Dron wielkości latarki trafia do japońskiej piechoty
Japończycy testują niewielki bezzałogowiec, który żołnierz może nosić w kieszeni, a po rozłożeniu wirników zamienić w narzędzie rozpoznania albo amunicję krążącą. Drone40 pokazano publicznie podczas wspólnych ćwiczeń z Francuzami.
Ciężko sobie wyobrazić, że taki gadżet może stanowić realne wyposażenie bojowe zwykłego żołnierza. A jednak japoński wojskowy bierze do ręki niewielki cylinder, otwiera jego boczne ramiona z wirnikami i po kilku sekundach trzyma już gotowego do lotu drona. Drone40 rozmiarem przypomina sporą latarkę, ale potrafi obserwować teren, wymieniać dane z innymi egzemplarzami, a po dołożeniu odpowiedniej głowicy - również razić wskazany cel. Japonia zamierza wprowadzić tego typu konstrukcje bezpośrednio do jednostek piechoty.
Urządzenie, które mieści się niemal w kieszeni
Publiczna prezentacja Drone40 odbyła się podczas wspólnych japońsko-francuskich manewrów Brunet-Takamori 26, które rozegrano na poligonie Ojojihara w prefekturze Miyagi. W ćwiczeniach wzięło udział około 120 żołnierzy z japońskiej 6. Dywizji oraz mniej więcej 40 przedstawicieli francuskiego Pułku Piechoty Morskiej Nowej Kaledonii. Właśnie wtedy zaprezentowano jedną z najmniejszych maszyn uderzeniowych, które mają zasilić japońskie wojska lądowe.
W wersji transportowej Drone40 przybiera formę smukłego cylindra o średnicy około 40 mm, a jego korpus mierzy zaledwie kilkanaście centymetrów. Gdy trzeba go użyć, z boków wysuwają się cztery ramiona z wirnikami i niepozorny element przeobraża się w kwadrokopter.
Taki kształt nie jest dziełem przypadku. Konstruktorzy od samego początku zakładali, że dron nie będzie potrzebował ani osobnego pojazdu, ani wyrzutni, ani wieloosobowej obsługi. Jeden żołnierz może dźwigać kilka takich maszyn obok reszty swojego ekwipunku. To właśnie odróżnia Drone40 od popularnych amunicji krążących, które zazwyczaj wymagają dużych tub startowych i czasochłonnego rozstawiania przed startem.
Start nawet z granatnika
Konstrukcję zaprojektowano tak, by mieściła się w wyrzutni przystosowanej do amunicji kalibru 40 mm. Producent dopuszcza kilka metod wystrzelenia - dron da się uruchomić ręcznie, wykorzystać do tego dedykowany system startowy, a nawet wypuścić ze zgodnego granatnika 40 mm. Po opuszczeniu wyrzutni maszyna automatycznie rozkłada wirniki i przechodzi do swobodnego lotu. Dzięki temu żołnierz nie musi ustawiać w terenie dużej, łatwo zauważalnej wyrzutni - wystarczy, że wypuści dron zza osłony i od razu zmieni pozycję.
Brytyjczycy sprawdzali Drone40 już kilka lat wcześniej, a kilkaset egzemplarzy trafiło do żołnierzy skierowanych do Mali. System testowali też amerykańscy marines. Japonia poszła jednak o krok dalej, włączając go do stałego programu wyposażenia swoich wojsk lądowych.
Latarka, która lata nawet godzinę
Niewielkie gabaryty mogłyby sugerować, że to sprzęt zdolny latać zaledwie kilka minut wokół operatora. Dane podane przez japońskie siły zbrojne pokazują jednak zupełnie inny obraz.
Gen. Masayoshi Arai, szef sztabu Japońskich Lądowych Sił Samoobrony, poinformował w lutym, że katalogowy maksymalny czas lotu Drone40 to około 60 minut, a jego zasięg może sięgać nawet 35 km. Maksymalna prędkość wynosi około 18 m/s, czyli mniej więcej 65 km/h.
Warto pamiętać, że godzina lotu, maksymalna prędkość i maksymalny zasięg nie muszą zachodzić jednocześnie. Realne osiągi zależą od konfiguracji urządzenia, wagi zamontowanego modułu, warunków pogodowych, przyjętego profilu lotu oraz sposobu utrzymywania łączności.
Mimo tych zastrzeżeń, jak na sprzęt mieszczący się w dłoni żołnierza, deklarowane możliwości robią wrażenie. Nawet niewielka część podawanego zasięgu pozwala zobaczyć znacznie więcej, niż widać z pozycji oddziału na ziemi.
Najpierw kamera, potem głowica
Najciekawszy aspekt Drone40 nie tkwi w samych wirnikach, lecz w wymiennym module zadaniowym. To nie jest broń o jednym, ściśle określonym zastosowaniu - korpus może przyjmować różne ładunki, zależnie od charakteru misji.
W podstawowej wersji dron pełni funkcję niewielkiego systemu rozpoznawczego. Kamera przesyła obraz do operatora, dzięki czemu żołnierze mogą sprawdzić, co znajduje się za budynkiem, wzgórzem czy inną przeszkodą, bez konieczności wysyłania tam człowieka.
Producent oferuje też warianty do walki elektronicznej, oznaczania celów laserem, generowania dymu lub błysku, a także wersje kinetyczne. W tym ostatnim przypadku niewielka maszyna staje się amunicją krążącą - po zlokalizowaniu celu nie wraca do operatora, tylko przeprowadza atak wraz z zamontowanym ładunkiem.
To zasadnicza różnica w porównaniu ze zwykłym quadcopterem, do którego ktoś doczepił ładunek wybuchowy na poligonie. Drone40 od podstaw zaprojektowano jako system modułowy, w którym część latająca i głowica stanowią oddzielne elementy. Jeśli maszyna wykonuje tylko misję rozpoznawczą, można ją odzyskać i użyć ponownie. W wariancie uderzeniowym staje się oczywiście sprzętem jednorazowego użytku.
Australijski pomysł, japońskie wdrożenie
Drone40 nie powstał w Japonii - jego twórcą jest australijska firma DefendTex, która rozwija tę konstrukcję od kilku lat i ma za sobą współpracę z armiami sojuszniczymi, między innymi brytyjską i amerykańską. Japonia nie planuje jednak poprzestać na tym jednym modelu.
Small Attack UAV Type I to najmniejszy element szerszej rodziny bezzałogowych systemów uderzeniowych, które przygotowują japońskie wojska lądowe. W planach są również Type II i Type III, mające oferować większy zasięg oraz mocniejszy efekt bojowy - trafią one przede wszystkim do jednostek artylerii. Zamysł zakłada, że tanie systemy krótkiego, średniego i większego zasięgu będą się wzajemnie uzupełniać.
To kolejny krok w błyskawicznej przemianie japońskich sił zbrojnych, które od pewnego czasu zastępują część klasycznych platform rozwiązaniami bezzałogowymi. W maju opisywaliśmy japońskie eksperymenty z lekkimi, niemal jednorazowymi dronami budowanymi z elementów kartonowych. Drone40 pokazuje drugie oblicze tego samego trendu - miniaturyzację sprzętu, który ma już bezpośrednio niszczyć wyznaczone cele.
Źródło: Spider's Web
Źródło: Spider's Web


