Technologie

Koreańscy naukowcy rozszyfrowali niebo z "Gwiaździstej nocy" van Gogha

Analiza astronomów z Korei Południowej wskazuje, że słynny obraz Vincenta van Gogha nie jest wytworem wyobraźni, lecz wiernym zapisem konkretnej nocy nad Saint-Rémy.

5 min czytania

Astronomowie spojrzeli na obraz van Gogha i zamarli. "Gwiaździsta noc" to nie fantazja
Astronomowie spojrzeli na obraz van Gogha i zamarli. "Gwiaździsta noc" to nie fantazja

Powstała w 1889 roku "Gwiaździsta noc" Vincenta van Gogha od dawna uchodziła za dzieło czystej wyobraźni, zbudowane na wspomnieniach pejzażu widzianego przez okno zakratowanego pokoju w szpitalu psychiatrycznym we Francji. Nowe ustalenia naukowców podważają tę interpretację.

Zespół badaczy z Korei Południowej dowiódł, że artysta namalował niebo, które rzeczywiście zaobserwował, a nie takie, które sobie wyobraził. Naukowcom udało się nawet wskazać konkretną datę, kiedy to niebo wyglądało dokładnie tak, jak na płótnie holenderskiego postimpresjonisty.

Wyniki analizy opublikowano w renomowanym czasopiśmie Scientific Reports. Z ustaleń wynika, że układ nieba na obrazie odpowiada temu, jakie można było zaobserwować przed świtem nad Saint-Rémy mniej więcej 22 lipca 1889 roku.

Tego dnia wczesnym rankiem na niebie blisko siebie znajdowały się: schodzący sierp Księżyca, Wenus oraz Hiady, czyli duża i jasna gromada gwiazd należąca do gwiazdozbioru Byka. Ich wzajemne położenie odpowiada dokładnie temu, co widać na płótnie. Badania przeprowadziły wspólnie południowokoreańska firma kosmiczna SLLAB oraz Szkoła Badań Kosmicznych Uniwersytetu Kyung Hee.

Jeden z najbardziej znanych obrazów w historii

"Gwiaździsta noc" zachwyca niezwykłym zestawieniem intensywnych barw, ekspresyjnych pociągnięć pędzla i fantazyjnie ujętego nocnego krajobrazu. Uwagę widza przyciąga przede wszystkim rozległe, jakby wirujące niebo, na którym głęboki granat i błękit zderzają się z jaskrawą żółcią gwiazd i Księżyca.

Niebo usiane gwiazdami zajmuje większość powierzchni płótna i sprawia wrażenie nieustannego ruchu. Długie, wygięte pociągnięcia pędzla tworzą wyraziste spirale i faliste pasma.

Gwiazdy na obrazie to nie proste, jasne punkty - każdą z nich otacza świetlisty krąg, podobnie jak widoczny w prawym górnym rogu duży, żółty sierp Księżyca.

Niżej rozciągają się faliste, niebieskie wzniesienia, a na ich tle widać niewielką osadę z gęsto skupionymi domami, stromymi dachami oraz wieżą kościoła górującą nad zabudową. Żółte światło bijące z okien sugeruje domowe ciepło, które mocno kontrastuje z chłodną tonacją reszty nocnego pejzażu.

To Hiady w gwiazdozbiorze Byka

Próby ustalenia astronomicznej wierności "Gwiaździstej nocy" podjęto już wcześniej - w 1984 roku zajął się tym Albert Boime z UCLA, a w 1986 roku Charles Whitney z Harvardu. Ich wnioski okazały się jednak sprzeczne, przez co żadna z tych prac nie zdołała podważyć ugruntowanej, symbolicznej wykładni obrazu. Przez kolejne cztery dekady nikt nie analizował nieba z płótna pod kątem geometrii obserwacyjnej.

Pierwszym autorem nowego opracowania jest Elijah Jeong-hyun Kim, dyrektor generalny SLLAB i doktorant w Szkole Badań Kosmicznych Uniwersytetu Kyung Hee. Wyjaśnia on, co skłoniło go, by na nowo przyjrzeć się temu tematowi.

Związek między centralnym asteryzmem Gwiaździstej nocy a gromadą Hiady. (a) Centralna grupa gwiazd w Gwiaździstej nocy, z pięcioma punktami odniesienia płótna użytymi w analizie kształtu (Sn2, Sn3, Sn6, Sn7, Sn10) oznaczonymi różnymi symbolami. (b) Ta sama centralna grupa gwiazd w replice F1540, z pięcioma odpowiadającymi punktami (Rp2, Rp3, Rp6, Rp7, Rp10) oznaczonymi tymi samymi symbolami co w (a). (c) Symulacja Hiad na wschodnim niebie Saint-Rémy o godzinie 03:00 22 lipca 1889 r.

Dla astronoma obserwacyjnego gromada gwiazd w Gwiaździstej nocy to Hiady w gwiazdozbiorze Byka. Ale kiedy przeczytałem wcześniejsze badania wyjaśniające ją jako gwiazdozbiór Barana, poczułem, że obraz mnie wzywa. Po zbudowaniu wielu teleskopów i latach obserwacji nocnego nieba, zespół uznał gwiazdozbiór Barana za mało prawdopodobne źródło inspiracji dla malarza. Badania rozpoczęły się od dwóch wypraw terenowych do Francji w 2019 r. i opierają się na popularnonaukowej książce Kima opublikowanej w 2025 roku, gromadząc dodatkowe dowody i rozszerzając je o dane ilościowe.

Elijah Jeong-hyun Kim, SLLAB

Sztuka wciąż skrywa zagadki do rozwiązania

Tradycyjnie datę powstania obrazu łączono z listem, jaki van Gogh wysłał do brata Theo około 18 czerwca 1889 roku. Problem w tym, że garbaty, ubywający księżyc widoczny wtedy na niebie nie pasuje do smukłego sierpa z płótna. Inaczej jest w okolicach 22 lipca - wtedy Hiady wschodziły na wschodzie w pobliżu Wenus, a kształt Księżyca przypominał ten namalowany przez artystę.

Od lat przyjmowano, że ta data zbiega się z jednym z nawrotów choroby van Gogha. Po zestawieniu oryginalnych listów w języku francuskim i niderlandzkim, ówczesnych zapisów meteorologicznych oraz wzmianek o cykadach pojawiających się w korespondencji, badacze doszli do wniosku, że kryzys zdrowotny zaczął się dopiero pod koniec lipca.

W Arles naukowcy zweryfikowali pole widzenia malarza uwiecznione w obrazie "Gwiaździsta noc nad Rodanem" z 1888 roku, posługując się fotografiami wykonanymi w terenie. W Saint-Rémy wskazali z kolei dokładne miejsce, z którego van Gogh malował krajobraz do "Gwiaździstej nocy", i odtworzyli widok roztaczający się stamtąd.

Analiza kształtu metodą Prokrusta potwierdziła związek między pięcioma centralnymi gwiazdami na obrazie a Hiadami, przy czym jeszcze większe podobieństwo wykazał rysunek piórem, który van Gogh wykonał już po namalowaniu płótna.

Te ustalenia wskazują, że niebo na obrazie powstało na bazie realnej obserwacji, a nie wyłącznie z wyobraźni artysty. Stosując tę samą metodologię, badacze sugerują także, że gwiazdy widoczne na obrazie "Taras kawiarni nocą" z 1888 roku mogą przedstawiać Trójkąt Letni.

Warto dodać, że już w 2024 roku Huang wykazał, iż charakterystyczne wiry na "Gwiaździstej nocy" odpowiadają prawu fizyki opisującemu dynamikę płynów, znanemu jako teoria turbulencji Kołmogorowa, co pokazuje intuicyjne uchwycenie przez malarza złożonych procesów zachodzących w naturze.

Nowe badanie dowodzi więc, że nawet w najbardziej rozpoznawalnych dziełach sztuki wciąż można odkryć coś nowego, a utrwalona, oficjalna interpretacja nie musi być ostatnim słowem.

Źródło: Spider's Web