Nieoficjalne mapy zagrożeń powietrznych. Co pokazują, gdy RCB wysyła alert
Po serii ostrzeżeń SMS wysyłanych przez RCB mieszkańcom wschodnich regionów, pojawiły się oddolne projekty, które na mapie prezentują dane o sytuacji w powietrzu. To nie zastępuje oficjalnych komunikatów, ale pomaga zrozumieć kontekst zagrożenia.
W ostatnich dniach wielu mieszkańców wschodniej Polski musiało zadać sobie pytanie, co właściwie oznacza otrzymany komunikat. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa kilkukrotnie wysyłało ostrzeżenia do osób z województw przygranicznych. 16 września 2026 roku alert dotarł między innymi do mieszkańców wielu powiatów Lubelszczyzny i Podkarpacia, a po kilku godzinach nadszedł kolejny komunikat informujący o zakończeniu ataku i braku zagrożenia dla terytorium kraju.
Kłopot z SMS-em jako kanałem ostrzegania polega na tym, że sprawdza się on jako sygnał alarmowy, ale nie daje odpowiedzi na pytanie, co konkretnie w danym momencie znajduje się na niebie. W tej sytuacji nie ma nic dziwnego w tym, że oddolnie, poza strukturami zarządzania kryzysowego, zaczęły powstawać własne narzędzia wizualizujące sytuację.
Mapa zamiast suchego komunikatu tekstowego
Na ten problem zwrócił uwagę Tomasz Jeska, wydawca portali lokalnych. W poście opublikowanym na LinkedIn zauważył, że komunikat o zagrożeniu z powietrza może w nocy trafić do ponad 9 milionów osób, a jedyną wskazówką, jaką dostają po jego przeczytaniu, jest polecenie śledzenia dalszych informacji.
Odbiorca takiego alertu nie ma jednak sposobu, by dowiedzieć się, czy w odległości kilkudziesięciu kilometrów od jego miejscowości znajduje się dron, pocisk manewrujący, wojskowy samolot, czy zwyczajny lot pasażerski.
Takie informacje można już jednak zebrać w jednym miejscu. Jeska stworzył rozwiązanie oparte na ogólnie dostępnych danych o sytuacji powietrznej. Korzystanie z niego nie wymaga instalacji aplikacji, rejestracji konta czy logowania - mapa jest dostępna w przeglądarce i aktualizuje się na bieżąco. Poza aktualnymi zdarzeniami można też przeglądać ich historię. Warto przy tym oddalić widok mapy, by zobaczyć szerszy obszar, w tym teren Ukrainy.
Jedną z bardziej przydatnych opcji jest możliwość śledzenia zagrożeń powietrznych nad Ukrainą w kontekście konkretnych lokalizacji w Polsce.
Ma to znaczenie, bo sama wiadomość o rosyjskim atakcie jest zwykle bardzo ogólna. Ukraina to olbrzymi kraj, a odległość między miejscem ostrzału a polską granicą może liczyć setki kilometrów. Konkretny dron czy rakieta może być od Lublina, Chełma lub Warszawy jeszcze dalej.
To nie jest system dowodzenia wojskowego
Tomasz Jeska podał przykład jednej z ostatnich nocy, kiedy najbliżej zarejestrowany rosyjski dron znajdował się około 40 km od Chełma, 100 km od Lublina i lekko ponad 200 km od Warszawy. To zupełnie inny poziom informacji niż samo stwierdzenie, że trwa rosyjski atak powietrzny na Ukrainę.
Trzeba jednak mieć na uwadze jedną istotną kwestię - wskazana odległość nie jest tożsama z odległością, jaką rakieta lub dron musi faktycznie przelecieć po swojej trasie. Chodzi o odległość geograficzną między wybranym punktem a zarejestrowanym zdarzeniem. Obiekt może zmienić kurs, zostać zestrzelony, zawrócić albo zakończyć lot. Z tego powodu dane prezentowane na takich mapach nie zastępują wojskowego systemu dowodzenia i nie powinny być jedyną podstawą oceny, czy dana miejscowość jest w niebezpieczeństwie.
Śledząc sytuację w powietrzu, widać też zwykły ruch lotniczy. Nad polskimi miastami stale przemieszczają się dziesiątki samolotów pasażerskich, do których dołączają maszyny transportowe, śmigłowce i statki powietrzne wojska. Dane pochodzące z systemów ADS-B często umożliwiają wskazanie pozycji takich obiektów, ich wysokości, kierunku lotu i innych parametrów.
Dzięki temu łatwiej zorientować się, że widoczny na mapie obiekt nie musi mieć nic wspólnego z działaniami wojskowymi Rosji.
Strażnik, czyli fuzja danych z kilku źródeł
Kolejnym projektem tego typu jest Strażnik. Aplikacja zestawia publicznie dostępne informacje o zagrożeniach z powietrza i przedstawia dla każdego polskiego województwa swoisty wskaźnik punktowy. Działa zarówno na Androidzie, jak i w przeglądarce, bez konieczności rejestracji konta czy uruchamiania własnego serwera.
Serwer projektu gromadzi dane z kilku publicznych źródeł, wylicza punktację dla poszczególnych województw i wysyła powiadomienia. Cały projekt ma charakter open source, a jego kod jest dostępny na GitHubie.
Kluczowym pojęciem dla tego rozwiązania jest fuzja danych. Zamiast bazować na jednym komunikacie, Strażnik łączy informacje z wielu kanałów - danych Neptun o obiektach obserwowanych nad Ukrainą, komunikatów RCB i RSO, informacji o ruchu lotniczym z systemu ADS-B, danych PAŻP oraz relacji medialnych. System bierze także pod uwagę alarmy ogłaszane w ukraińskich obwodach oraz część informacji dotyczących państw bałtyckich i innych sąsiadów Polski w NATO.
Neptun to rozwinięta platforma cyfrowa przeznaczona do monitorowania zagrożeń z powietrza i ostrzegania przed nimi ludności. Funkcjonuje jako zintegrowany system, który zbiera oficjalne dane o alarmach i zagrożeniach militarnych, prezentując je obywatelom praktycznie na żywo.
Łączenie danych z różnych źródeł ma sens, bo pojedynczy sygnał nie musi jeszcze oznaczać realnego zagrożenia dla Polski.
Ogłoszenie alarmu na Ukrainie nie jest równoznaczne z tym, że rosyjski dron leci w stronę polskiej granicy. Podobnie zarejestrowanie samolotu wojskowego w danych ADS-B nie musi oznaczać wrogiego obiektu. Strażnik stara się więc ocenić sytuację w szerszym kontekście.
Każdemu sygnałowi system przypisuje punkty, które są następnie sumowane dla każdego województwa. Analiza obejmuje ostatnie 60 minut - najnowsze dane mają pełną wagę, a starsze tracą znaczenie w miarę upływu czasu. Przez pierwsze 30 minut sygnał liczy się w całości, a potem jego waga liniowo spada do zera.
Efektem takiego podejścia jest to, że mapa nie ogranicza się do prostego komunikatu o zagrożeniu lub jego braku - pokazuje też, na jakiej podstawie wyliczono daną ocenę.
System liczy również orientacyjny czas dolotu
Strażnik nie traktuje wszystkich obiektów zaobserwowanych nad Ukrainą tak samo.
Dane pochodzące z Neptuna mogą obejmować różne rodzaje obiektów - drony, Shahedy, drony rozpoznawcze, pociski manewrujące, rakiety balistyczne, bomby kierowane typu KAB czy samoloty MiG-31K wykorzystywane jako nosiciele pocisków. Istnieje też kategoria obiektów nierozpoznanych. Każdy z tych typów ma inną wagę w algorytmie punktacji.
Rakieta balistyczna dostaje w modelu wyższą wagę niż zwykły dron. Inaczej traktowany jest z kolei dron typu FPV, który ze względu na ograniczony zasięg nie jest w Strażniku liczony jako zagrożenie dla Polski.
System bierze pod uwagę nie tylko rodzaj obiektu, ale też liczbę takich obiektów, ich bliskość względem granicy oraz stopień pewności co do ich pozycji.
Tu pojawia się jeszcze jeden interesujący element. Jeśli jakiś obiekt znajduje się 130 km od polskiej granicy, sama liczba kilometrów niewiele mówi o zagrożeniu. Dla szybkiej rakiety taki dystans może oznaczać jedynie kilka lub kilkanaście minut lotu, dla wolniejszego drona sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Z tego powodu Strażnik próbuje wyliczać przybliżony czas dolotu. Jeśli znany jest kierunek i prędkość obiektu, system podaje szacowany czas potrzebny na dotarcie zarówno do granicy Polski, jak i do konkretnego województwa. Gdy źródło nie podaje prędkości, może ona zostać obliczona na podstawie kolejnych zarejestrowanych pozycji albo przyjęta jako typowa dla danej kategorii obiektu. Dzięki temu mapa staje się dużo bardziej zrozumiała.
Twórcy wskazują też na ograniczenia narzędzia
Autorzy projektu bardzo otwarcie opisują jego słabe strony. Danych Neptuna nie ma na przykład dla obiektów przelatujących nad Białorusią, więc z tego kierunku system nie zapewnia tak dokładnego obrazu jak w przypadku obiektów widocznych nad Ukrainą.
Podobna sytuacja dotyczy Kaliningradu i części Bałtyku - w tych regionach Strażnik musi opierać się na innych źródłach, takich jak relacje medialne, informacje o przestrzeni powietrznej czy oficjalne komunikaty.
Jeszcze poważniejszym ograniczeniem są rakiety balistyczne, które mogą dotrzeć do celu w ciągu kilku minut. W takim przypadku Strażnik nie może być traktowany jako system wczesnego ostrzegania. Autorzy sami zaznaczają, że w przypadku takiego zagrożenia decydujące pozostają syreny alarmowe i Alert RCB. Podobnie jest z pociskami lecącymi na niskiej wysokości, które mogą wcale nie zostać uchwycone w publicznie dostępnych danych.
Ciekawy przykład cywilnego OSINT-u
Najbardziej interesującym elementem Strażnika nie jest sama wizualizacja dronów i rakiet na mapie, lecz sposób łączenia informacji, które pojedynczo mają niewielką wartość.
Alarm w ukraińskim obwodzie, doniesienie lokalnych mediów, informacja o aktywnej strefie PAŻP, wzrost aktywności lotniczej, oficjalny Alert RCB, dane o obiekcie oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów od granicy - każdy z tych sygnałów sam w sobie ma ograniczoną wagę. Dopiero ich zestawienie daje bardziej pełny obraz sytuacji.
To właśnie stanowi sedno projektu. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć - Strażnik jest rozwiązaniem nieoficjalnym.
Autor projektu wprost zaznacza, że aplikacja nie zastępuje syren alarmowych, Alertu RCB, systemu RSO ani komunikatów wydawanych przez polskie służby. Jeśli pojawi się oficjalne ostrzeżenie, trzeba się nim kierować niezależnie od tego, co w danym momencie pokazuje mapa Strażnika.
Ma to szczególne znaczenie w przypadku zagrożeń, w których liczą się sekundy lub minuty. Strażnik może być natomiast wartościowym, dodatkowym źródłem informacji - pozwala zrozumieć, na jakiej podstawie powstała dana ocena sytuacji, jakie sygnały wpłynęły na jej wzrost, gdzie znajdują się obserwowane obiekty i jak zmieniała się sytuacja w ostatnich godzinach.
Nie mylić z oficjalnym ostrzeżeniem
Nowe rozwiązania są wartościowym uzupełnieniem informacji, ale w żadnym wypadku nie zastępują Alertu RCB, syren alarmowych czy komunikatów służb.
To ma szczególne znaczenie w przypadku rakiet balistycznych i innych szybko poruszających się obiektów, gdzie różnica kilku minut może mieć kluczowe znaczenie, a publicznie dostępne dane bywają opóźnione, niekompletne lub niedokładne.
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa nie wysyła SMS-a, aby wskazać mieszkańcowi precyzyjną lokalizację każdego zagrożenia - alert ma przede wszystkim ostrzec ludność i skłonić do śledzenia dalszych oficjalnych informacji.
Najlepszy sposób korzystania z takich map sprowadza się więc do prostej zasady: Alert RCB informuje, że trzeba zachować czujność, oficjalne komunikaty wskazują, co należy robić, a mapa pomaga lepiej zrozumieć kontekst danej sytuacji.
Dzięki takim narzędziom można zobaczyć, gdzie ogłoszono alarmy na Ukrainie, jakie zdarzenia są raportowane i jak wygląda sytuacja w okolicach polskiej granicy, a także sprawdzić historię zdarzeń i przebieg zmian sytuacji w czasie.
Źródło: Spider's Web


