Głosowe komendy zamiast joysticka: tak Rheinmetall uczy żołnierzy dowodzić rojem dronów
Rheinmetall i australijski startup Breaker zaprezentowali system, dzięki któremu załoga wozu bojowego Boxer CRV kieruje grupą autonomicznych dronów samym głosem, bez dodatkowych kontrolerów. Integrację oprogramowania z pojazdem udało się przeprowadzić w niecałe pół roku.
Operator nie sięga po dodatkowy pilot ani nie odrywa dłoni od sterowania pojazdem - wystarczy, że wypowie komendę do mikrofonu w słuchawkach, a system sam przełoży ją na konkretne działania grupy bezzałogowych maszyn. Taki mechanizm zaprezentowali wspólnie Rheinmetall oraz australijski startup Breaker, testując go na kołowym wozie rozpoznawczym Boxer CRV. Pomysł zakłada, że pojedynczy pojazd z załogą stanie się węzłem dowodzącym własną grupą robotów, bez potrzeby angażowania kolejnych osób do obsługi.
Komenda głosowa wystarczy, reszta należy do dronów
Rheinmetall Defence Australia nawiązał współpracę z firmą Breaker, by wdrożyć do pojazdów opancerzonych koncepcję nazywaną Human Machine Teaming. Chodzi o model, w którym ludzie i autonomiczne systemy działają razem, a maszyny nie są już tylko zdalnie sterowanymi narzędziami - same przejmują część czynności niezbędnych do realizacji zadania.
W australijskim Boxerze funkcję tę pełni tactical orchestration agent, opracowany przez Breaker. Narzędzie zintegrowano z otwartą architekturą elektroniczną pojazdu, dzięki czemu załoga może wydawać głosowe polecenia całym zespołom bezzałogowych systemów naraz.
Co istotne, podczas pokazu nie zorganizowano dla operatora żadnego dodatkowego stanowiska ani specjalistycznego sprzętu - posłużono się zwykłym zestawem słuchawkowym, w jaki wyposażony jest Boxer. Po szkoleniu trwającym mniej niż 30 minut jeden członek załogi potrafił jednocześnie kierować głosem rojem dronów i wykonywać standardowe czynności związane z obsługą pojazdu.
Rój bez sensu, gdy trzeba do niego armii ludzi
Pojedynczym dronem da się sterować przy pomocy tradycyjnego kontrolera, ale ten model przestaje działać, gdy maszyn jest pięć, dziesięć albo kilkadziesiąt. Przydzielanie jednej osoby do każdego bezzałogowca z góry wyklucza mówienie o realnym wykorzystaniu autonomii.
To właśnie z tego powodu Pentagon inwestuje w rozwiązania, w których sam rój dzieli zadania między poszczególne jednostki. Rola człowieka ogranicza się do wyznaczenia celu misji, a kwestie takie jak wyznaczanie tras, podział terenu czy reakcja na utratę jednego z dronów mogą zostać oddane oprogramowaniu.
Breaker przyjął zbliżone podejście w warstwie interfejsu. Operator nie musi zarządzać każdym robotem z osobna ani przeklikiwać się przez rozbudowane menu - wystarczy, że przekaże systemowi swoje oczekiwania, tak jak wydałby polecenie innemu żołnierzowi w załodze.
W praktyce to właśnie taki stopień uproszczenia może zdecydować, czy autonomiczne maszyny da się w ogóle wykorzystywać masowo w realnej walce. Załoga Boxera i tak musi równolegle obserwować otoczenie, prowadzić pojazd oraz zajmować się sensorami, uzbrojeniem i łącznością - dorzucenie kilku dodatkowych ekranów do obsługi dronów raczej utrudniłoby niż ułatwiło jej pracę.
Boxer jako centrum własnej formacji
Według Rheinmetalla nowa funkcja ma wydłużyć zasięg obserwacji oraz zwiększyć możliwości bojowe pojazdu bez konieczności powiększania załogi. Dron może wyprzedzić Boxera i rozpoznać teren, zanim ludzie znajdą się w zasięgu przeciwnika, a inna autonomiczna maszyna może pilnować flanki albo wejść w rejon zbyt niebezpieczny dla człowieka.
Kluczowe jest jednak to, że żołnierz w dalszym ciągu decyduje, co ma zostać wykonane, ale nie musi już ręcznie prowadzić maszyny przez każdy kolejny krok zadania. Rheinmetall określa to wprost jako zamianę każdego pojazdu w centrum jego własnej, autonomicznej formacji. Nie oznacza to jednak gotowego systemu, w którym Boxer samodzielnie wypuszcza dziesiątki uzbrojonych robotów - zaprezentowana demonstracja dotyczyła przede wszystkim warstwy dowodzenia i modelu współpracy załogi z bezzałogowcami.
Analogiczny kierunek rozwoju widać też w lotnictwie. BAE Systems pracuje nad hełmem, który ma umożliwić pilotowi myśliwca wskazywanie celów przy jednoczesnym kierowaniu towarzyszącymi mu dronami. W obu przypadkach problem jest ten sam: człowiek ma dowodzić grupą autonomicznych maszyn, nie mogąc zostać przytłoczonym sposobem ich obsługi.
Integracja w pół roku
Samo tempo wdrożenia robi równie duże wrażenie co sam pokaz możliwości. Najpierw, w ciągu zaledwie kilku tygodni, oprogramowanie Breaker trafiło do symulatora Rheinmetalla. Działający system na realnym Boxerze zaprezentowano w mniej niż 6 miesięcy od startu współpracy obu firm.
Kluczową rolę odegrała tu otwarta architektura pojazdu. Rheinmetall porównuje wdrożenie nowego oprogramowania do podłączenia kolejnego modułu, a nie do przebudowy całej elektroniki maszyny.
To cecha, która zyskuje coraz większe znaczenie we współczesnym sprzęcie wojskowym. Pojazd potrafi służyć przez 20-30 lat, podczas gdy oprogramowanie, drony i algorytmy zmieniają się w skali miesięcy. Konstrukcja zamknięta na nowe technologie może więc zestarzeć się cyfrowo dużo szybciej niż jej podwozie czy pancerz.
Australijskie egzemplarze Boxera powstają w ramach programu LAND 400 Phase 2. Rheinmetall ma dostarczyć łącznie 211 takich wozów, które mają służyć w australijskiej armii przez kolejne dekady - stąd możliwość dokładania nowych cyfrowych funkcji ma znaczenie wykraczające poza jeden pokaz technologiczny.
Ciężki wóz i rój dronów stają się jednym systemem
Jeszcze niedawno ciężki pojazd opancerzony i rój niewielkich dronów mogły uchodzić za technologie z zupełnie innych epok - jeden powstaje w wielkiej fabryce zbrojeniowej i waży dziesiątki ton, drugie można wyprodukować szybko, tanio i wymienić po kilku miesiącach.
Dziś te dwa światy zaczynają się mocno przenikać. Niemcy zaprezentowali już ciężarówkę Zetros wyposażoną w system do wysyłania całych grup dronów kamikadze. Australijski Boxer pokazuje z kolei drugi element tej samej układanki - sposób, w jaki człowiek wewnątrz klasycznego pojazdu może nad tym wszystkim zapanować.
Rozwiązaniem coraz rzadziej będzie kolejny joystick czy dodatkowy ekran. Zadaniem żołnierza ma być określenie zamiaru działania, a nie ręczne wykonywanie za maszynę każdej czynności. Jeśli tego typu interfejsy sprawdzą się niezawodnie w warunkach bojowych, operator będzie mógł przekazać zespołowi robotów, czego potrzebuje, a zaraz potem wrócić do prowadzenia własnego pojazdu. To może być jeden z najbardziej wyraźnych sygnałów przejścia od armii, która po prostu posiada drony, do armii, w której autonomiczne maszyny stają się pełnoprawnymi członkami zespołu.
Źródło: Spider's Web


