Technologie

Google wchodzi na rynek laptopów z Androidem, ale ceny mogą odstraszyć klientów

Nowa kategoria urządzeń Googlebook łączy Androida z ChromeOS i głęboko wplata w system model AI Gemini. Problem w tym, że europejskie cenniki są znacząco wyższe niż w USA, a Polski w ogóle nie ma na liście premierowych rynków.

5 min czytania

Jest laptop z Androidem od Google’a. Googlebook ma ogromny potencjał i jeden bolesny problem
Jest laptop z Androidem od Google’a. Googlebook ma ogromny potencjał i jeden bolesny problem

Google przygotowało nową kategorię komputerów przenośnych o nazwie Googlebook, która ma odmienić sposób myślenia o laptopach roboczych. W tym podejściu sztuczna inteligencja nie jest już dodatkiem w postaci aplikacji czy asystenta uruchamianego w przeglądarce - twórcy zdecydowali się na zupełnie inną filozofię.

Żeby model Gemini na dobre wrósł w codzienną pracę użytkownika, inżynierowie Google zbudowali system hybrydowy, czerpiący jednocześnie z Androida i z desktopowych fundamentów ChromeOS.

Nowa konstrukcja opiera bezpieczeństwo na autorskim układzie Google Titan oraz na certyfikowanym hiperwizorze pKVM. Według zapewnień Google taka kombinacja umożliwia stabilne odpalanie odizolowanych środowisk deweloperskich i samodzielnie działających agentów AI, bez żadnych ustępstw wobec ochrony danych użytkownika.

Do czego właściwie służy AI w Googlebooku?

Można by tu rozpisać się na temat technicznych detali, ale najważniejsze jest jedno: mózgiem nowego laptopa jest procesor zaprojektowany do sprawnej obsługi sztucznej inteligencji. Dzięki temu duża część operacji odbywa się lokalnie, na samym urządzeniu, bez przesyłania informacji do internetu.

  • Automatyczna synchronizacja: laptop natychmiast łączy się ze smartfonem z Androidem, przenosząc zapisane sieci Wi-Fi, hasła i otwarte karty przeglądarki
  • Aplikacje mobilne na dużym ekranie: aplikacje z telefonu można otworzyć w osobnych okienkach bezpośrednio na laptopie
  • Podgląd i dyktowanie: proste gesty myszką usprawniają nawigację, a wbudowany asystent zamienia dyktowane treści w gotowe notatki i listy zadań

Zestawienie systemu Android z przeglądarką Chrome daje urządzeniu elastyczność - sprawdza się zarówno w codziennych, prostych czynnościach, jak i w pracy z aplikacjami czy narzędziami AI. To połączenie lekkości laptopa z możliwościami pełnowymiarowego komputera roboczego.

Wejście w segment premium

Nowa platforma zapowiada się z dużym potencjałem. Po długim okresie, w którym klienci mieli do wyboru głównie kolejne warianty ultrabooków z Windowsem albo MacBooka jako bezpieczny wybór, na rynku pojawia się coś z własną koncepcją.

To nie jest odświeżona linia budżetowych Chromebooków do przeglądania internetu. Producenci postawili na wyświetlacze OLED o rozdzielczości 2,8K, solidne obudowy ze stopów magnezu oraz charakterystyczny pasek świetlny Glowbar, który daje urządzeniom rozpoznawalny wizerunek.

Ceny w Europie znacznie wyższe niż w USA

Entuzjazm wokół premiery ostudzają jednak cenniki obowiązujące w Europie. W Stanach Zjednoczonych podstawowy model od Acera startuje od 899 dolarów, natomiast w Niemczech ten sam wariant kosztuje już od 1249 euro.

Podobnie wysoko wyceniają swoje modele inni producenci partnerscy - podane kwoty pochodzą z rynku niemieckiego, bo firmy najczęściej przeliczają ceny właśnie stamtąd.

  • HP: od 1199 euro
  • Acer: podstawowa wersja od 1249 euro
  • Lenovo: od 1379 euro
  • Asus: najwyższy wariant za 1399 euro

Po przeliczeniu na złote (przy kursie około 4,30 zł) wychodzi to na około 5150 zł za model HP, 5370 zł za konstrukcję Acera oraz blisko 6000 zł w przypadku ofert Lenovo i Asusa.

Różnica między rynkiem amerykańskim a europejskim jest trudna do przeoczenia. Nawet biorąc pod uwagę lokalny VAT, skok z bazowych 899 dolarów do minimum 1200 euro jest ogromny. W Ameryce Północnej taki próg cenowy wypada jako świeża, atrakcyjna propozycja, ale w Europie oznacza wejście na teren zdominowany przez sprawdzone i dopracowane od lat konstrukcje konkurencji.

W tle stoi MacBook Neo

Przy takich cenach Googlebooki muszą stawić czoła między innymi MacBookowi Neo i jego drugiej generacji. Apple ma ugruntowaną pozycję w oczach klientów i w segmencie solidnie wykonanych, podstawowych laptopów proponuje sprzęt w cenach, które odbiorcy akceptują bez większych wątpliwości.

Kiedy przeciętny kupujący musi wydać ponad pięć tysięcy złotych, najczęściej sięga po laptop z logo jabłka. W tym przedziale cenowym Apple jest wyborem przewidywalnym, relatywnie bezpiecznym i dającym dobrą perspektywę odsprzedaży po latach użytkowania.

Szanse na rynkowy sukces nowej platformy byłyby zdecydowanie większe, gdyby ceny były o połowę niższe. Przedział 2500-3000 zł, w połączeniu z pełną integracją z Androidem, 16 GB RAM-u i dobrą jakością wykonania, mógłby zdominować sklepowe półki. Przy obecnych stawkach przekraczających tysiąc euro trudno jednak liczyć na to, że po nieprzetestowaną jeszcze hybrydę sięgnie ktoś więcej niż wąska grupa technologicznych entuzjastów.

Polski rynek poza premierową listą

Sprawę komplikuje dodatkowo brak oficjalnej sprzedaży w Polsce. Nowa kategoria urządzeń trafia na początku października do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji - Polska po raz kolejny nie znalazła się na liście krajów premierowych.

Podczas gdy klienci w Europie Zachodniej mogą po prostu wejść do salonu i przetestować sprzęt na żywo, w Polsce jedyną drogą pozostaje prywatny import, na przykład przez Amazon DE lub Amazon FR. Przy tak wysokich cenach wyjściowych taki zakup wiąże się z dodatkowym ryzykiem i kosztami.

Na razie sprzęt dla entuzjastów

Szkoda, że debiut wygląda właśnie tak, bo Googlebook od samego początku wydaje się produktem stworzonym dla świadomych entuzjastów, a nie masowym hitem z półek sklepów elektronicznych.

Tego rodzaju format wymaga czasu i zaufania użytkowników, którzy lubią testować eksperymentalne oprogramowanie, spędzać czas w terminalu i sprawdzać, jak systemowe modele AI radzą sobie z organizowaniem codziennych zadań.

Droga do masowego odbiorcy w branży technologicznej zwykle wygląda podobnie: najpierw pasjonaci muszą w sieci potwierdzić realną wartość nowego środowiska, a twórcy internetowi pokazać na swoich kanałach, że współpraca z telefonem działa bez zarzutu. Dopiero wtedy rodzi się autentyczne zaufanie do oprogramowania, a naturalny opór przed zmianą nawyków zaczyna słabnąć.

Nawet najlepiej przemyślana kampania marketingowa nie wystarczy jednak, jeśli Google i partnerzy sprzętowi nie zaproponują tańszych wersji urządzenia. Tylko warianty budżetowe - bez drogich stopów magnezu i kosztownych paneli OLED - mają realną szansę trafić do szerszej grupy odbiorców szukających solidnego komputera do nauki i pracy.

Na ten moment Googlebook pozostaje poligonem doświadczalnym. Ale czekam aż będę mógł położyć na nim ręce.

autor materiału źródłowego, Spider's Web

Źródło: Spider's Web