Technologie

Jak przypadkowa minifigurka LEGO stała się kanonicznym rycerzem Jedi

Przy okazji ruszenia zdjęć do Star Wars: Starfighter warto przypomnieć historię Boba – Jedi, który narodził się jako bezimienna figurka LEGO, a z czasem trafił do oficjalnego uniwersum Disneya.

4 min czytania

Bob – Jedi, o którym nigdy nie słyszałeś. Zasłynął dzięki LEGO
Bob – Jedi, o którym nigdy nie słyszałeś. Zasłynął dzięki LEGO

Lucasfilm poinformował tuż przed weekendem o rozpoczęciu zdjęć do Star Wars: Starfighter – nowego rozdziału sagi, którego akcja toczy się pięć lat po wydarzeniach ukazanych w Skywalker: Odrodzenie. Skoro temat Gwiezdnych Wojen znów jest na topie, warto przy tej okazji przypomnieć losy jednego z najbardziej osobliwych, choć niezbyt rozpoznawalnych rycerzy Jedi. Swoją popularność zawdzięcza on nie scenarzystom, lecz kreatywności fanów oraz klockom LEGO.

Jedi Bob – od bezimiennej figurki LEGO do pełnoprawnej postaci sagi

W świecie Star Wars nie brakuje wybitnych rycerzy Jedi pokroju Anakina Skywalkera, Obi-Wana Kenobiego czy Qui-Gona Jinna, którzy na stałe zapisali się w historii tej sagi. Zakon Jedi liczył jednak tysiące członków, a większość z nich nigdy nie doczekała się ekranowej kariery – ich losy pojawiały się co najwyżej w produktach okołofilmowych, funkcjonujących na granicy oficjalnego kanonu. Właśnie do takiej kategorii należy bohater tego artykułu – doskonały przykład tego, jak zaangażowanie fanów i odrobina poczucia humoru mogą doprowadzić do powstania wątku, którego George Lucas z pewnością nigdy nie planował.

Aby zrozumieć historię Boba, trzeba cofnąć się do 2002 roku, gdy w sklepach zadebiutował zestaw LEGO 7163 Republic Gunship. Wśród klonów i droidów znalazła się w nim także minifigurka nienazwanego Jedi, wyglądająca jak zwykły, przypadkowy ludzik LEGO.

Imię Bob rzeczywiście brzmi dość skromnie i trudno postawić je w jednym rzędzie z takimi nazwiskami jak Obi-Wan Kenobi czy Qui-Gon Jinn – nie jest to jednak przypadek. „Bob” to jedno z najpopularniejszych w kulturze popularnej imion stosowanych żartobliwie, gdy ktoś nadaje postaci neutralne miano z przymrużeniem oka – bywa tak w memach, komiksach czy fanowskich projektach. Dokładnie taka sytuacja miała miejsce w tym przypadku, choć formalnie imię to przypisano figurce dopiero w 2009 roku, w książce LEGO Star Wars: The Visual Dictionary.

Zabieg ten miał podkreślić nieco nieśmiały, ale sympatyczny charakter postaci, wywołujący uśmiech i jednocześnie nawiązujący do klasycznego klimatu LEGO Star Wars, a przy okazji mrugający okiem do fanów serii. Sympatia widzów do Boba okazała się jednak na tyle duża, że jego obecność w uniwersum wykroczyła daleko poza status zwykłego internetowego żartu.

LEGO i Disney pokazują, że mem może zyskać drugie życie

W 2024 roku LEGO postanowiło przywrócić postać Boba do świata LEGO Star Wars. W specjalnym odcinku produkcji LEGO Star Wars: Rebuild the Galaxy, dostępnej na Disney+, Bob wraca jako Bobarian Afol – Jedi wspierający głównego bohatera, Sigę Greeblinga, w misji przywrócenia porządku w odmienionej rzeczywistości. To imię, trzeba przyznać, brzmi już zdecydowanie bardziej godnie jak na rycerza Jedi. Co ciekawe, głosu postaci użyczył Bobby Moynihan, co tylko potwierdza, że cała ta historia obfituje w symbolikę i ukryte żarty. Sam serial Rebuild the Galaxy zresztą polecam bez wahania, mimo że jest adresowany przede wszystkim do młodszej widowni.

To jednak nie koniec kariery Boba. W minionym roku LEGO wypuściło zestaw 75388 Jedi Bob's Starfighter, w którego skład wchodzi minifigurka Boba widoczna na towarzyszących zdjęciach, a także szturmowiec Ackbar oraz droid Servo (SR-V0), znany z wspomnianego wcześniej serialu Disney+. W ten sposób cała historia zatoczyła koło, a przy okazji – niemal przypadkiem – udało mi się poznać losy tej postaci. Wokół Boba narosło również sporo fanowskich teorii spiskowych, choć te wykraczają już poza i tak mocno naciągany w tym przypadku kanon.

Zgodnie z historią zapoczątkowaną w zestawie z 2002 roku, Bob – choć wówczas jeszcze bezimienny – brał udział w Wojnach Klonów i całkiem możliwe, że przetrwał czystkę Rozkazu 66. Mimo dość niepoważnego wyglądu z pewnością zasłużył sobie na szacunek należny prawdziwemu rycerzowi Jedi. A jeśli spojrzeć na sprawę poważniej, warto docenić, że Disney potrafi rozwinąć fanowski mem i wpleść go w oficjalne uniwersum. To między innymi dzięki takiemu podejściu Gwiezdne Wojny pozostają jedną z największych marek popkulturowych na świecie.

Źródło: AntyWeb

Źródło: AntyWeb