Technologie

Astronomowie mogli namierzyć galaktykę, w której nigdy nie zapłonęły gwiazdy

Obłok gazu Cloud-9, oddalony od nas o около 15 mln lat świetlnych, wciąż nie zdradza żadnych śladów światła gwiezdnego. Coraz głębsze obserwacje wzmacniają hipotezę, że mamy do czynienia z pierwszym potwierdzonym przypadkiem galaktyki bez gwiazd.

5 min czytania

Niepokojące odkrycie. Zobaczyliśmy galaktykę pozbawioną gwiazd
Niepokojące odkrycie. Zobaczyliśmy galaktykę pozbawioną gwiazd

Określenie „galaktyka bez gwiazd” brzmi jak wewnętrzna sprzeczność, a jednak naukowcy coraz chętniej rozważają, że dokładnie z takim tworem mają do czynienia w przypadku Cloud-9 – rozległej chmury gazu odległej od nas o mniej więcej 15 mln lat świetlnych. Najnowsze, bardzo czułe obserwacje nie ujawniły w jej wnętrzu żadnego śladu światła emitowanego przez gwiazdy.

Gdyby kolejne analizy przesądziły, że Cloud-9 to faktycznie galaktyka pozbawiona gwiazd, byłby to niezwykle cenny dowód na słuszność jednego z założeń współczesnej kosmologii. Zgodnie ze standardowym modelem opisującym rozwój Wszechświata, gdzieś powinny istnieć drobne struktury zdominowane przez ciemną materię, które co prawda zgromadziły gaz, lecz nigdy nie ruszyły z procesem formowania gwiazd.

Opisem Cloud-9 zajął się zespół pod kierownictwem Ignacio Trujillo z Instytutu Astrofizyki Wysp Kanaryjskich, a wyniki tych prac trafiły na serwer arXiv.

Galaktyka, w której gwiazdy nigdy się nie zapaliły

W szeroko akceptowanym modelu Lambda Cold Dark Matter (ΛCDM) to właśnie ciemna materia jest głównym architektem powstawania galaktyk. Buduje ona niewidzialne halo, którego siła grawitacji przyciąga zwykłą materię – działa więc jak swoisty szkielet, na którym z czasem osadza się gaz. Ten z kolei może stygnąć, gęstnieć i przy odpowiednich warunkach zapoczątkować kolejne fale narodzin gwiazd.

Nie w każdym przypadku ten scenariusz dobiega jednak końca.

W małych halo ciemnej materii grawitacja bywa zbyt słaba, by skutecznie ścisnąć zgromadzony gaz. Do tego dochodzi ogrzewanie tego gazu przez promieniowanie ultrafioletowe rozproszone w kosmosie, czyli tzw. kosmiczne tło UV, generowane m.in. przez aktywne galaktyki, kwazary i gwiazdy.

Powstaje w ten sposób swoisty stan równowagi – gaz jest obecny, ale nie potrafi się ochłodzić i skurczyć na tyle, by wywołać narodziny gwiazd. Modele kosmologiczne przewidują, że takich obiektów powinno być we Wszechświecie sporo, zwłaszcza pośród najmniejszych struktur.

Kłopot w tym, że wykrycie ich jest ogromnie trudne. Galaktyki zwykle identyfikujemy właśnie po świetle emitowanym przez ich gwiazdy, a obiekt ich pozbawiony pozostaje niemal niewidoczny dla klasycznych teleskopów optycznych.

To właśnie takie twory astronomowie nazywają ciemnymi lub bezgwiezdnymi galaktykami. Nie chodzi tu o galaktyki po prostu słabo świecące – kluczowa jest różnica polegająca na tym, że gwiazd nie ma tam wcale albo prawie wcale, a nie tylko, że jest ich mało.

Cloud-9 może okazać się właśnie przedstawicielem tej wyjątkowo trudnej do wykrycia kategorii obiektów.

Cloud-9 wzbudzał wątpliwości od dłuższego czasu

Już od jakiegoś czasu Cloud-9 uchodzi za jednego z najbardziej obiecujących kandydatów do miana ciemnej galaktyki.

Obiekt ten leży w sąsiedztwie galaktyki spiralnej M94, w odległości około 4,66 megaparseka, czyli mniej więcej 15 mln lat świetlnych od nas. Jak na skalę kosmiczną to relatywnie blisko, dzięki czemu Cloud-9 stwarza astronomom okazję do przeprowadzenia szczegółowych, dokładnych badań.

Wiadomo, że obłok zawiera wodór o masie odpowiadającej mniej więcej milionowi mas Słońca. To imponująca ilość materii jak na strukturę, w której jak dotąd nie zaobserwowano wyraźnej populacji gwiazd.

Sam brak widocznych gwiazd nie musi jednak od razu oznaczać, że mamy do czynienia z galaktyką, która nigdy ich nie wytworzyła. Astronomia wymaga rozważenia alternatywnych scenariuszy: Cloud-9 mógłby być na przykład pozostałością po grawitacyjnych oddziaływaniach między galaktykami, fragmentem gazu oderwanym od większego układu, albo produktem zupełnie innego procesu.

Część takich obiektów kryje w sobie niewielką liczbę bardzo słabo świecących gwiazd. Aby je wykryć – albo skutecznie wykluczyć ich obecność – potrzebne są dużo głębsze obserwacje niż te wykonywane podczas standardowych przeglądów nieba.

Jeden z największych teleskopów świata wpatrzony w ciemność

Naukowcy sięgnęli po HiPERCAM – szybką kamerę zainstalowaną na Gran Telescopio Canarias, czyli jednym z największych teleskopów optycznych na świecie, zlokalizowanym na Wyspach Kanaryjskich.

Obserwacje Cloud-9 prowadzono przez dwie noce w czerwcu 2026 roku. HiPERCAM umożliwia jednoczesną rejestrację obrazu w pięciu różnych filtrach, co pozwoliło szukać wyjątkowo słabego, rozproszonego blasku mogącego świadczyć o ukrytej populacji gwiazd.

Samo nakierowanie teleskopu na wybrany fragment nieba nie wystarcza jednak do uzyskania tak precyzyjnych pomiarów. Przy poszukiwaniu obiektów o ekstremalnie niskiej jasności decydujące znaczenie ma sposób obróbki zebranych danych.

Badacze regularnie przesuwali pole widzenia pomiędzy kolejnymi ekspozycjami, a przy usuwaniu tła stosowali odpowiednie maskowanie obszaru zajmowanego przez Cloud-9. Miało to zapobiec sytuacji, w której ewentualny słaby sygnał gwiazdowy zostałby błędnie potraktowany jako element tła i usunięty w trakcie obróbki.

Osiągnięta czułość znacznie przewyższyła tę uzyskiwaną w typowych obserwacjach tego rodzaju. W paśmie g astronomowie doszli do granicznej jasności powierzchniowej na poziomie 31,4 magnitudo na sekundę łuku kwadratowego – teleskop był więc w stanie wychwycić struktury dużo słabsze niż w dotychczasowych badaniach.

We wnętrzu Cloud-9 wciąż brak gwiazd

Mimo tak głębokich obserwacji astronomowie nie zarejestrowali światła gwiazd w centralnym obszarze Cloud-9.

Na bazie zebranych danych wyznaczono bardzo restrykcyjny górny limit masy gwiazd, jakie mogłyby znajdować się w badanym rejonie. W obszarze o średnicy około 4200 lat świetlnych ich łączna masa mogłaby wynosić maksymalnie tyle, co około 16 tys. mas Słońca.

To niewielka wartość, zwłaszcza zestawiona z ilością zgromadzonego gazu.

Skoro Cloud-9 zawiera około miliona mas Słońca wodoru, oznacza to, że gazu jest tam co najmniej 60 razy więcej niż potencjalnych gwiazd – przy czym równie prawdopodobne jest, że gwiazd nie ma tam w ogóle.

Dla porównania: w typowej galaktyce gaz stanowi surowiec, z którego rodzą się gwiazdy. Cloud-9 sprawia natomiast wrażenie miejsca, w którym ten proces został zatrzymany albo w ogóle się nie zaczął.

Możliwy trop prowadzący do ciemnej galaktyki

Najnowsze obserwacje nie są pierwszą próbą rozwikłania zagadki Cloud-9, ale umacniają wcześniej formułowane podejrzenia.

Wcześniejsze badania również nakładały pewne ograniczenia na obecność gwiazd, jednak nie wszystkie z nich były pomyślane tak, by uchwycić ekstremalnie słabe światło powierzchniowe. Inne analizy bazowały na zliczaniu pojedynczych gwiazd w bardzo głębokich danych z Kosmicznego Teleskopu Hubble'a, lecz ich interpretacja zależała między innymi od porównania Cloud-9 z innym, potencjalnie bardziej zwartym układem.

Tym razem zastosowano inną metodę badawczą, która niezależnie prowadzi do zbliżonego wniosku – jeśli Cloud-9 w ogóle kryje gwiazdy, to jest ich naprawdę niewiele.

Autorzy publikacji zaznaczają, że uzyskany wynik umacnia interpretację Cloud-9 jako wyjątkowo silnego kandydata na galaktykę pozbawioną gwiazd. Nie oznacza to jednak, że sprawę można uznać za ostatecznie rozstrzygniętą – astronomowie muszą jeszcze wykluczyć inne scenariusze, w tym możliwość, że obserwowany gaz jest jedynie pozostałością po oddziaływaniach grawitacyjnych z pobliskimi galaktykami.

Źródło: Spider's Web

Źródło: Spider's Web