Technologie

Google Maps: dlaczego nawigacja czasem wybiera dłuższą trasę?

Google przetestowało mechanizm, który celowo kieruje część kierowców objazdem - nie dla ich wygody, a dla poprawy płynności ruchu w całym mieście.

3 min czytania

Dlaczego Google celowo wysyła kierowców dłuższą drogą?
Dlaczego Google celowo wysyła kierowców dłuższą drogą?

Nie każda wydłużona trasa proponowana przez Mapy Google to usterka algorytmu. Firma sprawdzała, co się stanie, gdy część kierowców zostanie skierowana nieco okrężną drogą. Zamysł nie polegał na tym, by konkretny kierowca dojechał szybciej - chodziło o to, by cały ruch w mieście stał się bardziej płynny.

Problem z najszybszą trasą

Załóżmy, że tysiące pojazdów jedzie w tę samą stronę. Gdy nawigacja podsuwa im wszystkim tę samą, teoretycznie optymalną drogę, prowadzi to do jej zapchania. Trasa, która przed chwilą była najkorzystniejsza, w krótkim czasie zamienia się w zator. Google chciało zbadać, czy rozłożenie ruchu na kilka wariantów pomoże uniknąć takiej sytuacji. Testy odbyły się w dziesięciu wielkich miastach w Stanach Zjednoczonych. Zamiast prowadzić każdego użytkownika najbardziej intuicyjną drogą, część samochodów system kierował na alternatywne, trochę dłuższe odcinki.

Drobna zmiana, duży efekt

Sama koncepcja wydaje się prosta, ale rezultaty zaskoczyły. Nawet niewielkie przekierowanie ruchu na inne ulice odciążało najbardziej zapchane trasy. Podczas testu prędkość na najbardziej obciążonych fragmentach miejskich dróg wzrosła o ponad 2 procent. Na autostradach efekt był jeszcze wyraźniejszy - tam średnia prędkość podniosła się o blisko 5 procent. Wniosek jest taki, że rozwiązaniem korków nie musi być budowa nowych pasów czy dróg. Czasem wystarczy sprawniej zarządzać już istniejącą infrastrukturą.

Objazd, który działa na korzyść ogółu

Kierowca skierowany na dłuższą trasę może odczuwać frustrację z powodu dodatkowych kilometrów. Jeśli jednak dzięki temu główna trasa nie ulegnie całkowitemu zablokowaniu, ostateczny efekt bywa korzystny dla wszystkich uczestników ruchu. Google musi jednak działać z dużą precyzją - nadmierne przekierowanie pojazdów mogłoby po prostu przenieść korek na inny odcinek. Liczy się więc delikatne, kontrolowane sterowanie ruchem, a nie masowe kierowanie kierowców na objazdy.

Płynniejszy ruch to również niższa emisja

Sprawniejsze poruszanie się po mieście ma znaczenie nie tylko dla czasu dojazdu. Samochody uwięzione w zatorach zużywają więcej paliwa i generują więcej spalin, a lepsze rozłożenie ruchu może to ograniczyć. Eksperyment Google wskazuje ciekawą ścieżkę rozwoju dla map i nawigacji - w przyszłości mogą one stać się nie tylko osobistym przewodnikiem, ale też narzędziem zarządzania ruchem w skali całych miast. Odchodzi się tu od myślenia skupionego wyłącznie na jednym kierowcy i jego optymalnej trasie. Czasem najlepszym rozwiązaniem dla ogółu jest to, że część kierowców pojedzie drogą, która na mapie wygląda mniej atrakcyjnie. Najkrótsza trasa nie musi być tą najlepszą. Google podchodzi do tego zagadnienia z pomysłem, choć spada na firmę duża odpowiedzialność - jeśli mechanizm zostanie dopracowany, może przynieść na drogach więcej korzystnych zmian, niż ktokolwiek się spodziewał.

Źródło: AntyWeb

Źródło: AntyWeb

Technologie

Sieć wraca do 2016 roku. TikTok oszalał na punkcie dekady temu

W 2026 roku internauci masowo wracają do estetyki i trendów sprzed dziesięciu lat. Pod hasztagiem #BringBack2016 wspominają psie uszy ze Snapchata, Pokémon GO i stary Instagram - a wszystko to w reakcji na zmęczenie algorytmami i treściami generowanymi przez AI.

7 min czytania