Firmy

System HR to nie kartoteka pracowników, lecz szkielet firmowych procesów

Wybór narzędzia HR często sprowadza się do porównania funkcji z katalogu, a to błąd. Liczy się to, czy system porządkuje obieg spraw obejmujący kadry, finanse, IT i menedżerów, a nie tylko listę płac.

7 min czytania

System HR porządkujący procesy HR i operacyjne
System HR porządkujący procesy HR i operacyjne

Problem rzadko leży w samym oprogramowaniu, a częściej w błędnie postawionym celu. System HR nie powinien być traktowany jak zbiór danych o zatrudnionych osobach.

To raczej rdzeń, wokół którego krąży obsługa firmowych spraw, a ten obieg nie kończy się na drzwiach działu personalnego.

Granica między HR a operacjami jest umowna

Wystarczy prześledzić zwykłą sprawę pracowniczą, by zobaczyć, przez ile działów faktycznie przechodzi. Przy zatrudnieniu nowego człowieka za rekrutację i papiery odpowiadają kadry, ale komputer, dostępy i konta w systemach to już zadanie IT, a budżet na pensję zatwierdza ktoś zupełnie inny.

W organizacjach liczących od kilkudziesięciu do kilkuset osób te zależności trzymają się na zwyczaju i pamięci pracowników. Kilka osób po prostu wie, do kogo skierować dokument. Taki system działa, o ile nikt nie jest na urlopie i nie trzeba się cofać do decyzji podjętej trzy kwartały temu.

Z tego powodu przy wyborze oprogramowania trzeba myśleć szerzej niż tylko o kadrach i płacach. Ewidencja umów z terminami wygaśnięcia, zamówienia na sprzęt, kanał do zgłoszeń sygnalistów – żadna z tych spraw nie jest klasycznym zadaniem HR, a każda przechodzi przez te same ścieżki akceptacji. Rozwiązanie ograniczone do urlopów i wynagrodzeń pomija połowę firmowej administracji.

Potwierdza to spojrzenie na to, kto z takiego systemu realnie korzysta. Dobrze wybrane narzędzie nie jest programem kadrowym odwiedzanym przez resztę firmy przy okazji, lecz wspólną przestrzenią pracy dla działu personalnego, finansów, IT, kierowników, zarządu i każdego zatrudnionego. Każda z tych grup ma inny powód, by tam wejść, i inny sposób oceny, czy inwestycja się zwróciła.

  • Zarząd – decyzje oparte na danych, nie na raportach zamawianych osobno w kadrach: pulpit z rotacją, kosztami zatrudnienia, realizacją celów i OKR.
  • HR i kadry – mniej pracy papierkowej i dokumentacja gotowa na kontrolę: ewidencja czasu pracy, wnioski urlopowe i o pracę zdalną, e-teczka, rekrutacja, onboarding, oceny.
  • Finanse – bieżąca kontrola wydatków i przewidywalny OPEX zamiast jednorazowego CAPEX na licencje i infrastrukturę: obieg faktur kosztowych zintegrowany z KSeF, dekretacja i raporty według MPK, rozliczenia delegacji krajowych i zagranicznych z dietami, kursami walut i limitami.
  • IT – jedno źródło danych o zatrudnionym zamiast kilku baz do pilnowania: uprawnienia przypisane do roli, integracje z systemem kadrowo-płacowym i ERP, otwarte API, automatyczne przydzielanie dostępów po zmianach kadrowych.
  • Menedżerowie – zarządzanie zespołem bez zalewu maili i pytań do kadr: zatwierdzanie wniosków, grafiki, rozmowy 1:1, cele zespołu, wgląd w nieobecności.
  • Pracownicy – samodzielne załatwianie spraw bez kolejki do kadr: samoobsługa wniosków, dostęp do własnych dokumentów i grafiku, zgłoszenia.

Zacznij od mapy, nie od listy funkcji

Oferty dostawców na pierwszy rzut oka wyglądają bardzo podobnie, więc zestawianie ich funkcja po funkcji rzadko daje sensowną odpowiedź. Skuteczniejszym punktem wyjścia jest przyjrzenie się własnej organizacji. Warto zapisać sprawy powtarzające się w miesiącu więcej niż kilkanaście razy według tego samego schematu, a przy każdej odnotować, kto uczestniczy w ścieżce, ile osób musi ją zatwierdzić i gdzie dziś powstaje zapis. Taki spis mówi więcej niż jakiekolwiek porównanie modułów – ukazuje, które procesy zabierają najwięcej czasu i gdzie informacja gubi się w drodze.

Na szczycie takiej listy najczęściej znajdują się wnioski urlopowe i o pracę zdalną, rejestrowanie czasu pracy i nadgodzin, rozliczenia delegacji oraz faktury kosztowe. Kolejność bywa różna – w produkcji i handlu priorytetem jest grafikowanie i czas pracy, w firmach usługowych częściej dominują wnioski i dokumentacja.

Kryteria, które naprawdę różnicują

Funkcje opisywane w materiałach handlowych bywają do siebie łudząco podobne. Poniżej te elementy, które faktycznie rozstrzygają, czy po roku firma pracuje w systemie, czy raczej obok niego.

Modułowość zamiast pakietu kupionego z zapasem. Ważna jest możliwość aktywowania jedynie tych obszarów, które są potrzebne teraz, i dodawania kolejnych z czasem, bez migracji na inne rozwiązanie. Tak działa tomHRM – z ponad 20 modułów włącza się wyłącznie te używane w praktyce i płaci się tylko za nie, a nie za funkcje kupione na wszelki wypadek.

Firma, która zaczyna od ewidencji czasu pracy i wniosków, a po roku dodaje oceny i rekrutację, nie musi drugi raz przechodzić całego procesu wdrożenia od podstaw.

Dwustronna integracja z systemem kadrowo-płacowym. To miejsce, w którym wdrożenia najczęściej się psują. Eksport działający tylko w jedną stronę oznacza, że dane wciąż są przepisywane ręcznie, tylko w innym miejscu niż wcześniej. Warto sprawdzić, czy nieobecności i nadgodziny automatycznie wracają do systemu płacowego i czy funkcjonuje to z oprogramowaniem faktycznie używanym przez księgowość, a nie z jego czterech lat starszą wersją.

Dostępność dla pracownika i przełożonego, nie tylko dla kadr. Narzędzie, do którego loguje się wyłącznie dział personalny, nie porządkuje niczego, bo obieg wymaga zaangażowania wszystkich stron. Samoobsługa jest warunkiem, a nie dodatkiem. Jeśli pracownik lub przełożony wypada z systemu, wniosek trafi na maila, a wraz z nim wróci dawny bałagan.

Zgodność z polskimi przepisami i tempo wprowadzania zmian. Prowadzenie ewidencji czasu pracy jest obowiązkiem pracodawcy wynikającym z Kodeksu pracy, a regulacje dotyczące dokumentacji pracowniczej, pracy zdalnej czy zgłoszeń wewnętrznych zmieniały się w ostatnim czasie wielokrotnie. Dostawca, który reaguje z opóźnieniem, przenosi ten kłopot na dział kadr klienta.

Bezpieczeństwo i uprawnienia przypisane do roli. Dane kadrowe podlegają szczególnej ochronie, więc szyfrowanie, dwuetapowe uwierzytelnianie i regularne kopie zapasowe to konieczny standard, nie przewaga konkurencyjna. W codziennej pracy istotniejsze jest to, czy przełożony widzi tylko swój zespół, a nie całą firmę, i czy każda zmiana w dokumentacji zostaje odnotowana – kto ją wprowadził, kiedy i na jakiej podstawie.

Wdrożenie mierzone w tygodniach i konkretny człowiek po drugiej stronie. Warto pytać nie o teoretyczny czas wdrożenia, lecz o to, jak długo trwało ono w firmie podobnej wielkości i z podobnym zestawem modułów. Dobrze doprecyzować, kto prowadzi projekt, kto szkoli zespół i pod jaki numer zadzwoni kadrowa w dniu zamknięcia listy płac.

Porządek jest warunkiem, nie efektem końcowym

To element, o którym w dyskusjach o wyborze systemu mówi się najmniej, choć w najbliższych latach będzie miał największe znaczenie.

Uporządkowany obieg spraw nie tylko przyspiesza pracę. On generuje dane. Każda sprawa poprowadzona ustaloną ścieżką zostawia po sobie zapis: kto ją zgłosił, kto zatwierdził, kiedy, na jakiej podstawie i z jakim skutkiem. Dobrze wdrożony system HR, jakim jest tomHRM, automatyzuje do 80% powtarzalnej pracy administracyjnej działu kadr, a jego mniej widocznym skutkiem jest jedno źródło informacji o pracowniku, powstające samo, jako produkt normalnej codziennej pracy.

Po roku takiego działania firma dysponuje danymi, których wcześniej nie umiała zliczyć: rozkładem nadgodzin w podziale na zespoły i miesiące z odróżnieniem sezonowości od trwałego trendu, czasem reakcji przełożonych na wnioski wraz z miejscami, w których akceptacje się zatrzymują, oraz zaległościami urlopowymi widocznymi w konkretnych działach jeszcze przed grudniem, a nie dopiero w grudniu.

Firma bez takiego zapisu może kupić najlepsze narzędzie analityczne i moduł ze sztuczną inteligencją, a różnicy i tak nie zauważy. Modele nie tworzą danych, tylko na nich operują. Preselekcja kandydatów bez historii wcześniejszych rekrutacji zwraca jedynie ranking słów kluczowych z CV, a przewidywanie rotacji bez spójnej historii nieobecności, ocen i awansów nie jest prognozą, tylko zgadywaniem.

To nie jest argument przeciwko sztucznej inteligencji – raczej odwrotnie. Firma, która serio planuje wykorzystać AI w procesach kadrowych, ma szczególny powód, by najpierw uporządkować obieg, bo później i tak będzie musiała wykazać, na jakiej podstawie system podsunął dane rekomendacje. Decyzja, której nie da się uzasadnić danymi, staje się problemem prawnym, a nie przewagą konkurencyjną.

Kolejność, która się sprawdza

Z doświadczeń wdrożeń w firmach tej skali wyłania się dość powtarzalny wzór postępowania. Na początek warto włączyć procesy o największej częstotliwości i najprostszych regułach – zwykle czas pracy i wnioski urlopowe. Efekt widać już w pierwszym miesiącu, a zespół uczy się narzędzia na czynnościach wykonywanych codziennie. Później dochodzą obszary powiązane, czyli delegacje, dokumenty i obieg faktur – miejsca, gdzie HR styka się z finansami. Na końcu, gdy w systemie już zebrała się historia, pojawiają się oceny, cele i rozwój, bo bez danych z wcześniejszych etapów byłyby jedynie formularzem.

Firmy, które przeszły tę drogę w takim porządku, po dwóch latach nie zadają sobie pytania, czy to było warto. Zastanawiają się raczej, co jeszcze dołożyć do systemu. Te, które zaczęły od modułu uznanego za najbardziej fundamentalny, często wciąż prowadzą równolegle arkusz kalkulacyjny, bo podstawowy obieg nigdy nie został domknięty.

Uporządkowanie procesów jest trudniejsze niż samo włączenie oprogramowania i rzadko udaje się przeprowadzić samodzielnie. W tomHRM wdrożenie jest bezpłatne, a prowadzi je opiekun znający te ścieżki z doświadczeń innych firm, który podpowie, gdzie ustawić akceptacje, a gdzie ich nie mnożyć. Do tego dochodzą certyfikowane szkolenia dla kadr, menedżerów i administratorów, dzięki czemu zespół nie uczy się narzędzia metodą prób i błędów na własnej liście płac.

Źródło: Spider's Web