Klawiszowa Nokia 3310 wraca do łask. Polacy kupują ją masowo za 141 zł
Podczas gdy flagowce kosztują kilkanaście tysięcy złotych, na Pepper.pl prawdziwym hitem okazał się prosty telefon z fizyczną klawiaturą. Odświeżona Nokia 3310 z 2017 roku rozpaliła dyskusję kupujących, choć nie jest pozbawiona wad.
Jesień w branży smartfonów wygląda zawsze podobnie. Media śledzą wielkie premiery, porównują zdolności fotograficzne nowych modeli, zachwycają się teleobiektywami z maleńkimi matrycami oraz ekranami, które oślepiają jasnością nawet w pełnym słońcu. Za iPhone'a, topowego Samsunga czy Oppo naszpikowane funkcjami fotograficznymi trzeba zapłacić nawet kilkanaście tysięcy złotych.
Obok tego technologicznego wyścigu istnieje jednak zupełnie inny, znacznie cichszy segment rynku. Mowa o prostych, plastikowych aparatach telefonicznych z fizyczną klawiaturą numeryczną, skromnym ekranem i baterią, którą ładuje się raz na kilkanaście dni. To sprzęty stworzone do jednego celu: odebrania telefonu, wysłania krótkiego SMS-a i przetrwania upadku choćby z drabiny na żwir budowlany.
Nokia 3310 to hit. Najpopularniejszy telefon na rynku?
Potwierdzeniem tego trendu jest niedawny wpis na serwisie Pepper, gdzie jednym z najgorętszych tematów tygodnia okazała się współczesna wersja Nokii 3310 z 2017 roku. Ktoś z użytkowników podlinkował ofertę z Amazon.pl, a temperatura dyskusji poszybowała w górę, szybko dorównując innym najgorętszym ofertom dnia.
Podczas gdy tuż obok widnieją promocje na smartfony przecenione z pięciu tysięcy złotych na cztery, setki użytkowników zdecydowały się na zakup kawałka ciemnoniebieskiego plastiku w cenie zaledwie 141 zł.
Za tę kwotę kurier dostarcza urządzenie z kolorowym wyświetlaczem o przekątnej 2,4 cala i rozdzielczości 240 × 320, skromnym aparatem 2 MP wspartym diodą doświetlającą oraz wymienną baterią o pojemności 1200 mAh.
Telefon niemal nic nie waży, dzięki matowej fakturze tworzywa leży pewnie w dłoni, a zamiast skomplikowanych standardów szybkiego ładowania oferuje klasyczne gniazdo minijack do słuchawek.
Sieci 2G, gasnące maszty i brak słownika T9
Czy to urządzenie bez wad? Nie do końca. Telefon nie obsługuje VoLTE ani nowoczesnych pasm LTE, co stanowi ryzyko, biorąc pod uwagę plany polskich operatorów dotyczące stopniowego wyłączania starszych nadajników. Model ten wspiera bowiem jedynie sieć 2G, zgodnie ze specyfikacją z 2017 roku.
Kolejnym minusem jest brak polskiego słownika T9, co bywa sporym rozczarowaniem przy pisaniu wiadomości. Można to potraktować jako pewne niedociągnięcie producenta, jednak mimo to sprzęt ten wciąż jest wytrzymalszy niż większość urządzeń wydanych w ostatnich latach, z wyjątkiem produktów polskiej firmy Hammer.
Pomimo tych technicznych ograniczeń oraz dyskusji o zasięgu poza dużymi miastami, liczba zamówień biła rekordy. Sentyment do kultowego logo zadziałał bez zarzutu, a możliwość kupienia w pełni sprawnego telefonu za ułamek ceny słuchawek bezprzewodowych rozwiała wszelkie wątpliwości co do opłacalności zakupu.
Nokia 3310 - kto to kupuje?
Nikt przy zdrowych zmysłach nie traktuje dziś klawiszowej Nokii jako zamiennika nowoczesnego smartfona do pracy, bankowości czy nawigacji po mieście.
To urządzenie czysto funkcjonalne, traktowane jako awaryjna rezerwa trzymana w schowku samochodowym, w skrzynce narzędziowej na budowie, w zapylonym warsztacie albo na działce, gdzie szkoda narażać na zniszczenie sprzętu wartego kilka pensji. Taki telefon można bez obaw wrzucić do kieszeni roboczych spodni razem ze śrubami, nie martwiąc się o zarysowania obudowy.
Coraz więcej osób traktuje taki telefon również jako fizyczną zaporę przed nieustannym napływem powiadomień. Wyjeżdżając na weekend poza miasto, część użytkowników przekłada kartę SIM właśnie do Nokii, podaje numer kilku najbliższym osobom i na ten czas odcina się od maili, komunikatorów oraz niekończącego się przewijania mediów społecznościowych.
Przyciski reagują wyraźnym, satysfakcjonującym kliknięciem, obudowa nie pęka od rzucenia na drewniany blat, a w razie nudy zawsze można wrócić do klasycznej gry w Węża na niewielkim ekranie.
Czego mi brakuje? Jednej rzeczy
Ten format telefonu ma spory potencjał, który jednak producent częściowo zaprzepaścił, nie decydując się na odważniejszą specyfikację. W tej konkretnej konstrukcji sprzed lat, bo model nie jest przecież nowy, brakuje tylko jednego elementu: nowoczesnego modemu 4G z funkcją prostego hotspota Wi-Fi, włączanego jednym fizycznym przełącznikiem na obudowie. Najlepiej bez podnoszenia tej świetnej ceny na poziomie 141 zł.
Gdyby ten lekki plastikowy telefon potrafił bez problemu udostępniać stabilny internet, w podróż zabierany byłby wyłącznie on oraz iPad mini. Telefon odpowiadałby za połączenia głosowe i dostarczanie sygnału sieciowego w tle, a cała reszta aktywności, czytanie artykułów czy odpisywanie na wiadomości, odbywałaby się na małym tablecie wtedy, gdy przyjdzie na to ochota.
Źródło: Spider's Web


