Dwa konta, jedno powiadomienie dziennie – tyle wystarczy, by ludzie mądrzej czytali newsy
Nowe badanie pokazuje, że wystarczy śledzić dwa profile informacyjne i mieć włączone powiadomienia, by po dwóch tygodniach lepiej odróżniać fake newsy od prawdziwych informacji. Wnioski kłócą się z tym, co o apetycie użytkowników na newsy twierdzi Meta.
Naukowcy prowadzący eksperyment nie próbowali zwalczać dezinformacji za pomocą etykiet ostrzegawczych ani prostować fałszywych wiadomości. Poprosili jedynie uczestników, by przez dwa tygodnie śledzili dwa konta informacyjne i włączyli sobie powiadomienia z tych profili. Nikogo do niczego nie zmuszano.
Wśród osób, które faktycznie obserwowały te konta i dostawały od nich powiadomienia, zaobserwowano wymierne zmiany:
- poziom wiedzy o bieżących wydarzeniach podniósł się o 0,21 punktu
- umiejętność odróżniania fałszywych informacji od prawdziwych poprawiła się o ponad 1 punkt
- zaufanie do mediów wzrosło o 0,13 punktu w sześciopunktowej skali
Co istotne, uczestnicy nie mieli wrażenia, że są przez to lepiej poinformowani, a badanie nie wykazało też wpływu na polaryzację poglądów. Kwestia przeciążenia informacyjnego pozostała poza zakresem analizy. Wniosek jest jednak taki, że sam nawyk otrzymywania powiadomień o newsach oraz choćby umiarkowane zainteresowanie treściami informacyjnymi przynosi realne korzyści.
Skąd ten efekt? Wartościowe treści działają nawet wtedy, gdy nie są głównym punktem uwagi odbiorcy. Kluczową rolę odegrały jednak same powiadomienia – zdaniem badaczy to właśnie one pozwoliły informacjom przebić się przez szum panujący na platformach społecznościowych, które i tak pochłaniają większość naszej codziennej uwagi.
Uczestnikom po prostu dostarczono fakty, a oni je przyswoili i wyciągnęli z nich naukę – nawet w gąszczu innych treści. Problem w tym, że większości ludzi brakuje wypracowanego nawyku takiego świadomego konsumowania mediów.
Social media niczego nie uczą? Nieprawda
Wbrew popularnej opinii i niejednemu clickbaitowemu nagłówkowi, media społecznościowe mogą realnie edukować. Nie chodzi tylko o subiektywne poczucie bycia poinformowanym, ale o faktyczne wzmacnianie zdolności poznawczych użytkowników – pod warunkiem, że dostaną odpowiedni bodziec i szansę zobaczenia czegoś więcej niż koty, polityczne przepychanki i internetowy banał.
Trochę to zaskakujące w zestawieniu z polityką Meta wobec linków publikowanych na stronach. Link owszem da się wkleić, ale dotrze on do ułamka odbiorców i pojawi się bez choćby miniaturki, która mogłaby przyciągnąć wzrok.
Prawdziwym problemem nie są jednak same algorytmy, lecz brak styczności z wartościowymi treściami. Nawet na Instagramie czy TikToku, platformach kojarzonych raczej z rozrywką niż z newsami, jakościowe źródła informacji istnieją. Trzeba im tylko pomóc dotrzeć do odbiorców.
Zaufanie
Najbardziej intrygujący jest wzrost zaufania do mediów – i to nie tylko do konkretnych obserwowanych kont, ale do mediów jako takich. To trochę jak odkrycie, że mleko wcale nie było zepsute, tylko po prostu piliśmy złe.
To zaufanie rodzi się z kontaktu z treściami, które spełniają swoją podstawową funkcję: informują, tłumaczą i nie manipulują odbiorcą. Może to mieć efekt kuli śnieżnej – im więcej ufamy, tym chętniej czytamy, a im więcej czytamy, tym lepiej potrafimy filtrować otaczający nas świat. Wniosek nasuwa się sam: wystarczy dostarczyć ludziom newsy, a resztę zrobią sami, bo wcale nie są tak bezradni, jak mogłoby się wydawać.
Meta się myli
Meta konsekwentnie powtarza, że użytkownicy nie chcą oglądać newsów. Opisywane badanie pokazuje jednak, że to twierdzenie jest co najwyżej ładnie opakowanym fałszem. Platformy społecznościowe zapewne doskonale zdają sobie z tego sprawę, tylko promowanie jakościowych mediów po prostu im się nie opłaca. Bardziej opłacalne jest to, co realnie ogłupia ludzi i przykuwa ich uwagę za pomocą mechanizmów zaangażowania.
Autor tekstu stoi na stanowisku, że platformy społecznościowe powinny aktywniej promować treści informacyjne, zwłaszcza te wysokiej jakości, bo to one wnoszą realną wartość. Nie chodzi o rezygnację z memów, kotów czy internetowych żartów, lecz o znalezienie między nimi miejsca na rzeczy, które mają znaczenie i realnie wzbogacają społeczeństwo.
Minimum, by wydobyć maksimum
Do osiągnięcia opisanych efektów wystarczyły dwa konta i jedno powiadomienie dziennie. Pokazuje to, że w natłoku treści czasem odrobina czegoś naprawdę wartościowego potrafi wywołać konkretny, mierzalny efekt – niewielki wysiłek może przynieść zaskakująco dużo korzyści.
Mamy dziś do czynienia zarówno z kryzysem zaufania do mediów, jak i z kryzysem samego konsumowania informacji, a odpowiedzialność za to zdaje się spoczywać w dużej mierze na platformach społecznościowych, które nie promują jednoznacznie wartościowych treści. Sami użytkownicy raczej nie zaczną z własnej inicjatywy śledzić dwóch jakościowych kont i codziennie czytać zestawienia najważniejszych wiadomości. Sytuacja wygląda więc patowo – chyba że to same platformy zdecydują się pójść po rozum do głowy i pomóc społeczeństwu odrobinę się w tym wszystkim „ogarnąć”.
Źródło: AntyWeb
Źródło: AntyWeb


