. Ponadpartyjny sprzeciw wobec cięć na 2027 rok

Politycy z obu izb amerykańskiego Kongresu nie zgadzają się na okrojenie finansów NASA proponowane przez Biały Dom. Podczas przesłuchania w Senacie administrator agencji Jared Isaacman musiał tłumaczyć się z planu opiewającego na 18,8 mld dol.

5 min czytania

Jest ratunek dla NASA. Agencję ocalił zdrowy rozsądek
Jest ratunek dla NASA. Agencję ocalił zdrowy rozsądek

Nie tylko Izba Reprezentantów ma zastrzeżenia do planowanych cięć w budżecie NASA na rok fiskalny 2027 – teraz dołączyli do niej senatorowie zarówno z partii demokratycznej, jak i republikańskiej. W trakcie posiedzenia senackiej podkomisji zajmującej się handlem, sprawiedliwością i nauką szef NASA Jared Isaacman ponownie musiał uzasadniać kwotę 18,8 mld dol. Warto przypomnieć, że to dokładnie ta sama suma, którą Kongres wcześniej już odrzucił, ostatecznie przyznając agencji 24,4 mld dol. Kontrowersje budzi fakt, że projekt zakłada wzrost nakładów na eksplorację kosmosu przy jednoczesnym drastycznym ograniczeniu funduszy na naukę, aeronautykę, technologie i pozostałe obszary działalności.

Ambitne plany przy kurczącym się budżecie

Szef podkomisji Jerry Moran oraz demokrata Chris Van Hollen nie podważali samej idei racjonalizacji wydatków. Problem, na który zwracali uwagę, dotyczył czegoś innego – zgodnie z założeniami Białego Domu NASA miałaby realizować szerszy zakres zadań przy znacząco mniejszym budżecie. Isaacman przekonuje, że jest to możliwe, o ile agencja zacznie gospodarować pieniędzmi mądrzej i szybciej akceptować rozwiązania wystarczająco dobre, zamiast czekać na te doskonałe. Taka filozofia sprawdza się być może w zarządzaniu firmami, jednak w przypadku programów kosmicznych oszczędzanie na wszystkim rzadko kończy się dobrze.

Najdotkliwsze cięcia dotknęłyby Science Mission Directorate, czyli pionu naukowego NASA. Jak zauważył Van Hollen, poziom finansowania nauki kosmicznej cofnąłby się do wartości sprzed niemal dwóch dekad – do roku 2007 – co trudno pogodzić z deklarowaną chęcią utrzymania przez USA pozycji lidera w kosmosie. Senator przypomniał również o rosnącej konkurencji ze strony Chin, które równolegle rozwijają swoje programy orbitalne, księżycowe i planetarne. Nie bez znaczenia pozostaje też sytuacja Goddard Space Flight Center – ośrodka szczególnie mocno dotkniętego zmianami kadrowymi i finansowymi, a jednocześnie kluczowego dla wielu flagowych misji naukowych agencji.

Wcześniejszy start Romana i przyspieszenie prac nad HWO

Pozytywnym akcentem przesłuchania były informacje dotyczące teleskopu Nancy Grace Roman Space Telescope. Isaacman zasugerował, że start może nastąpić już w sierpniu, podczas gdy dotychczas NASA mówiła raczej o początku września, nie podając jeszcze konkretnej daty. Teleskop poleci na pokładzie rakiety Falcon Heavy, a jak zapewnia agencja, cały program mieści się poniżej zakładanego budżetu i wyprzedza harmonogram. To sytuacja rzadko spotykana, dlatego uznanie należy się zarówno osobom zarządzającym projektem, jak i zespołowi NASA, który zdołał wykonać zadanie przed czasem. Wybór Falcon Heavy jako nośnika ma też dodatkowy plus – pozwala wynieść teleskop taniej, niż gdyby NASA korzystała z własnych rozwiązań startowych.

Koronograf zamontowany w Romanie ma pełnić funkcję technologicznego prototypu dla instrumentu przewidzianego dla Habitable Worlds Observatory. Ten przyszły, duży teleskop NASA ma poszukiwać planet spoza Układu Słonecznego, w tym takich, na których mogłyby panować warunki sprzyjające powstaniu życia. Dotychczas realizację HWO wiązano raczej z latami czterdziestymi obecnego stulecia, jednak Isaacman dąży do skrócenia harmonogramów i szybszego startu kolejnych misji. Jego podejście oparte na formule „rozwiązań na 70 procent” budzi jednak wątpliwości – kosmos nie wybacza pomyłek, a najważniejsza agencja kosmiczna świata powinna dążyć do stuprocentowej pewności, nie zaś zadowalać się siedemdziesięcioma procentami.

Artemis, SLS i dyskusja o sensie programów STEM

Program księżycowy Artemis nie wzbudza aż takich politycznych sporów, bo cieszy się silnym wsparciem przemysłowym oraz symbolicznym znaczeniem. Wiele uwagi poświęcono jednak przyszłości rakiety Space Launch System po zakończeniu misji Artemis V. Ustawa OBBBA gwarantuje jej finansowanie do tego momentu, ale co dalej – pozostaje niejasne, zwłaszcza w kontekście rosnącego znaczenia systemów wielokrotnego użytku, takich jak Starship czy New Glenn. Isaacman nie wyklucza jednak dalszego wykorzystania SLS, podkreślając, że NASA chce dysponować co najmniej dwiema niezależnymi drogami regularnego transportu ludzi na Księżyc, a rakieta ta ma być jedną z nich.

Odrębnym punktem spornym pozostaje Office of STEM Engagement – niewielki, jak na skalę NASA, program wart 143 mln dol. Administracja Trumpa już wcześniej próbowała go zlikwidować, jednak Kongres konsekwentnie blokował te działania. Isaacman uważa OSTEM za zbędny szczebel administracyjny, argumentując, że inspirowanie młodych ludzi powinno wynikać z całokształtu działalności agencji, a staże i granty funkcjonują również w innych jej częściach. Senator Chris Coons odpowiedział na to, zwracając uwagę na sytuację mniejszych stanów oraz uczelni spoza wąskiej grupy elitarnych ośrodków – bez takich programów dostęp do NASA staje się mniej równy, a przestrzeń kosmiczna może pozostać domeną osób związanych z dużymi ośrodkami administracyjnymi w USA.

Czy zdrowy rozsądek uratuje budżet NASA?

Przesłuchanie nie miało charakteru ataku na Isaacmana. Przeciwnie, senatorowie z obu stron politycznej sceny chwalili jego zaangażowanie i styl pracy, doceniając również to, że przy okazji misji Artemis II podkreślał zasługi całego zespołu, zamiast budować własny wizerunek. Same deklaracje dotyczące sprawniejszego zarządzania nie zastąpią jednak realnych pieniędzy, gdy równolegle planowane są nowe misje, przyspieszane programy oraz utrzymanie już istniejącej infrastruktury. Ograniczenia w finansowaniu nauki prędzej czy później odbiją się także na eksploracji – i nie warto udawać, że mogłoby być inaczej.

Na marginesie, przewodniczący Moran zapytał Isaacmana o Plutona – był to jeden z lżejszych momentów całego przesłuchania. Administrator NASA po raz kolejny opowiedział się za przywróceniem mu statusu planety, nawiązując przy tym do postaci Clyde’a Tombaugha, odkrywcy Plutona pochodzącego z Kansas. Nie jest to oczywiście żadna wiążąca decyzja szefa agencji, a raczej żartobliwy epizod w trakcie poważnego wystąpienia. Wszystko wskazuje jednak na to, że NASA ostatecznie zachowa swoje środki finansowe i będzie mogła rozdysponować je rozsądnie – zarówno na naukę, jak i na eksplorację. Tak właśnie powinno być.

Źródło: AntyWeb

Źródło: AntyWeb