Web

Euro-Office szykuje aplikację desktopową i mierzy w Microsoft Office

Europejski pakiet biurowy odchodzi od modelu czysto przeglądarkowego i zapowiada natywny program na Windows, Linux i macOS. To próba zbudowania realnej alternatywy dla Microsoft 365, a nie kolejnego niszowego projektu open source.

5 min czytania

Europejska Office coraz bliżej. Będzie aplikacja
Europejska Office coraz bliżej. Będzie aplikacja

Rynek pakietów biurowych od dawna kojarzy się z pojedynkiem rozstrzygniętym na starcie. Microsoft Office, a potem Microsoft 365, opanował firmy, instytucje publiczne i szkoły niemal bez reszty. Konkurencyjne rozwiązania oczywiście istniały, lecz zwykle zostawały na marginesie, przyciągając głównie zwolenników open source albo organizacje liczące każdy grosz. Od pewnego czasu w Europie rozwija się jednak projekt, który celuje wyżej niż miano "darmowego zamiennika Worda" - i właśnie zrobił kolejny krok naprzód. Mowa o Euro-Office.

Zespół odpowiedzialny za pakiet ogłosił prace nad natywną aplikacją desktopową przeznaczoną na Windowsa, Linuksa oraz macOS. Do tej pory Euro-Office działał przede wszystkim jako narzędzie przeglądarkowe wpięte w ekosystem Nextcloud. Teraz ma upodobnić się do klasycznych pakietów biurowych, z jakimi od lat obcują setki milionów użytkowników na świecie.

Europa coraz głośniej mówi o cyfrowej suwerenności

Euro-Office dla Windows

Euro-Office nie powstał w próżni. To wspólne przedsięwzięcie kilku europejskich podmiotów, wśród których wymienia się Nextcloud, IONOS, Open-Xchange oraz Office.eu. Łączy je cel stworzenia europejskiej alternatywy dla amerykańskich usług biurowych i chmurowych.

Określenie "cyfrowa suwerenność" przez długi czas traktowano jako czysto polityczne hasło. Ostatnie lata sprawiły jednak, że wiele instytucji w Europie zaczęło podchodzić do tego tematu poważnie. W grę wchodzi nie tylko ochrona prywatności, ale też ograniczenie zależności od zagranicznych dostawców, kwestie przechowywania danych oraz kontrola nad strategiczną infrastrukturą IT.

W tym kontekście Euro-Office stara się budować wizerunek pakietu biurowego "made in Europe". Nie chodzi tylko o miejsce, w którym powstaje oprogramowanie, lecz o cały ekosystem dający użytkownikom i organizacjom większą kontrolę nad danymi oraz sposobem ich przechowywania.

Nieprzypadkowo projekt rozwija się wokół Nextclouda - jednej z najbardziej znanych europejskich platform do samodzielnego hostowania danych i pracy zespołowej.

Największy problem? Ludzie nie chcą pracować wyłącznie w przeglądarce

Zapowiadano, że aplikacje webowe całkowicie wyprą programy desktopowe. W praktyce okazało się to trudniejsze do zrealizowania. Owszem, spora część użytkowników pracuje dziś w Google Workspace, Microsoft 365 Online czy Notionie, jednak dla wielu osób ikona programu na pasku zadań wciąż kojarzy się z wygodą, szybkością i przewidywalnością działania.

Do podobnego wniosku doszli twórcy Euro-Office. Jak podaje Nextcloud, nowa aplikacja desktopowa ma domknąć jedną z najistotniejszych różnic dzielących projekt od Microsoft Office. Dzięki niej użytkownicy będą mogli pracować lokalnie na komputerze, nie tracąc przy tym połączenia z własną instancją Nextcloud i możliwościami pracy zespołowej online.

Brzmi to znajomo - i to wcale nie jest wada.

W rzeczywistości większość firm nie poszukuje dziś rewolucji, lecz zamiennika działającego w sposób, do którego przywykły przez dekady. Gdy alternatywa wymusza całkowitą zmianę nawyków, jej szanse na rynkowy sukces gwałtownie spadają. Z tego powodu pojawienie się natywnej aplikacji dla Windowsa może mieć większe znaczenie niż jakakolwiek nowa funkcja w edytorze tekstu czy arkuszu kalkulacyjnym.

Windows pozostaje polem bitwy

Choć aplikacja ma trafić na Windowsa, Linuksa i macOS, to właśnie system Microsoftu stanowi najcenniejszą stawkę tej rywalizacji. Linux od lat oferuje bogaty wybór darmowych pakietów biurowych, podobnie użytkownicy macOS mają do dyspozycji wiele alternatyw. Na Windowsie sytuacja wygląda analogicznie, mimo to pozostaje on niepodważalnym liderem, jeśli chodzi o pracę biurową.

Euro-Office dla Windows

Dlatego wersje przeznaczone dla Windowsa 11 - zarówno x64, jak i ARM64 - mogą zdecydować o przyszłości całego projektu. Dzięki nim Euro-Office przestałby być ciekawostką dla administratorów Nextclouda, a zacząłby aspirować do roli pełnoprawnego pakietu biurowego dla przeciętnych użytkowników komputerów.

Jednocześnie trudno mówić o Euro-Office bez wspomnienia kontrowersji, które towarzyszyły projektowi niemal od samego początku

Pakiet powstał jako fork OnlyOffice, co szybko wywołało spory dotyczące licencjonowania oraz brandingu i wzbudziło spore poruszenie w środowisku open source. To jednak nie wyczerpuje listy zastrzeżeń.

Fundacja stojąca za LibreOffice podważała część narracji o europejskiej suwerenności lansowanej wokół projektu. Sporną kwestią było między innymi mocne akcentowanie zgodności z formatami Microsoft Office - DOCX, XLSX czy PPTX - zamiast promowania otwartych standardów OpenDocument jako domyślnych formatów pracy.

To ciekawy spór na poziomie filozofii projektu.

Z jednej strony trudno sobie wyobrazić dzisiejszy pakiet biurowy, który ignorowałby pliki tworzone w Wordzie czy Excelu. Z drugiej strony przeciwnicy takiego kierunku twierdzą, że prawdziwa niezależność powinna oznaczać stawianie na otwarte standardy, a nie na formaty stworzone przez dominującego gracza rynkowego.

Sam desktop nie wystarczy

Pojawienie się natywnej aplikacji to istotny krok, ale nie oznacza, że Microsoft powinien się niepokoić. Kluczowym wyzwaniem pozostaje kompatybilność. Użytkownicy potrafią wybaczyć brak kilku funkcji, nie zaakceptują jednak sytuacji, w której dokument otwarty z Worda traci układ strony, a rozbudowany arkusz Excela przestaje poprawnie liczyć formuły.

Z tego właśnie powodu większość konkurencyjnych pakietów biurowych od lat mierzy się z tym samym problemem: nie chodzi o stworzenie lepszego edytora tekstu, lecz o wierne odwzorowanie dokumentów przygotowanych w Microsoft Office.

Jeśli Euro-Office ma realnie powalczyć o udział w rynku, będzie oceniany przede wszystkim przez pryzmat zgodności z DOCX, XLSX i PPTX, a dopiero w dalszej kolejności ze względu na ideologię, prywatność czy europejskie pochodzenie.

Czy Europa jest gotowa na własnego "Office'a"?

Euro-Office należy do nielicznych projektów, które próbują odpowiedzieć na to pytanie realnym działaniem, a nie prezentacjami kierowanymi do polityków. Zamiast kolejnych debat mamy konkretny produkt rozwijany przez europejskie firmy, który stopniowo zdobywa nowe funkcje i śmiało próbuje wejść na teren zdominowany dotąd przez Microsoft.

Nie oznacza to, że za rok nastąpi masowy odpływ użytkowników od Microsoft 365 - taki scenariusz na razie pozostaje mało prawdopodobny. Sam fakt, że powstają projekty gotowe rywalizować z gigantami na ich własnym terenie, jest jednak wyraźnym sygnałem zmian zachodzących na rynku.

Jeśli Euro-Office rzeczywiście dostarczy dopracowaną aplikację desktopową na Windowsa, przestanie być postrzegany jako kolejny eksperyment ze świata open source. I wtedy dopiero czeka go najtrudniejszy sprawdzian - okaże się, ilu użytkowników naprawdę szuka alternatywy dla Microsoft Office, a ilu jedynie lubi o niej dyskutować.

Źródło: Spider's Web