Zwiedzanie muzeów bez wychodzenia z domu - jak skanowanie 3D zmienia dostęp do kultury
Skanery 3D pozwalają obcować z eksponatami z największych muzeów świata prosto z ekranu komputera, bez konieczności stania w kolejkach i wybierania, które wystawy warto odwiedzić podczas krótkiego wyjazdu.
Planując wakacyjną wycieczkę, zwykle mamy zbyt mało czasu, żeby zobaczyć wszystko, co chcielibyśmy. Niektóre miasta są na tyle bogate w atrakcje, że ich pełne zwiedzenie w ciągu kilku dni po prostu się nie uda. Z tego powodu z czegoś trzeba zrezygnować, żeby cały plan podróży miał ręce i nogi, a najczęściej ofiarą padają muzea. Z jednej strony to właśnie tam można spotkać się z pozostałościami dawnych cywilizacji, z drugiej - odwiedzanie czwartej takiej placówki w ciągu trzech dni zaczyna być już przesadą. Na szczęście obecna technologia daje możliwość ograniczenia liczby takich wizyt bez poczucia straty. Nie wynika to z mniejszego poszanowania dla kultury, lecz z faktu, że sama kultura trafiła do naszych domów.
Chodzi tu o technologię 3D, która w cichy sposób odmieniła nasz sposób kontaktu ze sztuką i historią. Nie ogranicza się ona do prostych animacji, fotografii czy prezentacji slajdów. Mamy do czynienia z w pełni interaktywnymi modelami, które da się swobodnie obracać, zbliżać i podziwiać z każdej możliwej strony - także tej, której normalnie nie dałoby się zobaczyć, bo eksponat stoi zamknięty w gablocie.
Z sali wystawowej prosto do chmury
Dzisiejsze skanery 3D są w stanie uchwycić przestrzenny kształt przedmiotu z dokładnością, jakiej nie zapewni ludzkie oko. Pracują na kilku różnych zasadach - niektóre bazują na świetle strukturalnym, inne na laserach, a kolejne wykorzystują zjawisko interferencji prążków moiré. W przypadku skanerów światła strukturalnego na badany obiekt rzucany jest wzór linii, którego zniekształcenia są potem analizowane. Kamery wychwytują, jak ten wzór "załamuje się" na nierównej powierzchni, dzięki czemu każda zmiana kąta, wgłębienie czy wypukłość zostają zmierzone z dużą precyzją. W efekcie powstaje chmura punktów, którą po dalszej obróbce przekształca się w model trójwymiarowy. Taki model trafia następnie do sieci - na platformy jak Sketchfab lub Google Arts & Culture - gdzie można go oglądać bez ruszania się z fotela.
Wirtualne zwiedzanie tego typu funkcjonuje już w licznych muzeach, w tym w tych o światowej renomie. Brytyjskie muzeum, Luwr i wiele innych instytucji dawno doszły do wniosku, że cyfrowa kopia eksponatu w żaden sposób nie umniejsza jego wartości. Dzięki skanom 3D zbiory, które przez długi czas leżały zapomniane w magazynach, mogły wreszcie trafić do szerszej publiczności.
Szansa eksponatów na wieczność
Żaden przedmiot nie jest wieczny. Bez względu na to, jak bardzo będziemy się starali go chronić, każdy zabytek, nawet najlepiej utrzymany, w końcu przestanie istnieć. To właśnie dlatego technologia 3D stała się takim wsparciem dla konserwatorów dzieł sztuki. Skanowanie obiektów umożliwia dokumentowanie ich kondycji z ogromną precyzją, a tym samym śledzenie wszelkich zmian, jakie zachodzą w nich z czasem. Gdy dojdzie do zniszczenia zabytku, istnieje możliwość jego odtworzenia na bazie wcześniej wykonanego cyfrowego modelu. Przykładem jest sytuacja fragmentów katedry Notre Dame po pożarze z 2019 roku - skany zrobione przed tym wydarzeniem okazały się nie do zastąpienia podczas prac odbudowy. Dodatkowo technologia 3D umożliwia cyfrowe "składanie" uszkodzonych naczyń czy rzeźb.
I tu docieramy do najważniejszego wniosku. Technologia 3D w żadnym wypadku nie czyni muzeów niepotrzebnymi - jest wręcz przeciwnie. Może ona zachęcić do kontaktu z kulturą osoby, które wcześniej trzymały się od muzeów z daleka, zniechęcone nużącymi wycieczkami szkolnymi. Wirtualny eksponat może kogoś zafascynować do tego stopnia, że zdecyduje się zobaczyć go na żywo, jeśli kiedykolwiek znajdzie się w danym mieście. Wirtualne muzeum stanowi więc dobry punkt startowy - swego rodzaju zachętę, która potrafi rozbudzić ciekawość.
Źródło: AntyWeb


