Fala protestów przeciwko centrom danych dotarła do Europy, w tym do Warszawy
Mieszkańcy kilkunastu europejskich krajów wyszli na ulice, sprzeciwiając się budowie serwerowni dla AI. Do akcji dołączyła także Polska, a w Amsterdamie doszło do wtargnięcia na teren obiektu Microsoftu.
Centra danych przez długi czas uchodziły za jedne z najmniej interesujących obiektów przemysłowych na świecie. Obecnie jednak zamieniły się w punkt zapalny sporu pomiędzy wielkimi koncernami technologicznymi a mieszkańcami, którzy coraz śmielej wychodzą na ulice – nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Ruch sprzeciwu przeniósł się także na grunt europejski, gdzie ludzie domagają się odpowiedzi na pytania o koszty prądu, wody i hałasu. Same Stany Zjednoczone w ciągu pierwszych czterech miesięcy 2026 roku odnotowały zablokowanie ponad 75 projektów inwestycyjnych o łącznej wartości około 130 miliardów dolarów. Obecnie podobny opór rodzi się również w krajach europejskich, w tym w Polsce.
Aktywiści kontra centra danych – Warszawa protestuje
Przez dwa dni, w szesnastu krajach jednocześnie, setki osób połączył wspólny cel – zatrzymanie rozbudowy centrów danych. Protesty wymierzone w wielkie serwerownie, stanowiące fundament rozwoju sztucznej inteligencji, objęły także Europę. Jednym z głównych celów stał się obiekt Microsoftu zlokalizowany w Amsterdamie, gdzie w piątek demonstranci biorący udział w akcji Stop Dirty Data Centres wtargnęli na teren inwestycji.
Zdarzenie wykroczyło poza standardowe pikietowanie – uczestnicy weszli na teren obiektu, wspinali się na dźwigi, zawieszali balony oraz transparenty, skandując hasła w stylu „do diabła z centrami danych”. Mimo tego nie odnotowano aktów przemocy, a policja obserwowała sytuację z pewnego dystansu.
Firmie zależało na uniknięciu eskalacji równie mocno co funkcjonariuszom – przedstawiciele Microsoftu zaapelowali o zakończenie blokady i przejście do dialogu. Koncern zadeklarował zrozumienie dla emocji towarzyszących protestującym, jednocześnie podkreślając, że nie zaakceptuje działań naruszających prawo.
Amsterdam nie był jedynym miejscem napięć – podobne akcje odbyły się w Dublinie oraz w Warszawie. W stolicy Polski przebieg demonstracji był znacznie spokojniejszy, a protestujący zgromadzili się przed budynkiem Sejmu.
Co skłania ludzi do sprzeciwu wobec powstawania centrów danych? Powodów jest kilka.
Prąd, woda i władza
Najbardziej namacalnym argumentem pozostaje zużycie energii elektrycznej. Serwerownia obsługująca systemy AI pochłania ilości mocy zbliżone do zapotrzebowania niewielkiego miasta, co zmusza operatorów do rozbudowy sieci przesyłowych i elektrowni. Jak pokazują przykłady zza oceanu, koszty tych inwestycji nierzadko przerzucane są na rachunki zwykłych konsumentów. Koalicja Stop Dirty Data Centres zwraca uwagę, że wielkie centra danych konkurują o zasoby z sektorem mieszkaniowym i lokalnym biznesem, a ich apetyt energetyczny utrudnia osiąganie celów klimatycznych. Demonstranci podnoszą też kwestię wody – serwery wymagają chłodzenia, a powszechnie stosowane systemy chłodzenia wyparnego, które odprowadzają ciepło poprzez odparowanie wody, zużywają jej ogromne ilości.
Pojawia się też argument rzadziej eksponowany – koncentracja władzy. Ponieważ infrastruktura stanowiąca podstawę działania sztucznej inteligencji pozostaje w rękach garstki technologicznych gigantów, uczestnicy protestów dostrzegają w tym zagrożenie zarówno dla prywatności obywateli, jak i dla bezpieczeństwa państw. Do listy zastrzeżeń dołączają również obawy o utratę miejsc pracy.
Część tych sygnałów dociera już do Brukseli. Henna Virkkunen, unijna komisarz do spraw technologii, w rozmowie z agencją Reuters przyznała, że Europa potrzebuje większej liczby centrów danych, ale pod warunkiem, że nowe inwestycje nie uderzą w portfele mieszkańców, nie doprowadzą do przerw w dostawie prądu ani nie zaszkodzą środowisku.
Europa potrzebuje więcej centrów danych, pod warunkiem, że nowe inwestycje nie obciążą portfeli obywateli, nie dojdzie do blackoutów ani do uszkodzenia środowiska.
Henna Virkkunen, unijna komisarz ds. technologii
Niektóre kraje już wprowadzają konkretne zmiany w odpowiedzi na nastroje społeczne. Włochy oraz Portugalia zaostrzają regulacje środowiskowe dotyczące budowy centrów danych, a w Finlandii projekt realizowany przez Google objęty został śledztwem karnym w związku z wycinką drzew na terenie inwestycji. Holendrzy protestujący w Amsterdamie mają zaś dodatkowy powód do niepokoju – na terenie Holandii funkcjonuje, powstaje lub jest planowanych około 200 centrów danych.
Źródło: AntyWeb


