Technologie

Smartfony drożeją, bo pamięci wykupują centra danych - zyskują tylko Samsung i Apple

Branża mobilna przechodzi głęboką przebudowę za sprawą rosnącego popytu na pamięci do serwerowni. Nowy raport Counterpoint Research pokazuje, kto na tym traci, a kto zyskuje.

3 min czytania

Inni tracą, a Samsung i Apple zyskują. O co tu chodzi?
Inni tracą, a Samsung i Apple zyskują. O co tu chodzi?

Rynek telefonów komórkowych wygląda dziś zupełnie inaczej niż jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Powodem jest przede wszystkim ogromny apetyt centrów danych na moduły pamięci, co sprawia, że zapasy tych komponentów są masowo przechwytywane przez sektor serwerowy. Odczuwa to także elektronika konsumencka - telefony zdrożały, a producenci przycinają oferty, zwłaszcza w segmencie modeli tańszych. Najlepiej widać to po liczbie dostarczanych czipów.

Samsung i Apple wygrywają na ograniczeniach w produkcji

Z najświeższych danych Counterpoint Research wynika, że globalny rynek układów scalonych skurczył się w trzecim kwartale 2026 roku aż o 20 procent rok do roku.

MediaTek i Qualcomm, czyli dwaj najwięksi dostawcy procesorów do smartfonów z Androidem, odnotowali spadki liczone w kilku punktach procentowych. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Apple i Samsunga - to jedyni gracze, którzy na tej zawierusze coś ugrali.

Stoi za tym kilka splatających się zjawisk: słabnący popyt na telefony oraz rosnące koszty pamięci DRAM. Sam wskaźnik może wydawać się przeciętnemu użytkownikowi odległy od jego codziennych wyborów zakupowych - w końcu produkcja elektroniki przez wielkie koncerny to nie jego problem.

W rzeczywistości mamy jednak do czynienia z przesunięciami, które nie rzucają się w oczy od razu. Nowe urządzenia, w przeciwieństwie do tych sprzed lat, otrzymują wsparcie na długie lata i nadają się do użytku przez znacznie dłuższy czas. Modele z niższej półki w cenie 1000-1500 zł jeszcze sześć czy osiem lat temu starczały góra na dwa sezony, po których zaczynały zwalniać, a producent przestawał dbać o aktualizacje.

Dziś obraz jest inny. Elektronika owszem zdrożała - telefony ze średniej półki, które jeszcze niedawno kosztowały wyraźnie mniej, dziś trzeba kupować za około 2000 zł. Jednak takie urządzenia pod wieloma względami niewiele ustępują sprzętowi za 4,5 czy nawet 6 tysięcy złotych. W codziennym użytkowaniu nie czuć różnicy w wydajności, która skłaniałaby do frustracji - te telefony po prostu spełniają swoje zadanie bez zarzutu.

Drugi istotny element to długość wsparcia aktualizacjami, sięgająca nawet sześciu lat. Firmy takie jak Samsung dostarczają kolejne wersje Androida nawet do modeli budżetowych przez wiele lat od premiery. Oba te czynniki razem sprawiają, że przeciętny użytkownik nie musi już wymieniać telefonu co dwa czy trzy lata. Rozsądnie dobrane urządzenia, na przykład z serii Galaxy A5X, potrafią służyć bez większych problemów przez 4-5 lat, a z każdym kolejnym rokiem ta trwałość tylko rośnie.

Analitycy spodziewają się dalszego osłabienia rynku smartfonów

Według prognoz Counterpoint globalna sprzedaż układów scalonych w całym 2026 roku ma zmniejszyć się o 20 procent względem roku 2025. W 2027 roku spadek ma pogłębić się o dodatkowe 3-4 procent. Równolegle spodziewany jest wzrost cen samych pamięci, a w ślad za nimi także smartfonów i innego sprzętu elektronicznego.

Z jednej strony to niekorzystna wiadomość dla portfeli - zakup nowego telefonu będzie kosztował więcej. Z drugiej strony taka sytuacja może ograniczyć niepotrzebne wymienianie sprawnych jeszcze urządzeń co rok czy dwa, czyli zbędny konsumpcjonizm.

Źródło: Spider's Web