Apple traci na pamięciach w iPhone'ach, ale wynik finansowy i tak bije rekordy
Szalejące ceny pamięci DRAM i NAND zdławiły gigantyczne marże Apple na rozszerzeniach pojemności dysku. Firma i tak radzi sobie świetnie, bo rosnące koszty komponentów przerzuca na klientów.
Przez lata dopłata za wariant smartfona z większą pamięcią była dla Apple prawdziwą żyłą złota - narzut względem kosztu samych kości flash sięgał od 800% do 1200%. Boom na infrastrukturę AI odwrócił jednak tę sytuację, winując gwałtowny wzrost cen układów DRAM i pamięci NAND. W efekcie legendarna przebitka Apple skurczyła się drastycznie - marża na rozbudowie przestrzeni dyskowej spadła obecnie do około 200%, czyli klient płaci wciąż jakieś trzy razy więcej niż wynosi koszt producenta. To wciąż bardzo dużo jak na standardy rynkowe, lecz w zestawieniu z dotychczasową historią zyskowności Apple oznacza wyraźny regres.
Pomimo tak mocnego ścięcia marż na pojedynczych podzespołach, kondycja finansowa koncernu z Cupertino nie ucierpiała. W ostatnim kwartale, zakończonym we wrześniu, firma pochwaliła się rekordowymi przychodami - zysk netto sięgnął 30,7 miliarda dolarów, a w skali całego roku aż 132,2 miliarda dolarów. Tajemnica tkwi w sposobie zarządzania kosztami: Apple konsekwentnie przerzuca rosnące wydatki na komponenty wprost na klientów. O ile spadki cen produkcji rzadko kiedy odbijały się na niższych cenach w sklepach, o tyle podwyżki cen komponentów są natychmiast rekompensowane wyższymi cenami produktów. Dzięki temu marża brutto firmy zmieniła się tylko nieznacznie - z 50,1% do 47,9% - i pozostaje znacznie wyższa niż dekadę temu, gdy wynosiła około 38%.
Wyższa cena i skromne ulepszenia w iPhone 18
Presja kosztowa odbije się wprost na kolejnych generacjach urządzeń, w tym na podstawowym iPhone 18. Według przecieków od analityków branżowych, premiera modelu ma nastąpić wiosną 2027 roku. Spora część specyfikacji pozostanie jednak bez większych zmian względem poprzednika - telefon ma otrzymać 6,3-calowy ekran OLED z Dynamic Island i odświeżaniem 120 Hz, podwójny aparat z matrycami 48 megapikseli oraz Face ID. Nie należy więc liczyć na rewolucję wizualną ani przebudowę sekcji fotograficznej.
Kluczowe zmiany mają dotyczyć dwóch obszarów. Pierwszym jest nowy procesor Apple A20, wykonany w procesie litograficznym 2 nm, który zastąpi obecny układ A19 produkowany w technologii 3 nm. Zejście na mniejszy proces technologiczny ma dać nie tylko wyraźny skok wydajności, ale też lepszą efektywność energetyczną, co przełoży się na dłuższy czas pracy baterii. Drugą zmianą ma być montaż ogniwa o większej pojemności - to odpowiedź na zarzuty wobec akumulatora w iPhone 17, który dysponował zaledwie 3692 mAh.
Na premierę kładzie się jednak cień spodziewanej podwyżki cen. Po tym, jak cena wariantu 256 GB w poprzedniej generacji wzrosła z 799 do 899 dolarów, iPhone 18 najprawdopodobniej przyniesie kolejny skok - do 999 dolarów za podstawowy wariant. To część szerszego zjawiska rynkowego, w którym producenci elektroniki użytkowej muszą rywalizować o surowce i komponenty z sektorem serwerowym.
Źródło: AntyWeb


