AI

Pracownicy Google DeepMind walczą o prawo do krytyki pracodawcy

Wewnątrz Google DeepMind trwa spór o klauzule zakazujące krytykowania firmy – część umów miała obowiązywać dożywotnio, nawet po odejściu z pracy.

3 min czytania

Google rozwija potężną AI. Pracownicy żądają prawa do ostrzegania
Google rozwija potężną AI. Pracownicy żądają prawa do ostrzegania

Dziennik The Washington Post ujawnił, że w Google DeepMind trwa wewnętrzny konflikt wokół klauzul non-disparagement, czyli postanowień ograniczających możliwość publicznej krytyki pracodawcy. Szczególnie dotkliwie problem ten dotyka część zatrudnionych w Wielkiej Brytanii – gazeta dotarła do umowy, w której zobowiązanie do powstrzymania się od krytyki obowiązywało również po zakończeniu współpracy z firmą, bez żadnego terminu wygaśnięcia. W praktyce oznaczało to zakaz obowiązujący do końca życia.

Dwaj obecni pracownicy Google DeepMind przekazali dziennikowi, że takie klauzule utrudniają im informowanie opinii publicznej o ewentualnych zagrożeniach związanych z rozwojem sztucznej inteligencji. Rozmówcy zdecydowali się zachować anonimowość, obawiając się reakcji ze strony pracodawcy – co samo w sobie jest znaczącym detalem w materiale poświęconym wolności wypowiedzi.

Sprawa nie dotyczy jedynie dwóch rozżalonych osób. Jak relacjonuje jeden z pracowników, na wewnętrznej platformie komunikacyjnej firmy w dyskusji na temat spornych zapisów wzięły udział dziesiątki ludzi. Część z nich wprost krytykowała klauzule, inni komentowali, wysyłając emoji nawiązujące do powieści Rok 1984.

Google odpowiada: zapis istniał, ale został zmieniony

Firma zapewnia, że nie egzekwuje takich ograniczeń wobec byłych pracowników. Google podaje również, że podczas ostatniej aktualizacji warunków zatrudnienia usunięto z nowych umów zapis rozciągający zakaz krytyki na okres po zakończeniu pracy. To jednak właśnie w tym miejscu zaczyna się istota sporu.

Obecnie zatrudnieni domagają się, by ta sama zmiana objęła także starsze, wcześniej podpisane kontrakty. Ustna czy publiczna deklaracja pracodawcy, że nie zamierza korzystać z danego zapisu, to zupełnie co innego niż formalne usunięcie go z obowiązującej umowy. Google twierdzi, że zachęca swoich pracowników do otwartych rozmów o bezpieczeństwie i odpowiedzialności oraz udostępnia wewnętrzne kanały zgłaszania wątpliwości.

Twórcy zaawansowanych modeli wiedzą więcej niż opinia publiczna

Z drugiej strony sam fakt krytykowania pracodawcy nie czyni automatycznie pracownika obiektywnym sędzią sytuacji. Osoba taka może nietrafnie oszacować ryzyko, nie dysponować pełnym obrazem kontekstu biznesowego albo po prostu nie zgadzać się z decyzją, która mimo wszystko pozostaje w pełni legalnym wyborem firmy. Dlatego rozwiązaniem na miarę problemu nie powinno być ani zupełne zamknięcie ust pracownikom, ani traktowanie każdego wewnętrznego sporu jako gotowego materiału na publiczny wyciek.

Rzecz w tym, że dzisiejszy model rozwijania sztucznej inteligencji opiera się na ogromnym kredycie zaufania udzielanym przez społeczeństwo. To korporacje samodzielnie budują modele, same w większości je testują, same częściowo decydują o zasadach ich udostępniania i to one posiadają najpełniejszą wiedzę o działaniu własnych systemów. Paradoks całej sytuacji polega na tym, że Google stara się przekonać świat, iż jego sztucznej inteligencji można ufać, podczas gdy część osób tworzących tę technologię zabiega o formalną gwarancję możliwości ujawnienia, kiedy takiego zaufania udzielać nie należy.

Źródło: Spider's Web