Firmy

Promocje w sklepach kuszą coraz częściej, ale coraz trudniej z nich skorzystać

Liczba ofert promocyjnych w polskich sklepach rośnie, jednak analitycy wskazują, że są one obwarowane coraz większą liczbą warunków. Aplikacje, karty lojalnościowe i konieczność kupowania kilku sztuk sprawiają, że realna korzyść dla klienta bywa iluzoryczna.

4 min czytania

Niby tanio jak nigdy, przy kasie szok. Sklepy robią nas w balona na promocjach
Niby tanio jak nigdy, przy kasie szok. Sklepy robią nas w balona na promocjach

Otwieram aplikację ulubionej sieci handlowej i jednym kliknięciem zmieniam cenę masła na 1,99 zł, a mleka na kwotę poniżej złotówki. Do koszyka mogę dorzucić dwie darmowe figi, jedną puszkę napoju gratis i przecenione pomidory. Na stronie innej sieci od razu wita mnie ogromny baner zachęcający serem za złotówkę. W pozostałych witrynach reklamowany jest karton mleka po 1,49 zł oraz darmowa kawa i czekolada.

Problem w tym, że pułapek czyha co najmniej kilka. Po pierwsze, żeby skorzystać z takich ofert, konieczne jest uczestnictwo w programie lojalnościowym danej sieci i zeskanowanie karty lub aplikacji przy kasie. Po drugie, i to jest chyba istotniejsze - większość promocji aktywuje się tylko wtedy, gdy klient kupi określoną liczbę produktów. W praktyce oznacza to konieczność wzięcia na przykład sześciu kartonów mleka, dwóch opakowań fig czy trzech sztuk masła.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nigdy wcześniej ceny nie były tak atrakcyjne - wszystko wygląda jak jedna wielka wyprzedaż. To jednak złudne wrażenie. Po głębszej analizie widać, że np. chleb jest tańszy wyłącznie w wybranych godzinach i pod warunkiem zakupu kilku bochenków naraz.

Takie mechanizmy funkcjonują na rynku od dawna i konsumenci zdają się je już akceptować jako coś normalnego. "Promocje muszą być jasne i zrozumiałe, bez piętrzących się warunków i wyłączeń" - apelował prezes UOKiK Tomasz Chróstny, kierując te słowa do dyskontów działających w Polsce. Rzeczywistość rynkowa nie zawsze jednak idzie w tym kierunku.

Jak podaje serwis dlahandlu.pl, powołując się na raport przygotowany przez UCE Research, Hiper-Com Poland oraz Grupę Blix, w ciągu pierwszej połowy 2026 roku liczba promocji widocznych w gazetkach reklamowych wzrosła o prawie 43 tysiące w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku. To skok na poziomie 6,9 proc.

Czujecie tę różnicę? Wielu z nas jej nie odczuwa

Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland zwracała uwagę, że wzrost liczby ofert promocyjnych o 6,9 proc. nie oznacza automatycznie większych korzyści dla kupujących.

Możemy mieć sytuację, w której promocji statystycznie przybywa, ale są one bardziej selektywne i warunkowe. Coraz częściej są bowiem powiązane z zakupem kilku sztuk, posiadaniem aplikacji lub karty lojalnościowej albo obowiązują tylko przez bardzo krótki czas.

Julita Pryzmont, Hiper-Com Poland

Sam bywam w sytuacji, że z rozmysłem rezygnuję z jakiejś oferty, bo zwyczajnie nie mam czasu ani cierpliwości, żeby przeszukiwać aplikację w poszukiwaniu okazji. Przy większych zakupach staram się nie odpuszczać, bo różnica w cenie może okazać się znacząca - to wynika z testu sklepowych aplikacji, który wcześniej przeprowadziliśmy. Przy drobnych zakupach częściej się poddaję, mimo że oznacza to, że kolejny rabat mi przepada.

Można się spierać, czy zakup na zapas rzeczywiście przekłada się na oszczędność, jeśli warunkiem promocji jest kupno kilku sztuk danego towaru. Teoretycznie produkty się nie zepsują i w końcu je wykorzystamy, ale nie każdy artykuł zdążymy zużyć w czasie, w jego dodatkowej ilości też nie zawsze jest nam potrzebna. Trudno jednak odmówić sobie dodatkowego opakowania pół kilograma pomidorów, jeśli jest gratis przy zakupie jednego - problem zaczyna się później, gdy trzeba je jakoś spożytkować.

To, że skorzystanie z promocji bywa skomplikowane, potwierdza analiza portalu tanikoszyk.pl. Z jej danych wynika, że w sierpniu aż 47 proc. ofert było obwarowanych dodatkowym warunkiem - kartą sieci, aplikacją, zakupem kilku sztuk, dziennym limitem albo kuponem.

Przy warzywach sieci po prostu obniżają cenę. Przy produktach przetworzonych i markowych obniżkę wiążą z warunkiem: kartą, zakupem kilku sztuk, limitem. Tak wygląda to w zebranych przez nas gazetkach.

autorzy analizy tanikoszyk.pl

Marcin Lenkiewicz z Grupy Blix podkreślał, że dyskonty owszem, komunikują więcej promocji, ale to nie musi oznaczać większej skali rzeczywistych przecen. Jak zaznaczał, sieci handlowe coraz częściej rezygnują z długotrwałych, ogólnych akcji promocyjnych na rzecz krótszych, bardziej precyzyjnie kierowanych do konkretnych grup ofert. W praktyce zmusza to klientów do częstszych wizyt w sklepach oraz regularnego sprawdzania aplikacji - dopiero wtedy można zauważyć, że przecenione są produkty, których pierwotnie nie planowaliśmy kupić, ale trudno się oprzeć komunikatowi o "- 70 proc." albo drugim produkcie za darmo.

Liczba promocji rośnie, co teoretycznie powinno działać na korzyść konsumentów. W praktyce jednak stajemy się w pewnym sensie zależni od sklepów - poświęcamy czas i uwagę na wyszukiwanie okazji. Pytanie, czy to wciąż się opłaca.

Źródło: Spider's Web