Godox C100: aparat bez ekranu za 120 zł, który zamiast wyświetlacza ma szybę
Chiński Godox przygotował maleńki aparat kompaktowy, w którym miejsce klasycznego ekranu zajmuje przezroczyste okienko z nałożonymi danymi ekspozycji. Waży 65 gramów i kosztuje mniej niż wypad do kina.
Za równowartość około 120 zł można kupić urządzenie, które na pierwszy rzut oka wygląda jak drobny upominek z bazarowej półki, a jednak skrywa kilka nietypowych rozwiązań. Godox C100 nie ma ekranu w tradycyjnym rozumieniu, waży jedyne 65 gramów i może zaciekawić nie tylko miłośników fotograficznych gadżetów, ale również zwolenników klasycznej, analogowej fotografii.
Zamiast wyświetlacza - okno na świat
Sercem konstrukcji C100 jest element udający ekran, choć w rzeczywistości ekranem nie jest. Producent zastosował przezroczyste okienko przepuszczające ponad 50 proc. światła - efekt jest taki, jakbyśmy patrzyli przez zwykłą szybkę, na którą aparat wyświetla ramki kadrowania, podstawowe informacje o ekspozycji oraz poziom naładowania baterii. Można to porównać do skrzyżowania wizjera z kompaktowego aparatu z minionej epoki z nakładką typu HUD znaną z nowoczesnych gadżetów.

W praktyce użytkownik nie ma możliwości podglądu zrobionego zdjęcia - nie sprawdzi ani ostrości, ani kompozycji kadru zaraz po naciśnięciu spustu. Fotografuje się więc niejako po pamięci, bez natychmiastowej weryfikacji efektu, ale w zamian cały czas obserwuje rzeczywistą scenę, a nie jej odwzorowanie na ekranie. Taki sposób pracy może przypadać do gustu osobom, które mają dość ciągłego wpatrywania się w telefon podczas robienia zdjęć.
Rozwiązanie ma też wady. Ponieważ transmisja światła sięga jedynie połowy, w mocnym słońcu odczytanie parametrów ekspozycji bywa trudne i wymaga mrużenia oczu. To sprzęt, który niekoniecko poradzi sobie z ostrym, letnim słońcem na plaży.
65 gramów, USB-C i zagadka matrycy

Godox C100 mierzy 104 × 71,7 × 19,1 mm i waży tylko 65 gramów, czyli mniej niż typowy powerbank. Znajdziemy w nim gniazdo kart microSD o pojemności do 128 GB, port USB-C służący do ładowania i przesyłania plików, a także akumulator, który - jak zapewnia producent - wystarcza na około 1,5 godziny nagrywania filmów. Największą niewiadomą pozostaje jednak matryca - Godox nie podał żadnych szczegółów: nie znamy jej rozmiaru, liczby megapikseli ani dostępnych trybów wideo.
Urządzenie może również pracować jako światłomierz. Mierzy jasność w centralnej części kadru i podaje sugerowane ustawienia, na przykład ISO 200, przysłonę f/4 oraz czas 1/800 s. Dla osób fotografujących na kliszy to funkcja, która może okazać się przełomowa - zamiast kupować osobny, często droższy niż cały C100 światłomierz, można zabrać ten niewielki aparat, zmierzyć światło, zrobić szybki cyfrowy odpowiednik szkicu i dopiero wtedy nacisnąć migawkę w analogowej lustrzance czy aparacie dalmierzowym.

Camp Snap i Paper Shoot jako konkurencja
Na podobnym polu działa Camp Snap, kosztujący około 70 dolarów - podobnie jak Godox stawia na prostotę: brak ekranu, minimalna obsługa i żadnych rozpraszających funkcji. Innym rywalem jest Paper Shoot, aparat o bardziej designerskim charakterze, z obudowami wykonanymi z kartonu, za który trzeba zapłacić przynajmniej 150 dolarów.

Godox C100 wchodzi na ten rynek w typowym dla chińskich producentów stylu: jest tańszy, lżejszy i wyróżnia się jednym unikalnym pomysłem, którego nie mają konkurenci - aktywnym, przezroczystym panelem z danymi ekspozycji. Na razie jednak model dostępny jest wyłącznie na rynku chińskim, a użytkownicy z innych krajów muszą czekać na decyzję Godoksa o globalnej dystrybucji.

Aparat ma potencjał, by zdobyć uznanie osób, dla których fotografia to przede wszystkim sam proces, a nie liczba pikseli. Nawet gdyby tak się nie stało, trudno odmówić producentowi odwagi za stworzenie produktu tak niekonwencjonalnego, tak niedrogiego i jednocześnie tak intrygującego. To jeden z tych gadżetów, które kupuje się pod wpływem impulsu, a potem okazuje się, że towarzyszy nam znacznie częściej, niż można by się spodziewać.
Źródło: Spider's Web
Źródło: Spider's Web


