Technologie

Izraelczycy podwiesili radar do balonu. Tak chcą łapać drony lecące nisko nad ziemią

Israel Aerospace Industries pokazał system POINT@AIR, czyli radar zawieszony pod aerostatem zamiast stawiany na ziemi. Podobną koncepcję rozwijają też polscy naukowcy, choć w zupełnie inny sposób.

6 min czytania

Radar poleciał na balonie. Tak chcą wykrywać drony
Radar poleciał na balonie. Tak chcą wykrywać drony

Obserwowanie nieba z dużej wysokości wcale nie musi wymagać kolejnego samolotu rozpoznawczego. Izraelski koncern Israel Aerospace Industries pokazał radar o nazwie POINT@AIR, który zamiast stać na ziemi, ma zostać podwieszony pod balonem na uwięzi. Taka pozycja pozwala wcześniej wychwycić nisko lecące drony, zanim zbliżą się do obiektu, który mają chronić.

Urządzenie ma działać w powietrzu nieprzerwanie nawet przez 30 dni, skanując okolicę i przesyłając dane do systemów obrony przeciwlotniczej. Co ciekawe, zbliżoną koncepcję testują także polscy naukowcy, choć różnice techniczne między oboma rozwiązaniami są znacznie poważniejsze, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Balon wisi w powietrzu i patrzy we wszystkie strony

IAI, jeden z największych producentów uzbrojenia w Izraelu, ujawnił nowy system do obserwacji przestrzeni powietrznej. Premiera publiczna POINT@AIR ma odbyć się podczas targów AUSA 2026 w Waszyngtonie. Za projekt odpowiada spółka ELTA Systems, należąca do IAI i wyspecjalizowana w konstruowaniu radarów. Pomysł polega na połączeniu zaawansowanej stacji radiolokacyjnej z aerostatem, czyli balonem przytrzymywanym na stałej wysokości linką.

W odróżnieniu od drona aerostat nie potrzebuje energii, żeby utrzymać się w powietrzu. Unoszenie zapewnia gaz lżejszy od powietrza, a jego położenie reguluje połączenie z naziemną stacją. Dzięki temu można prowadzić długotrwałą obserwację danego terenu bez konieczności lądowania, uzupełniania paliwa czy podmiany akumulatorów, jak dzieje się to w przypadku samolotów czy bezzałogowców.

Producent zapowiada, że POINT@AIR ma być zdolny do pracy przez maksymalnie 30 dni bez przerwy. Trzeba jednak podkreślić, że to na razie deklarowany parametr, a nie potwierdzony efekt rzeczywistych testów. IAI nie przekazało informacji o zakończonych próbach operacyjnych ani o pierwszym wdrożeniu systemu w wojsku.

Nisko lecący dron potrafi ominąć klasyczny radar

Współczesna obrona powietrzna zmaga się nie tylko z szybkimi myśliwcami czy rakietami, ale coraz częściej z niewielkimi dronami przelatującymi tuż nad ziemią i wykorzystującymi ukształtowanie terenu jako naturalną osłonę przed wykryciem.

Nawet najbardziej zaawansowana stacja radiolokacyjna ma ograniczone pole widzenia, bo sygnał blokują wzgórza, lasy czy zabudowania, a dodatkowo przeszkadza krzywizna ziemi. To sprawia, że dron lecący bardzo nisko bywa namierzony dopiero, gdy znajdzie się już blisko chronionego celu, co w razie szybkiego ataku zostawia obrońcom bardzo mało czasu na reakcję.

POINT@AIR ma zaradzić temu problemowi, po prostu umieszczając antenę znacznie wyżej. Taka perspektywa pozwala dostrzec obszary niewidoczne dla urządzeń stacjonujących na ziemi. To jednak nie oznacza, że każdy bezzałogowiec zostanie namierzony bez względu na jego rozmiar czy wysokość lotu - skuteczność nadal zależy między innymi od odległości, przekroju radarowego celu oraz warunków atmosferycznych. Producent nie ujawnił jeszcze konkretnych danych o tym, z jakiej odległości system wykrywa najmniejsze drony.

Antena AESA skanuje niebo bez obracania całego balonu

Podstawą systemu jest radar wywodzący się z rodziny ELM-2083, rozwijanej przez ELTA od lat. Nowa konstrukcja korzysta z technologii AESA, czyli aktywnej anteny z elektronicznym sterowaniem wiązką. Zamiast obracać mechanicznie całe urządzenie, radar zmienia kierunek obserwacji poprzez sterowanie poszczególnymi elementami anteny, co pozwala działać dużo szybciej.

Skanowanie elektroniczne obejmuje zarówno płaszczyznę poziomą, jak i pionową, a w połączeniu z mechanicznym obrotem anteny system zyskuje pełny zasięg obserwacji na 360 stopni. To istotne, bo radar ma jednocześnie śledzić wiele obiektów naraz i oceniać, które z nich stanowią największe zagrożenie.

System nie koncentruje się wyłącznie na dronach. Jak podaje IAI, potrafi też śledzić samoloty oraz wybrane cele naziemne i nawodne. Dlatego producent widzi dla niego zastosowanie nie tylko przy ochronie baz wojskowych, ale również granic, wybrzeży, portów i obiektów infrastruktury krytycznej. Zebrane dane mogą trafiać do systemów dowodzenia i kierowania ogniem, choć sam POINT@AIR nie jest uzbrojony - nie zestrzeli drona, a jedynie dostarczy informacji potrzebnych do skierowania przeciwko niemu odpowiednich środków.

Mobilność jako główny atut konstrukcji

Izraelski producent wyraźnie akcentuje przenośność nowego rozwiązania. POINT@AIR ma być znacznie bardziej kompaktowy niż wielkie aerostaty stosowane do strategicznego nadzoru nad przestrzenią powietrzną.

System zaprojektowano tak, by dało się go rozmieścić bez budowania stałej infrastruktury naziemnej. Oznacza to możliwość przenoszenia stanowiska obserwacyjnego w zależności od rozwoju sytuacji na froncie lub pojawiającego się zagrożenia dla kluczowych obiektów.

Takie podejście ma też znaczenie dla ochrony wojsk przemieszczających się między kolejnymi rejonami operacyjnymi. Klasyczna, duża stacja radiolokacyjna wymaga odpowiedniego stanowiska i może mieć problem z obserwacją niektórych fragmentów terenu, podczas gdy aerostat pozwala unieść antenę ponad lokalne przeszkody.

Rozwiązanie nie jest jednak wolne od wad. Duży balon może być zauważalny dla przeciwnika, wymaga sprzyjających warunków pogodowych i pozostaje uzależniony od naziemnego zaplecza. Silny wiatr albo ryzyko bezpośredniego ataku mogą utrudniać jego eksploatację. Dlatego POINT@AIR ma raczej uzupełniać istniejące radary niż je zastępować.

Polski odpowiednik: system BASIA

Pomysł podwieszania radarów pod balonem nie jest nowością i podobne rozwiązania powstają również w Polsce. Niedawno opisywaliśmy udane próby polskiego systemu BASIA, przeprowadzone na poligonie w Wędrzynie. Aerostat opracowany przez konsorcjum z udziałem Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN sprawdzano między innymi w silnym wietrze, podczas opadów deszczu oraz po ostrzale z broni strzeleckiej.

Kluczowa różnica dotyczy sposobu wykrywania celów. W BASI głównym sensorem jest radar pasywny PCL, który korzysta z sygnałów emitowanych przez inne nadajniki i nie musi sam wysyłać impulsów radiolokacyjnych. Izraelski POINT@AIR działa odwrotnie - wykorzystuje aktywny radar AESA, który sam emituje sygnał i analizuje jego odbicia.

BASIA ma operować na wysokości około 300 metrów, pełniąc rolę mobilnego uzupełnienia większych wojskowych systemów obserwacji. Ponieważ nie znamy jeszcze pełnych parametrów POINT@AIR, nie da się rzetelnie porównać zasięgu wykrywania najmniejszych dronów przez oba systemy.

BARBARA, czyli polskie aerostaty na dużą skalę

Osobną kategorię stanowi program BARBARA. Polska zamówiła 4 amerykańskie aerostaty radiotechniczne za około 960 mln dolarów, które mają obserwować przestrzeń powietrzną nad wschodnią i północno-wschodnią częścią kraju. Według informacji MON system ma wykrywać samoloty, pociski rakietowe, drony oraz jednostki nawodne z odległości przekraczającej 300 km.

Na Spider's Web opisywaliśmy wcześniej przygotowania 37. Batalionu Radiotechnicznego do obsługi tych wielkich aerostatów. To przedsięwzięcie o zupełnie innej skali niż kompaktowy system przeznaczony do ochrony pojedynczych baz czy stanowisk. Wszystkie wymienione projekty opierają się jednak na tej samej zasadzie: umieszczenie czujników wyżej pozwala wcześniej wykryć zagrożenia, które z poziomu ziemi pozostają niewidoczne.

POINT@AIR pokazuje, że producenci uzbrojenia chcą wykorzystywać tę zasadę również w mniejszych, bardziej elastycznych konstrukcjach. Na razie izraelski koncern zaprezentował możliwości swojego systemu i przygotował jego publiczną premierę, nie ujawniając jednak żadnych zamówień, ceny ani wyników testów poligonowych.

To, czy POINT@AIR rzeczywiście sprawdzi się w walce z niewielkimi dronami, pokażą dopiero testy i późniejsza eksploatacja. Warto jednak pamiętać, że radar nie musi być coraz większy, jeśli można umieścić go tam, skąd po prostu lepiej widać nadlatujące zagrożenie.

Źródło: Spider's Web

AI

Amerykańskie banki w obronie przed agentami AI na kontach klientów

Instytucje finansowe w USA zaczęły wykrywać na kontach klientów samodzielne działania agentów sztucznej inteligencji, które logują się cudzymi danymi i wykonują operacje niezależnie od poleceń właściciela. W odpowiedzi banki wprowadzają blokady i ograniczenia dostępu.

6 min czytania