Australia próbowała wejść do kosmicznej ligi. Debiut rakiety Eris zakończył się porażką
Firma Gilmour Space z Gold Coast wystrzeliła pierwszą w pełni australijską rakietę orbitalną, ale misja nie zakończyła się osiągnięciem orbity. Mimo to przedsiębiorstwo zapowiada kolejne próby i rozbudowę floty pojazdów.
Australijskie przedsiębiorstwo Gilmour Space postawiło sobie zadanie, które brzmi klarownie, ale wcale nie jest łatwe do zrealizowania: skonstruować rodzimy system nośny, dzięki któremu Australia mogłaby samodzielnie wynosić ładunki na orbitę. W dobie mocno umiędzynarodowionego rynku kosmicznego posiadanie własnej infrastruktury startowej to nie tylko kwestia prestiżu, ale też narzędzie realnego wpływu na globalny sektor oraz element technologicznej niezależności kraju.
Konstrukcja rakiety Eris składa się z trzech stopni, a jej całkowita wysokość sięga 25 metrów. Pojazd ma być w stanie umieścić na niskiej orbicie okołoziemskiej ładunek o masie od 215 do 305 kg. Pod względem gabarytów przypomina trochę amerykańskiego Electrona firmy Rocket Lab, jednak wyróżnikiem Eris jest zastosowanie hybrydowego napędu, opartego na dwóch własnych typach silników – Sirius i Phoenix. Za start odpowiadają cztery jednostki Sirius w pierwszym stopniu, spalające drukowane w technologii 3D paliwo granulowane wraz z nadtlenkiem wodoru jako utleniaczem. Drugi stopień pracuje na jednym silniku tego samego typu, natomiast trzeci wykorzystuje klasyczny silnik ciekły Phoenix.
To właśnie ten hybrydowy układ napędowy może okazać się kluczem do sukcesu całego projektu – w branży kosmicznej takie rozwiązanie wciąż traktowane jest jako mało popularne, choć w teorii łączy zalety zarówno napędów ciekłych, jak i tych na paliwo stałe. Gilmour Space nie chce jedynie udowodnić, że jest w stanie wynieść ładunek na orbitę – firmie zależy również na potwierdzeniu, że alternatywne podejścia w inżynierii rakietowej mają sens praktyczny.
Droga przez męki (i opóźnienia)
Start nastąpił 29 lipca 2025 roku, o godzinie 22:35 UTC, z kosmodromu Bowen Orbital Spaceport położonego w północnym Queenslandzie. Był to pierwszy australijski start orbitalny od 1971 roku – i zarazem pierwszy w historii, który zrealizowała australijska rakieta wystrzelona z terytorium tego kraju przez podmiot prywatny.
Zanim jednak doszło do startu, projekt przeszedł przez szereg przeszkód. W maju doszło do uszkodzenia owiewek – winne było niezaplanowane zadziałanie mechanizmu separacji, wywołane przepięciem w instalacji elektrycznej. Miesiąc później na plany wpłynęły niekorzystne warunki wiatrowe, a także przejście cyklonu Alfred w pobliżu wybrzeża. Dodatkowym utrudnieniem był brak elementów infrastruktury, które w krajach z dłuższą tradycją kosmiczną są już czymś oczywistym – standaryzowanych procedur startowych, transmisji live czy centrów kontroli lotu wyposażonych w systemy redundantne.
Kosmodrom z umową społeczną
Bowen Orbital Spaceport to pierwszy obiekt tego typu w Australii posiadający pełną licencję na starty orbitalne. Jego budowa była możliwa dzięki porozumieniu zawartemu z ludem Juru, tradycyjnymi opiekunami tego terenu, a formalną zgodę na działalność kosmodrom otrzymał od Agencji Kosmicznej Australii w kwietniu 2024 roku. Obiekt znajduje się nad Morzem Koralowym i pozwala na starty w kierunku orbit o inklinacji od 20 do 65 stopni, co dobrze wpisuje się w potrzeby satelitów typu SSO oraz misji o charakterze komercyjnym.
Lokalizacja oraz elastyczność kosmodromu mogą dać Australii szansę na obecność na rynku wynoszenia ładunków – rynku, który obecnie jest silnie obłożony przez kilku dużych państwowych graczy oraz kilkanaście prywatnych firm z Stanów Zjednoczonych, Chin i Europy. Jeśli Australia chce zaistnieć w tym gronie na stałe, czeka ją jeszcze wiele pracy.
Od druku 3D po hipersonikę
Poza samą rakietą Gilmour Space rozwija też własną platformę satelitarną o nazwie ElaraSat. Firma współpracuje również z LatConnect60 przy realizacji misji teledetekcyjnych, których celem jest monitorowanie emisji metanu i dwutlenku węgla. W portfolio usług znajdują się także loty suborbitalne – testy technologii hipersonicznych realizowane w ramach usługi HPRFLT (HyPeRsonic FLight Test), umożliwiające badanie materiałów i pojazdów w warunkach lotu z prędkością pięciokrotnie przekraczającą prędkość dźwięku.
Nawiązana współpraca z Exolaunch oraz Atomos Space ma umożliwić Gilmour Space dostęp do rynków europejskich i szerszego zakresu usług orbitalnych. Wszystkie te działania wskazują, że firma stawia sobie za cel stanie się pełnoprawnym integratorem misji kosmicznych, a nie tylko dostawcą samej rakiety.
Perspektywy
Choć pierwszy lot nie zakończył się osiągnięciem orbity, Gilmour Space już przygotowuje kolejny egzemplarz rakiety Eris, wykorzystując wnioski wyciągnięte z danych zebranych podczas misji oznaczonej jako „TestFlight 1”. Firma planuje również wprowadzenie wersji Block 2, charakteryzującej się znacznie większą nośnością – do 1000 kg na LEO – a w dalszej perspektywie wersję ciężką, Eris Heavy, mającą podnieść limit wynoszonej masy do 4000 kg i umożliwić realizację misji załogowych.
W tym samym czasie spółka otrzymała dodatkowe 5 milionów dolarów australijskich w ramach rządowego programu wsparcia dla przemysłu. Coraz więcej krajów zwraca uwagę na sektor kosmiczny jako obszar strategiczny – i trudno się dziwić, że Australia nie chce w tym wyścigu pozostać jedynie obserwatorem.
Źródło: AntyWeb
Źródło: AntyWeb


