Branża

Spotkanie ministra z Big Techami: dużo słów, zero konsekwencji

Krzysztof Gawkowski rozmawiał z przedstawicielami największych platform społecznościowych o bezpieczeństwie dzieci w sieci. Problem w tym, że ze spotkania wyszły głównie deklaracje, a nie realne narzędzia nacisku.

4 min czytania

Big Techy obiecują przestrzegać prawa. Wielki sukces ministra
Big Techy obiecują przestrzegać prawa. Wielki sukces ministra

Spór pomiędzy polskim rządem a platformami społecznościowymi ciągnie się już od dłuższego czasu. Obie strony rzucają w siebie mocnymi deklaracjami, pojawiają się górnolotne obietnice, ale realny stan rzeczy pozostaje bez zmian. Na tym konflikcie tracą zwykli użytkownicy - ofiary oszustw oraz dzieci narażone na kontakt ze szkodliwymi treściami.

Sprawa nabrała nowego wymiaru po niedawnych atakach z użyciem noży, do których doszło w szkołach. Okazało się, że serwisy społecznościowe stały się kanałem przekazu dla materiałów, które powinny być natychmiast blokowane - chodzi o treści promujące przemoc oraz nawołujące do nienawiści. Mechanizmy moderacji miały takie publikacje wychwytywać i kasować, jednak w praktyce zawiodły. W odpowiedzi minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zorganizował spotkanie z reprezentantami największych platform.

Rozmowy dotyczyły tego, w jakim stopniu platformy odpowiadają za ochronę najmłodszych oraz dlaczego dotychczasowe mechanizmy zabezpieczające nie spełniają swojej roli. Zaproszenia trafiły do przedstawicieli Meta, Google, TikToka, Robloxa, Discorda, X, Snap oraz Telegrama. Trzej ostatni z wymienionych nie pojawili się na spotkaniu.

Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało na swojej stronie relację z przebiegu rozmów.

Podczas spotkania wicepremier Krzysztof Gawkowski przedstawił analizy dotyczące reakcji platform na wnioski o usunięcie treści nielegalnych, które pojawiły się na nich podczas niedawnych ataków nożowników w szkołach. Ponad dwie trzecie zgłoszeń z NASK zostało w tym czasie zignorowanych przez platformy społecznościowe. Przyczyny takich reakcji będą dalej analizowane na kolejnym spotkaniu z przedstawicielami platform.

Ministerstwo Cyfryzacji

W efekcie spotkania ustalono dwa kierunki działań mających poprawić komunikację pomiędzy platformami a instytucjami państwowymi:

  • uruchomione mają zostać szybsze, bezpośrednie kanały do zgłaszania niedozwolonych treści
  • zorganizowane zostaną pilne szkolenia dla funkcjonariuszy służb, dotyczące sposobów zgłaszania treści oraz utrzymywania bieżących kontaktów niezbędnych do prowadzenia postępowań

Minister określił te ustalenia jako sukces. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że cała sytuacja przypomina spektakl, w którym nie ma miejsca na radość.

Policja powinna mówić złodziejom, żeby przestali kraść. I na tym zakończyć swoje działania

Poziom logiki zastosowanej w tej sprawie jest dokładnie taki sam. Wyobraźmy sobie, że zamiast ścigać przestępcę, komendant wojewódzki policji zaprasza złodziei na spotkanie i apeluje, by przestrzegali prawa, a następnie ogłasza publicznie, że dla kradzieży nie będzie tolerancji, bo sprawcy obiecali poprawę. Taki właśnie scenariusz rozegrał się w wykonaniu ministra Gawkowskiego. Warto przypomnieć fundamentalną rzecz - platformy i tak są zobowiązane do przestrzegania prawa, niezależnie od jakichkolwiek deklaracji.

Pierwsza kwestia to konta zakładane przez dzieci poniżej 13. roku życia. Źródło problemu jest proste - żadna z platform formalnie nie dopuszcza takich profili, ponieważ ich regulaminy opierają się na przepisach amerykańskich, gdzie obowiązuje zakaz tworzenia kont przez tak młode osoby.

W polskim prawie sytuacja wygląda podobnie. Zgodnie z Kodeksem cywilnym (art. 12 i 14) osoba, która nie ukończyła 13 lat, nie posiada zdolności do czynności prawnych, a dokonana przez nią czynność jest z mocy prawa nieważna. Założenie konta w serwisie społecznościowym stanowi czynność prawną, więc platformy i bez specjalnych ustaleń nie powinny dopuszczać do rejestracji takich profili. W praktyce przedstawiciele platform zadeklarowali ministrowi jedynie tyle, że nie będą zezwalać na zakładanie takich kont, a istniejące profile tego typu będą zamykane.

Drugi element ustaleń dotyczy szybszego usuwania szkodliwych treści oraz natychmiastowego reagowania na zgłoszenia polskich służb. Trudno dopatrzeć się tu czegokolwiek przełomowego, bo obowiązek współpracy ze służbami istniał od zawsze. Tymczasem sam minister przyznał, że aż dwie trzecie zgłoszeń kierowanych do platform zostało zignorowanych. W modelu, który wydaje się rozsądny, taka skala zaniedbań powinna skutkować karami finansowymi i groźbą ograniczenia działalności na terenie kraju. Zamiast tego przedstawiciel rządu ogranicza się do apelu o współpracę. Korporacje tej skali reagują przede wszystkim na twardy język nacisku. Przykładem może być Turcja, gdzie władze zablokowały działanie Instagrama i przywróciły dostęp dopiero wtedy, gdy platforma ustąpiła i dostosowała się do lokalnego prawa. Pokazuje to, że stanowcze działania są możliwe - potrzebna jest tylko determinacja.

Kolejny raz mamy więc do czynienia z pobłażliwym dialogiem i symbolicznym groźeniem palcem, po którym nic konkretnego się nie wydarza. Warto dodać, że w Radzie ds. Cyfryzacji, pełniącej funkcję doradczą przy ministrze, nadal zasiada wysoki rangą przedstawiciel Meta odpowiedzialny za region Europy Wschodniej - tej samej firmy, która w praktyce lekceważy polskie władze. Być może nadszedł moment, by zrezygnować z łagodnego podejścia wobec wielkich platform i zacząć egzekwować przepisy. Przestrzeganie prawa nie powinno być traktowane jako przysługa wyświadczana państwu.

Źródło: Spider's Web