Nowy prezes Apple'a debiutuje na scenie, ale w tle wciąż widać rękę Tima Cooka
John Ternus poprowadził swoją pierwszą konferencję jako dyrektor generalny Apple'a, jednak wydarzenie Surprise and shine pokazało, że realny wpływ na firmę wciąż ma jego poprzednik.
Wtorkowe wydarzenie Surprise and shine zapisze się w historii Apple'a z dwóch powodów. Po pierwsze, zaprezentowano na nim pierwszego w dziejach firmy składanego iPhone'a. Po drugie - i to właśnie budzi największe emocje - całość poprowadził John Ternus, nowy dyrektor generalny koncernu. Mimo zmiany na stanowisku, cień dotychczasowego szefa Apple'a nadal był wyraźnie obecny.
Ternus prowadzi, ale to Cook nadaje tempo
Prezentacja wystartowała od dwuminutowego wprowadzenia, w którym Apple żartobliwie przerzucał się pomysłami na „efektowne otwarcie” wydarzenia. Po serii scenek nawiązujących do kina akcji, westernów i horrorów, widzów zaskoczył znajomy głos - a chwilę później twarz Tima Cooka, który z uśmiechem oznajmił, że to nie on jest tu bohaterem, i wskazał na Johna Ternusa.
Nie, nie, nie. Nie ja - to jest wasz koleś
Tim Cook
To niewielki, ale znaczący sygnał ze strony firmy. Przez ostatnie 15 lat twarzą Apple'a był właśnie Cook, więc dla wielu widzów brak jego powitalnego „Good morning” mógł być swoistym zaskoczeniem. Co więcej, część młodszych fanów marki może w ogóle nie pamiętać keynote'ów prowadzonych przez kogoś innego.
Nostalgię warto jednak zostawić na boku. Samo zaangażowanie Tima Cooka do nagrania na potrzeby Surprise and shine dowodzi, że Apple nie jest gotowy całkowicie odsunąć go w cień.
To wciąż Cook rozdaje karty, choć teraz robi to rękami Ternusa. Jego nowa funkcja - stworzona specjalnie z myślą o nim - to przewodniczący wykonawczy rady dyrektorów Apple'a. W tej roli będzie odpowiadał głównie za długofalową strategię firmy, kontakty z rządami i najważniejszymi partnerami politycznymi oraz pełnił funkcję globalnego ambasadora marki. Pozostanie także odpowiedzialny za relacje z administracją Donalda Trumpa oraz z Chinami, które nadal stanowią kluczowe zaplecze produkcyjne koncernu. Dodatkowo Cook ma wspierać Johna Ternusa w okresie przejściowym, angażując się nadal w sprawy łańcucha dostaw, zakupów i operacji firmy.
To bardzo szeroki zakres kompetencji i wpływów, który jasno pokazuje, że Ternus nie zarządza Apple'em samodzielnie. Widać to zresztą podczas samego wydarzenia - Surprise and shine otwiera Tim Cook, który po chwili schodzi na dalszy plan, choć cały pokaz wciąż utrzymany jest w jego charakterystycznym stylu prowadzenia.
Czy to jednak wada?
Występ Ternusa na scenie był dość bezbarwny - przyznaję, że musiałam ponownie odtworzyć nagranie, by przypomnieć sobie, jak nowy dyrektor generalny w ogóle przywitał widzów. Ograniczył się do podziękowania za „przywilej bycia tutaj” oraz możliwość reprezentowania Apple'a w tak ważnym momencie. Później nastąpiło starannie wyreżyserowane show, w którym oprócz Ternusa regularnie pojawiali się dyrektorzy i wicedyrektorzy różnych pionów firmy.
Format wydarzenia pozostał niemal identyczny jak wcześniej, co samo w sobie jest wymowne - sugeruje, że era Ternusa w Apple'u będzie przewidywalna, a on sam będzie ostrożnie wprowadzany w tajniki zarządzania największym koncernem świata. To dobra wiadomość, zwłaszcza jeśli spojrzeć na historię dyrektorów generalnych Apple'a.
Pierwsze osiemnaście lat istnienia firmy to trudny okres budowania jej pozycji przy jednoczesnych napięciach ze Stevem Jobsem. W 1983 roku stery objął doświadczony menedżer John Sculley, jednak dobra passa szybko się skończyła. Lata 1993-1997 to prawdziwy dramat - stojący na krawędzi bankructwa Apple zmieniał wtedy dyrektora generalnego dwukrotnie.
W 1997 roku tonącą firmę uratował powracający Steve Jobs, który skutecznie kierował nią aż do 2011 roku, gdy sterów musiał się ująć Tim Cook - w najtrudniejszych możliwych okolicznościach, w obliczu zbliżającej się śmierci Jobsa.
Pierwszy keynote Cooka również był naznaczony powagą - świat wiedział już wtedy, że Jobs umiera, a mimo to nowy dyrektor generalny musiał wystąpić na scenie i z opanowaną twarzą zaprezentować iPhone'a 4S. Jobs zmarł dzień po tym pokazie.
Dlatego fakt, że Surprise and shine wypadło nudno i standardowo, a pierwszą osobą, którą zobaczyli widzowie, był Cook, a nie Ternus, można w dużej mierze uznać za sukces - dowód, że Apple nie zamierza gwałtownie zmieniać kursu. To pokaz stabilności, działania sprawdzonymi metodami i braku ochoty na eksperymenty na żywym organizmie firmy.
Biorąc pod uwagę obecną stagnację na rynku elektroniki, można to jednak odczytać zupełnie inaczej - wiele osób, słysząc o nowym CEO Apple'a, liczy na przełamanie schematów, odwagę i powrót ducha „one more thing” w iście spektakularnym wydaniu. Jednak wszelkie śmiałe zagrania już podczas debiutu nowego szefa byłyby co najmniej ryzykowne, dlatego ostrożność Ternusa odbieram pozytywnie. Na rewolucję przyjdzie jeszcze czas - na razie wystarczy, że nowy CEO nie wysadził kuchni w powietrze zaraz po otrzymaniu kluczy do szafki z garnkami.
Źródło: Spider's Web
Źródło: Spider's Web


