Technologie

MBDA i WITU projektują niskokosztowy pocisk do walki z rojami dronów

Europejski koncern zbrojeniowy oraz polski instytut badawczy pracują nad naddźwiękową rakietą, która ma być tańsza od zwalczanych bezzałogowców. Pierwsze strzelania zaplanowano na 2027 rok.

3 min czytania

Podczas 34. Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach zaprezentowano wspólną inicjatywę koncernu MBDA i Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia. Partnerzy pracują nad pociskiem przeznaczonym głównie do niszczenia bezzałogowców - konstrukcja ma przekraczać prędkość dźwięku, razić cele w odległości i na wysokości ponad 6 km, a kluczowym wyróżnikiem ma być niska cena, umożliwiająca opłacalne używanie go tam, gdzie wystrzeliwanie drogich rakiet przeciwlotniczych nie ma ekonomicznego sensu.

MBDA zapewni głowicę naprowadzającą działającą w podczerwieni, a WITU odpowie za resztę konstrukcji pocisku. Pierwsze próby strzelaniami z ukończoną bronią zaplanowano na 2027 rok.

Niedrogi pocisk jako nowe narzędzie w walce z dronami

Nowa broń otrzymała nazwę Counter-Mass Interceptor, co można swobodnie przełożyć jako przechwytywacz przeciw masie - w tym wypadku chodzi o masowe naloty dronów. Nazwa wprost wskazuje na funkcję, jaką ma pełnić.

Dzisiejsze systemy obrony powietrznej rzadko stają wobec pojedynczego samolotu lub śmigłowca - znacznie częściej muszą odpierać jednoczesny atak wielu bezzałogowców. Kłopot w tym, że klasyczna rakieta przeciwlotnicza bywa wielokrotnie droższa niż dron, który ma zestrzelić.

MBDA wspólnie z polskim ośrodkiem badawczym WITU poinformowały o rozpoczęciu prac nad projektem Counter-Mass Interceptor (CMI) - niskokosztowym rozwiązaniem mającym chronić przed masowymi atakami dronów, śmigłowców i pocisków manewrujących.

Właśnie tę nierównowagę kosztów ma zniwelować CMI. Zamysł polega na zbudowaniu rakiety tańszej niż bezzałogowiec, który ma zostać zniszczony. Taka relacja cenowa pozwoliłaby wykorzystywać pociski na większą skalę, bez ryzyka szybkiego opróżnienia magazynów z dużo bardziej kosztownym uzbrojeniem. Głowicę wykrywającą i naprowadzającą na cel dostarczy MBDA, natomiast samą rakietę wraz z napędem opracuje Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia.

Kluczowym elementem całej konstrukcji będzie system naprowadzania w podczerwieni, przygotowywany przez MBDA. W sierpniu 2026 roku odbyły się w Polsce testy tego rozwiązania. Sprawdzano je z użyciem różnych typów bezzałogowców, a w kolejnych próbach zmieniano ich kursy oraz dystans od punktu testowego.

Wykorzystanie podczerwieni ma tu istotne znaczenie, ponieważ umożliwia śledzenie pocisku po sygnaturze cieplnej wydzielanej przez cel.

Jak wynika z informacji podanych przez obu partnerów, ukończony CMI będzie poruszał się z prędkością naddźwiękową. Ma trafiać cele znajdujące się dalej niż 6 km oraz na wysokości przekraczającej ten dystans. Takie parametry otwierają możliwość zastosowania go między innymi wobec rosyjskich dronów uderzeniowych z silnikami odrzutowymi.

Element systemu warstwowej obrony

Lista potencjalnych celów obejmuje nie tylko drony rozpoznawcze i uderzeniowe, ale też śmigłowce oraz pociski manewrujące. W przypadku tych ostatnich wymogi stawiane całemu systemowi będą dużo wyższe.

Niezbędne jest tu wczesne zlokalizowanie celu, natychmiastowe przesłanie danych do systemu kierowania ogniem oraz przeprowadzenie przechwycenia w bardzo wąskim oknie czasowym.

Projekt CMI nie ma jednak zastępować innych metod neutralizacji dronów. Ten niskokosztowy pocisk stanie się kolejnym ogniwem wielowarstwowej obrony powietrznej - obok dronów przeznaczonych do niszczenia innych dronów, systemów walki radioelektronicznej, a także artylerii i pozostałych systemów lufowych. To, jaka metoda zostanie użyta wobec konkretnego celu, będzie zależało od jego rozmiaru, dystansu, wysokości lotu oraz odporności na zakłócanie.

Źródło: Spider's Web

Źródło: Spider's Web

Technologie

Chińscy naukowcy chcą zamienić opuszczone kopalnie w podziemne farmy

W Chinach rozważa się wykorzystanie ponad 12 tysięcy nieczynnych kopalń węgla jako miejsc do prowadzenia uprawy roślin w warunkach całkowicie kontrolowanych przez człowieka. To pomysł, który brzmi jak fabuła filmu science fiction, ale ma realne podłoże w problemach klimatycznych rolnictwa.

3 min czytania