Technologie

Karta w Orange bez zobowiązań - czy to się faktycznie kalkuluje?

Orange przygotował propozycję dla klientów, którzy nie chcą wiązać się umową ani stałym abonamentem. Sprawdzamy, czy taryfy na kartę mogą realnie konkurować z klasycznymi ofertami abonamentowymi.

3 min czytania

Orange bez umowy się opłaca? Sprawdzam ofertę sieci
Orange bez umowy się opłaca? Sprawdzam ofertę sieci

Poza standardowymi abonamentami Orange proponuje również rozwiązanie skierowane do osób, które nie chcą podpisywać żadnej umowy. Sprawdziliśmy, jak taka propozycja wypada w codziennym użytkowaniu i czy da się na niej realnie zaoszczędzić względem wariantów z zobowiązaniem. Okazuje się, że pomarańczowy operator przygotował tę ofertę w sposób dopracowany.

Elastyczność jako priorytet

Warto docenić operatorów, którzy potrafią zaproponować sensowne warunki różnym grupom odbiorców. Orange oferuje mnóstwo wariantów abonamentowych, ale ma też w zanadrzu klasyczne rozwiązania przedpłacone, skierowane do tych, którym zależy na swobodzie i braku regularnych, wymuszonych opłat. Mimo że taki wariant nie wymaga umowy, systematyczne doładowania konta niosą za sobą realne korzyści - operator w ramach flagowej promocji potrafi przyznać naprawdę duże pakiety danych. Dzięki niej w skali roku można zgromadzić ponad 9000 gigabajtów transferu. Przejdźmy jednak do szczegółów cenowych.

Podstawą oferty na kartę są trzy warianty cyklicznych pakietów, różniące się ceną, a co za tym idzie - również zakresem bonusów i dodatkowego internetu:

  • 35 zł na 30 dni - 50 GB internetu (w tym 12,03 GB do wykorzystania w UE, na Ukrainie, w Norwegii, Liechtensteinie, Mołdawii i na Islandii); nielimitowane rozmowy i SMS-y w Polsce i UE; promocja dająca 9900 GB w skali roku
  • 40 zł na 30 dni - 100 GB internetu (13,75 GB w roamingu); promocja z 10200 GB rocznie
  • 50 zł na 30 dni - 200 GB internetu (17,19 GB w roamingu); promocja z 10800 GB rocznie

Wszystkie wskazane wyżej opcje działają na zasadzie powtarzalnych opłat. Choć formalnie nie jest to abonament ani umowa w klasycznym rozumieniu, użytkownik pozostaje związany z operatorem, bo taki model po prostu wychodzi korzystniej finansowo. Jeśli jednak liczy się pełna swoboda, dostępne są też pakiety jednorazowe - aktywowane na określony czas, bez automatycznego odnawiania. Płatność jest jednorazowa, a usługa działa tylko przez wskazany w ofercie okres. Wybór jest szeroki: od 35 zł za 30 dni (50 GB), przez 10 zł za 7 dni (14 GB), po pakiety kwartalne, na przykład 93 zł za 93 dni (300 GB), oraz roczne - 365 zł za 365 dni (2000 GB).

Które z tych propozycji mają największy sens ekonomiczny? Wśród dostępnych wariantów kilka wyróżnia się jako naprawdę rozsądne wybory, niebędące obciążeniem dla portfela. Cykliczny pakiet za 35 zł zasługuje na uwagę - w standardzie daje 50 GB, a dzięki promocji realnie można liczyć na ponad 800 GB miesięcznie, plus internet w roamingu unijnym oraz brak przepadania niewykorzystanych gigabajtów, które się kumulują. To rozwiązanie bez większych wad.

Prawdziwym rodzynkiem jest jednak jedna z opcji jednorazowych - roczna opłata z góry, czyli 365 zł za 365 dni działania usługi. Jednorazowe wydanie niemal czterystu złotych może brzmieć jak duży wydatek, ale trzeba spojrzeć na to szerzej. W tej cenie zyskujemy cały rok bez dodatkowych kosztów, a w pakiecie znajdziemy aż 2 terabajty danych. Taki wynik z łatwością bije podstawowe abonamenty w cenie 40-50 zł, które oferuje wielu operatorów na rynku.

Na marginesie warto wspomnieć, że Orange bez umowy ma realną konkurencję w postaci T-Mobile, który proponuje zbliżoną ofertę przedpłaconą. Tam też znajdziemy kilka pakietów (od 30 zł jako najtańszy), a operator uruchomił własną promocję dającą dostęp do tysięcy gigabajtów danych w ciągu roku.

Źródło: AntyWeb

Źródło: AntyWeb

Technologie

Chińscy naukowcy chcą zamienić opuszczone kopalnie w podziemne farmy

W Chinach rozważa się wykorzystanie ponad 12 tysięcy nieczynnych kopalń węgla jako miejsc do prowadzenia uprawy roślin w warunkach całkowicie kontrolowanych przez człowieka. To pomysł, który brzmi jak fabuła filmu science fiction, ale ma realne podłoże w problemach klimatycznych rolnictwa.

3 min czytania