Meta olewa polski Sejm i nie odpowiada na zarzuty o zarabianie na oszustwach
Fundacja Instrat szacuje, że Meta może zarabiać rocznie nawet 760 mln zł na reklamach oszukańczych. Firma nazywa raport fikcją, a jej przedstawiciele nie zjawili się na sejmowej komisji, co wywołało falę krytyki polityków.
Z analizy Fundacji Instrat wynika, że Meta może czerpać rocznie około 760 mln zł z reklam o charakterze oszukańczym, co przekłada się na dzienny przychód rzędu 2,08 mln zł. Autorzy raportu, opisując swoje wyliczenia jako "ostrożne szacunki", twierdzą, że ponad jedna trzecia polskich wpływów Mety pochodzi z reklam bazujących na sfałszowanym wizerunku znanych osób i zachęcających do wątpliwych inwestycji. W praktyce oznacza to, że straty ponoszą Polacy, a koncern zyskuje na kampaniach wykupywanych przez przestępców.
Jednocześnie można zakładać, że wartość samych oszustw, które te reklamy umożliwiają, jest większa niż koszt emisji tych reklam. Oszuści - zakładamy – działają racjonalnie i kontynuują wykorzystywanie reklam do pozyskiwania ofiar dlatego, że zarabiają na tym więcej niż wydają. Oznacza to, że oszukiwanie Polaków za pomocą reklam zamieszczanych na platformach Mety jest operacją wartą setki milionów czy wręcz miliardy złotych rocznie
autorzy raportu Fundacji Instrat
Meta w oświadczeniu przesłanym redakcji odrzuca ustalenia raportu, określając go jako opracowanie zamówione i mające dezinformować opinię publiczną.
Raport został zamówiony przez kancelarię prawną reprezentującą osobę, która nas pozwała. Opiera się na błędnych założeniach, nieprawidłowych definicjach i małej próbie badawczej, co daje zawyżone i absurdalne liczby, przedstawiające w fałszywym świetle naszą szeroko zakrojoną pracę na rzecz walki z oszustwami. Na przykład raport nieprawdziwie twierdzi, że każde usunięcie reklamy - niezależnie od jego przyczyny - wynikało z oszustwa, a wiele wniosków raportu opiera się na danych zebranych z jednego profilu, celowo przygotowanego tak, by przyciągał określone rodzaje reklam.
oświadczenie Meta
Można jednak zauważyć pewną niekonsekwencję w tej argumentacji - jeśli nawet konto testowe zostało tak skonfigurowane, by ściągać konkretny typ reklam, to sam fakt, że takie treści istnieją i są dostarczane użytkownikom, potwierdza istnienie problemu.
Koncern podaje również, że w Polsce ponad 88 proc. fałszywych reklam usuniętych w okresie od lipca 2025 r. do czerwca 2026 r. zniknęło zanim ktokolwiek zgłosił je jako podejrzane. Firma dodaje, że nowy, ulepszony model AI wprowadzony niedawno zwiększył o 50 proc. liczbę usuwanych reklam podszywających się pod osoby publiczne.
Do kwestii efektywności działań Mety wrócimy dalej, jednak istotniejsze jest to, że polscy reprezentanci firmy mieli sposobność, by odnieść się nie tylko do raportu, lecz i do wcześniejszych zarzutów o niedostateczne zwalczanie oszustw. Jak podała "Rzeczpospolita", pracownicy Mety nie pojawili się na czwartkowym posiedzeniu specjalnej komisji sejmowej.
Trudno o większy wyraz pogardy do polskiego Sejmu, rządu i nas wszystkich Polaków - skomentował w mediach społecznościowych Rafał Brzoska
Z tą oceną trudno się nie zgodzić. Przy tak poważnych oskarżeniach wyjaśnienia ze strony firmy powinny być czymś oczywistym, a nie fakultatywnym gestem. Meta jednak - nie po raz pierwszy - traktuje polskie instytucje jako podmiot niewarty rozmowy. Firma po prostu nie zamierza się usprawiedliwiać.
Jestem w kontakcie z ministrami odpowiedzialnymi za rynek cyfrowy w państwach europejskich, aby zbudować koalicję i wspólnie walczyć z patologią, za którą odpowiada Meta. W UE jest głębokie przekonanie o konieczności ukręcenia głowy wszystkim patologiom fundowanym przez Big Techy. Surowe kary dla Mety muszą być nałożone jak najszybciej i będę rozmawiał z wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej Henną Virkkunen, aby przyśpieszyć trwające postępowanie. Im większe będą kary tym lepiej. Żadnego pobłażania!
minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski
Nie doszło więc do żadnych wyjaśnień, uspokojenia sytuacji czy próby dialogu. Można wręcz uznać, że Meta zachowuje się konsekwentnie - reguły gry są jasne i od dawna właściwie znane, choć rząd długo żył w przekonaniu, że da się je zmienić. Padały deklaracje o konieczności dyscyplinowania wielkich koncernów, jednak kończyło się na obietnicach, że stosowny moment kiedyś nadejdzie. To dopiero reakcja Rafała Brzoski sprowokowała rząd do bardziej stanowczych kroków.
Meta konsekwentnie mówi swoje: walczymy z oszustami, nie chcemy ich na swojej platformie
Ze stanowiska przekazanego redakcji wynika, że fałszywych reklam nie chcą ani użytkownicy, ani uczciwi reklamodawcy, a koncern deklaruje, że jemu również na nich nie zależy. Problem w tym, że mimo zapewnień o ciągłej walce z takimi treściami, wciąż są one obecne na platformie.
Zespół CSIRT KNF poinformował, że w sierpniu zgłosił 752 fałszywe reklamy oraz 4100 niebezpiecznych domen powiązanych z oszukańczymi inwestycjami. Mowa tu ogólnie o reklamach w mediach społecznościowych, jednak nie jest przypadkiem, że przywołane przykłady pochodzą właśnie z Facebooka. Natrafić na nie nie jest wcale trudno.
Zapewnienia Mety o usuwaniu takich reklam mają niewielką wartość, jeśli mimo to wciąż są one widoczne dla użytkowników. Firma tej wielkości dysponuje środkami i możliwościami, by skuteczniej przeciwdziałać cyberprzestępcom. Praktycznie codziennie Rafał Brzoska publikuje kolejne przykłady skandalicznych reklam wykorzystujących wizerunek znanych osób. Nie chodzi o to, że Meta nie podejmuje żadnych działań - problem polega na tym, że są one niewystarczające. Od koncernu tej skali można i należy wymagać znacznie skuteczniejszej ochrony użytkowników.
Skoro istnieje uzasadnione podejrzenie, że Meta czerpie z tego procederu wymierne korzyści finansowe, opinia publiczna zasługuje na konkretne wyjaśnienia. Posiedzenie sejmowej komisji było do tego doskonałą okazją. Pytanie zatem, jak należy odczytywać decyzję o jej zbojkotowaniu.
Źródło: Spider's Web


