Volvo traci miliardy, ale szykuje tani elektryk na 2027 rok
Szwedzki producent notuje gigantyczną stratę operacyjną i zwalnia tysiące pracowników, lecz jednocześnie zapowiada nowy, przystępny cenowo model elektryczny, który ma trafić na rynek po wakacjach 2027 roku.
Branża motoryzacji elektrycznej dzieli się dziś wyraźnie na dwie prędkości. Jedni producenci, głównie z Chin, poruszają się w niej bardzo swobodnie, inni - zwłaszcza firmy z wieloletnią tradycją budowy aut spalinowych - przechodzą prawdziwą transformację okupioną sporymi kosztami. Volvo jest tego dobrym przykładem, bo właśnie ogłosiło wyniki za trzeci kwartał 2026 roku, a te okazały się fatalne. Mimo to koncern nie rezygnuje z planów elektryfikacji i zapowiada premierę nowego modelu już za niespełna dwa lata.
Pół miliarda euro straty i fala zwolnień
Wyniki finansowe szwedzkiej marki za ostatni kwartał pokazują skalę problemów - strata operacyjna sięgnęła 5,6 miliarda koron szwedzkich (SEK), czyli ponad 500 milionów euro, co w przeliczeniu daje około 2,17 miliarda złotych. Marża EBIT spadła do poziomu -8,4%. W odpowiedzi na te liczby zarząd postawił na klasyczne w takich sytuacjach rozwiązanie, czyli cięcie zatrudnienia. Łącznie posadę straci około 2500 osób, z czego aż 2000 etatów zniknie w szwedzkich fabrykach oraz działach badawczo-rozwojowych. Redukcje mają polegać przede wszystkim na rezygnacji ze współpracy z zewnętrznymi firmami doradczymi, programach dobrowolnych odejść oraz zamrożeniu rekrutacji na nowe stanowiska.
Na obecną sytuację finansową Volvo złożyło się kilka czynników jednocześnie:
- Sprzedaż na rynku chińskim, największym na świecie dla motoryzacji, zapadła się rok do roku niemal o połowę
- Napięcia handlowe między Unią Europejską a Chinami i podwyższone cła uderzyły w łańcuch dostaw modeli budowanych wspólnie z Geely
- Zniesienie dopłat rządowych do elektryków w kluczowych państwach Europy Zachodniej szybko ostudziło zainteresowanie klientów indywidualnych
Pomimo trudności firmy wciąż nie brakuje osób zainteresowanych kolejnymi autami ze Szwecji, szczególnie tymi z napędem elektrycznym. Dla nich koncern ma w zanadrzu konkretną nowość, która ma wjechać na rynek w niedalekiej przyszłości.
Czy to będzie Volvo EX50? Ma kusić niższą ceną
Wprowadzenie nowego modelu, a właściwie całej serii kolejnych premier, ma być jednym ze sposobów na wyjście z finansowych tarapatów. Sytuację koncernu komplikują też wysokie ceny flagowych aut, które utrudniają dotarcie do szerokiego grona kupujących. Dochodzą do tego opóźnienia produkcyjne - model EX60, choć zebrał ponad 50 tysięcy zamówień, wciąż czeka na uporanie się z przesunięciami harmonogramu fabrycznego. Receptą na te bolączki ma być najbardziej rozbudowany w dziejach marki plan nowych produktów, zakładający aż 13 premier do 2030 roku. Jego kluczowym elementem, przynajmniej w Europie, ma zostać nowy model elektryczny o niższym pozycjonowaniu, którego start zaplanowano na okres po wakacjach 2027 roku.
Choć nie ma jeszcze oficjalnego potwierdzenia, mówi się, że chodzi o Volvo EX50, które z czasem miałoby zająć miejsce dotychczasowego EX40. Auto ma bazować na modularnej platformie SPA3 z architekturą 800V, co ma zagwarantować szybkie ładowanie, duży zasięg oraz 10-letnią gwarancję na baterię. Produkcja ma odbywać się w nowoczesnej fabryce powstającej w słowackich Koszycach, której zdolności produkcyjne mają sięgać nawet 250 tysięcy aut rocznie. Widać wyraźnie, że Volvo gra va banque - z jednej strony ogranicza zatrudnienie na dużą skalę, z drugiej inwestuje w konkretny projekt tańszego samochodu, który ma powtórzyć, a może nawet przebić sukces modelu EX30. Połączenie jakości premium z przystępną ceną może stać się dla marki nowym rozdziałem, bez którego trudno będzie jej utrzymać pozycję wśród licznej konkurencji na rynku.
Źródło: AntyWeb


