Technologie

Windows OEM traci grunt: Microsoft przyznaje, że gorzej będzie jeszcze długo

Przychody z licencji Windows dostarczanych wraz z nowymi komputerami wyraźnie się skurczyły, a Microsoft sam zapowiada, że kolejne miesiące przyniosą dalsze spadki. Winne są drożejące podzespoły, wyprzedane magazyny OEM i uparcie trzymający się rynku Windows 10.

4 min czytania

Microsoft i Windows w tarapatach. Zagrali va banque, a wyszło jak zwykle
Microsoft i Windows w tarapatach. Zagrali va banque, a wyszło jak zwykle

Opłaty licencyjne, jakie producenci komputerów przekazują Microsoftowi za preinstalowanego Windowsa, od lat stanowią jeden z filarów przychodów firmy z Redmond. Wrzesień zamknął pierwszy kwartał fiskalny roku 2027, co oznacza czas podsumowań, a te - przynajmniej w segmencie systemowym - wypadły blado.

W szerszej kategorii wyników, obejmującej także sprzęt Surface, przychody skurczyły się z 4,551 mld do 3,551 mld dolarów. Nie da się tego złożyć wyłącznie na karb samych Windowsów, jednak kierunek zmian jest czytelny i trudno uciec od wniosku, że to właśnie słabsza sprzedaż nowych licencji mocno zaważyła na ostatecznym rezultacie.

Rok po pożegnaniu z Windowsem 10

Impuls do zmiany systemu był w dużej mierze wymuszony - 14 października ubiegłego roku zakończyło się wsparcie dla Windows 10, co popchnęło rynek w stronę jedenastki. Jak podawał wtedy Gartner, dostawy komputerów w trzecim kwartale skoczyły o 8,2 proc., sięgając blisko 70 mln sztuk. Zdaniem analityków napędzała to w większości regionów wymiana sprzętu dokonywana jeszcze przed terminem odcięcia wsparcia. Ten impuls jednak wygasł, a po nim przyszło gwałtowne wyhamowanie i seria rozczarowujących wyników.

Swoje dołożyły także zapasy nagromadzone przez producentów i kanały sprzedaży. Rozładowywanie sprzętu zalegającego w magazynach zmniejsza potrzebę składania nowych zamówień, co dla modelu biznesowego opartego na licencjach jest kłopotliwe samo w sobie - partnerzy OEM przecież już wcześniej uregulowali należności za licencje wbudowane w te maszyny.

Winne centra danych

Ceny laptopów i desktopów poszybowały w górę w zastraszającym tempie. Jak informuje Counterpoint, globalne dostawy komputerów w trzecim kwartale 2026 roku zanurkowały o 21 proc., do poziomu 57 mln urządzeń. Największym problemem pozostają ceny komponentów - niedostatek pamięci konsumenckich na rynku sprawia, że nowe modele drożeją w sposób wyraźnie odczuwalny. Nawet firmy, które częściowo musiały odświeżyć swój park sprzętowy, nie zdołały zrekompensować tych spadków.

Windows 10 tymczasem wcale nie ma zamiaru odchodzić w zapomnienie. Według danych Steama z września system ten utrzymywał jeszcze 23,61 proc. udziału, podczas gdy Windows 11 osiągnął 71,34 proc. Co ciekawe, udział jedenastki właściwie się zatrzymał, a dziesiątka zyskała miesiąc do miesiąca około 1 punktu procentowego. Trzeba pamiętać, że statystyki Steama bazują na losowej próbie użytkowników, więc pewne odchylenia od realnego obrazu rynku są możliwe. Mimo to coś tu wyraźnie nie gra, skoro system pozbawiony wsparcia nie traci udziałów, choć powinien systematycznie je oddawać.

Aktualizacja owszem, nowy komputer niekoniecznie

Sam Microsoft częściowo przykłada rękę do tej sytuacji, prowadząc konsumencki program rozszerzonych aktualizacji bezpieczeństwa ESU, który potrwa do października 2027 roku. Program nie wprowadza nowych funkcji, ale daje dostęp do poprawek w przypadku krytycznych luk.

Warto też pamiętać, że migracja na Windows 11 wcale nie musi wiązać się z zakupem nowego sprzętu. Część użytkowników instaluje system "na siłę" na laptopach i komputerach stacjonarnych, które oficjalnie nie spełniają wymagań, inni z kolei korzystają z dozwolonych metod obejścia ograniczeń tam, gdzie jest to możliwe. Coraz więcej osób wyciąga z szaf starsze maszyny i przywraca je do użytku - to też konsekwencja gwałtownych podwyżek cen. Autor tekstu przyznaje, że nigdy wcześniej nie widział tylu ludzi oddających się recyklingowi sprzętu zalegającego w piwnicach: dotyczy to nie tylko komputerów, ale i podzespołów, które dostają drugie życie.

Microsoft nie liczy na poprawę

Kolejny kwartał, obejmujący dwa ostatnie miesiące roku, zapowiada się dla koncernu równie trudno. Firma prognozuje dalszy spadek przychodów w kategorii Windows OEM and Devices o około 35 proc. rok do roku, a sam segment OEM ma odnotować spadek rzędu 27 proc. Biorąc pod uwagę, że presja na rynek ma się utrzymać co najmniej do końca dekady, perspektywy brzmią pesymistycznie nie tylko dla samego Redmond.

Osoby posiadające obecnie relatywnie nowe lub wciąż sprawne laptopy będą zapewne jeszcze mocniej opierać się wymianie sprzętu. Ceny rosną w błyskawicznym tempie, przez co oferta sprzed niespełna roku dziś może wydawać się nieatrakcyjna cenowo. Skoro poprawy nie widać na horyzoncie, trudno liczyć na odwrócenie trendu zarówno po stronie konsumentów, jak i firm czy korporacji. Microsoft upatruje dla siebie szansy w rozwiązaniach opartych na łączeniu maszyn z Windowsem działającym w chmurze - choć o tym koncept ten mówi od co najmniej dekady, a realne zmiany są niewielkie i rozwiązanie to funkcjonuje głównie w dużych organizacjach. Klienci indywidualni oczekują jednak, że ich komputer będzie działał bez przerwy, niezależnie od dostępności internetu.

Źródło: AntyWeb