Android 17 wciąż czeka na swoją szansę - adaptacja na poziomie zaledwie 1 procenta
Mimo czterech miesięcy od premiery nowej wersji systemu Google, niemal nikt nie zdecydował się na aktualizację. Problem z fragmentacją Androida znów daje o sobie znać.
Czwarty miesiąc od debiutu Androida 17, a statystyki wdrożenia pozostają rozczarowujące - na nowy system przeszedł zaledwie 1% użytkowników. To pokazuje, że dawny bolączka Google wciąż nie znalazła skutecznego rozwiązania.
Android 17 z marginalnym udziałem rynkowym
U Apple premiera kolejnej wersji systemu to zwykle wydarzenie roku, na które czekają niemal wszyscy posiadacze iPhone'ów zdolni do aktualizacji sprzętu. Firma z Cupertino konsekwentnie wspiera starsze modele, dzięki czemu nowy iOS trafia nawet na kilkuletnie urządzenia, a ich użytkownicy chętnie i szybko sięgają po nowości. Kluczowe jest to, że Apple udostępnia aktualizację wszystkim uprawnionym urządzeniom w jednym momencie. U Google sprawa wygląda zupełnie inaczej, co potwierdzają fatalne wyniki adaptacji Androida 17. System zadebiutował w czerwcu bieżącego roku, jednak do tej pory zdecydował się na niego zaledwie 1% użytkowników platformy.
Oficjalne dane nie pozostawiają złudzeń - Android 17 to na razie margines statystyczny, sięgający góra jednego procenta całego rynku tego systemu. Niekwestionowanym liderem popularności pozostaje Android 16, obecny na około 25,4% urządzeń. Co zaskakujące, wciąż dużą grupę użytkowników mają znacznie starsze wersje - Android 11 z wynikiem 10,5% oraz Android 12 z 9,6%. To właśnie te dwie najstarsze edycje stanowią poważne zagrożenie, ponieważ mówimy o milionach telefonów działających na przestarzałych mechanizmach zabezpieczeń, podatnych na ataki cyberprzestępców. A pomysłów na przejmowanie kontroli nad smartfonami nie brakuje - przykładem może być opisywany wcześniej mechanizm określany jako "SMS of death".
Skąd bierze się ten uporczywy problem z aktualizacjami Androida? Nie można powiedzieć, że Google nic z tym nie robi - firma od lat wprowadza istotne zmiany w architekturze systemu, takie jak:
- Project Treble, który oddzielił kod bazowy Androida od sterowników dostarczanych przez producentów chipów, takich jak Qualcomm czy MediaTek
- Project Mainline, dzięki któremu kluczowe elementy jądra systemu stały się modułami aktualizowanymi wprost ze sklepu cyfrowego
Te rozwiązania skróciły proces przygotowania aktualizacji o wiele miesięcy, lecz nie usunęły najbardziej uciążliwej bolączki - każdy producent stosuje własną nakładkę systemową, będącą swoistym zestawem dodatkowych funkcji i rozwiązań graficznych. Niezależnie, czy mowa o Samsungu, Xiaomi, vivo czy innych markach, każda z nich tworzy de facto system w systemie. To z kolei wymusza wielomiesięczne testy kompatybilności oraz wydajności, zanim aktualizacja w ogóle trafi do użytkowników.
Z punktu widzenia osoby korzystającej z iPhone'a może się wydawać, że cały ekosystem Androida się chwieje, jednak rzeczywisty obraz sytuacji jest bardziej złożony. O ile w iOS nawet drobna poprawka systemowa wymaga pobrania sporego pakietu danych, Google zdołało rozbić monolityczną strukturę systemu na części, które można aktualizować niezależnie od siebie. Aplikacje systemowe otrzymują aktualizacje bezpośrednio przez Google Play, natomiast poprawki systemowe dostarczają nowe API, silniki multimedialne oraz istotne łatki bezpieczeństwa w tle - bez konieczności oczekiwania na decyzję producenta urządzenia.
Dzięki temu telefon działający na rocznym czy dwuletnim oprogramowaniu wciąż zachowuje około 90% nowoczesnych funkcji oraz dostęp do najnowszych aplikacji. Mimo to fakt, że po czterech miesiącach od premiery Androida 17 jego udział wynosi zaledwie 1%, pozostaje dobrze znanym problemem, z którym otwarty ekosystem Google zmaga się praktycznie od samego początku swojego istnienia.
Źródło: AntyWeb


