Technologie

Protest maszynistów sparaliżował kolej: co trzeci pociąg jechał z opóźnieniem

Zapowiedziana na całą dobę akcja Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce została skrócona do godziny 12:00 po deklaracji ministra infrastruktury. Mimo to piątkowy poranek przyniósł spore utrudnienia w ruchu pociągów.

5 min czytania

Co trzeci pociąg opóźniony. Protest maszynistów bardzo dotkliwy
Co trzeci pociąg opóźniony. Protest maszynistów bardzo dotkliwy

Pierwotnie protest miał potrwać do samej północy, ale Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych w Polsce zmienił plany na bardziej kompromisowe. Ostatecznie pociągi jechały przez przejazdy kolejowo-drogowe z ograniczoną prędkością 20 km/h jedynie do godziny 12:00 w piątek.

W związku z deklaracją Dariusza Klimczaka dotyczącą pilnego rozpoczęcia prac nad zmianami legislacyjnymi i rozwiązaniami technicznymi służącymi poprawie bezpieczeństwa na polskiej kolei, a także niezwłocznego wszczęcia prac nad ustawą o czasie pracy maszynisty, ZZM uznaje te zapowiedzi za pierwszy krok w kierunku rozwiązania systemowych problemów, na które Związek zwraca uwagę od lat. (...) ZZM oczekuje konkretnych decyzji i realnych działań, które będą efektem dzisiejszej deklaracji Ministra Infrastruktury

Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych w Polsce

Do akcji nie dołączyli wszyscy maszyniści, jednak jej skutki i tak były wyczuwalne. Jak podaje PAP na podstawie danych Portalu Pasażera, po godzinie 7 rano punktualność kursów spadła do około 70 proc., co oznacza, że problem dotknął mniej więcej co trzeci pociąg.

Zbliżony obraz sytuacji wynika ze statystyk PKP Intercity. Przewoźnik podał, że w godzinach rannych na trasę wyjechało 140 pociągów, z których 47 miało opóźnienia sumujące się do 1225 minut, co dawało średni wynik 26 minut zwłoki na skład.

Godzinę później, o 8:00, liczba uruchomionych połączeń PKP Intercity wzrosła do 171, a opóźnionych było już 86. Łączny czas strat czasowych sięgnął 2188 minut, choć średnie opóźnienie nieco się zmniejszyło - do 25 minut.

Koleje Śląskie przekazały, że wśród pociągów wyjeżdżających przed godziną 6:00 rano, około 30 proc. redukowało prędkość na przejazdach kolejowo-drogowych do 20 km/h.

Część maszynistów w ramach poparcia akcji protestacyjnej podaje na przejazdach sygnał "Baczność", bez zwalniania biegu pociągów

Koleje Śląskie

Już w czwartek przewoźnicy, próbując zminimalizować niedogodności dla podróżnych, zapowiedzieli, że w piątek będą honorować nawzajem bilety wszystkich linii pasażerskich - z wyjątkiem pociągów kategorii EIP. Dodatkowo osoby, które wcześniej kupiły bilety na piątek i zdecydowały się odwołać podróż z powodu protestu, mogły je zwrócić bez opłaty za odstępne.

PLK "straszyło" maszynistów

W komunikacie opublikowanym w czwartek wieczorem spółka PLK ostrzegała, że działania maszynistów "może przyczynić się do powstania znaczących opóźnień pociągów pasażerskich w dniach 11-12 września, zarówno w ruchu lokalnym, jak i dalekobieżnym". Zarządca infrastruktury kolejowej zasygnalizował przy tym, że zamierza "rozważać wyciągnięcie adekwatnych konsekwencji prawnych wobec podmiotów i osób odpowiedzialnych za ewentualną destabilizację funkcjonowania polskiej sieci kolejowej".

Pod postem Kolei Mazowieckich jedna z pasażerek zadała pytanie: "Dlaczego najbardziej ucierpią na tym pasażerowie?". Podróżna zaznaczyła, że rozumie motywacje maszynistów, ale nie kryje wątpliwości, dlaczego skutki akcji ponoszą zwykli ludzie.

Mam wrażenie, że ten wpis, jak i reakcja PLK, dobitnie pokazują, że mamy problem z protestami. Bardzo poważny problem

Bez trudu przyznajemy słuszność protestującym, ale jednocześnie nie chcemy, by ich działania odbiły się na nas samych. W ten sposób podważany jest fundament każdego protestu. Ciężko sobie wyobrazić akcję, która byłaby skuteczna, a jednocześnie nikomu nie przeszkadzała. Idealny wariant - wyrażenie sprzeciwu bez naruszania czyjegoś spokoju - to czysta utopia, niewykonalna w praktyce. Protest z definicji musi wywołać jakiś chaos, bo dopiero wtedy przestaje być ignorowany. Nawet zauważenie problemu bez presji nie skłoni nikogo do poszukiwania rozwiązań. Skoro spokojne apele nie przynosiły efektu, tym bardziej nie zadziała protest, którego nikt nie odczuje. Cały sens sprowadza się do tego, że dopiero irytacja ludzi wywołuje realną zmianę.

Można zarzucić autorowi tych słów wygodną pozycję - w dniu protestu siedzi w domu, nie musi dokądkolwiek jechać ani się spieszyć. Pytanie jednak, co z tymi, którzy takiego wyboru nie mieli?

Tylko w tym przypadku odpowiedź jest bardzo prosta - przez nieodpowiedzialnych kierowców, którzy w nosie mają obowiązujące przepisy, opóźnienia zdarzyć mogą się każdego innego dnia

Co więcej, takie zdarzenia są nieprzewidywalne - nikt nie wie, na którym przejeździe dojdzie do niebezpiecznej sytuacji. Duże opóźnienie w takich okolicznościach należy traktować jako stosunkowo dobry scenariusz, bo ostatni wypadek udowodnił, że bilans może być tragiczny.

Wybór jest w istocie prosty: albo akcja protestacyjna będzie uciążliwa, wywoła irytację i właśnie dlatego zmusi do reakcji, albo sytuacja pozostanie bez zmian. Problem zostanie odłożony na później, aż dojdzie do kolejnego groźnego incydentu. A w międzyczasie będą się zdarzać ciche, niezauważane opóźnienia wynikające z wypadków wstrzymujących ruch pociągów na wiele godzin.

Że do nich dojdzie - tego można być pewnym.

Prawie 76% wypadków na sieci kolejowej dotyczyło tzw. strony trzeciej (przyczyny mają związek z czynnikami lub osobami spoza systemu kolejowego). W 2025 r. doszło do 367 takich zdarzeń. Głównie są to potrącenia osób, które przechodziły w miejscach niedozwolonych, oraz wypadki na przejazdach kolejowo-drogowych. W wypadkach z udziałem strony trzeciej zginęło 175 osób – o 11 więcej niż w 2024 r. Ciężko ranne zostały 43 osoby (o 7 mniej niż w 2024 r.)

Urząd Transportu Kolejowego, podsumowanie 2025 r.

Trudno więc zrozumieć głosy obarczające winą maszynistów, jakoby to ich akcja miała odstraszyć ludzi od podróżowania kolejąs - jak gdyby wypadki, na które dziś zwracają uwagę protestujący, nie robiły tego już wcześniej.

Nasuwa się więc pytanie: czy takie wypadki nie dotykają zwykłych ludzi? Czy nie sprawiają, że ktoś spóźnia się do pracy, szkoły albo do domu? Czy nie utrudniają dojazdu na lotnisko lub inny dworzec? Tyle że to zdarza się na tyle często, że stało się normą, do której można się przyzwyczaić. Gdy jednak ktoś mówi "dosyć" i żąda konkretnych działań, natychmiast pojawia się krytyka - bo wtedy komuś przeszkadza.

Codzienna destabilizacja przez resztę roku uchodzi za coś normalnego, bo po prostu się zdarza i można liczyć, że akurat nas nie dotknie. Nikt się nie oburza, nikt nie domaga się zmian. Wystarczy liczyć na szczęście i nadzieję, że problem trafi na kogoś innego.

Źródło: Spider's Web

Źródło: Spider's Web