Technologie

Trails in the Sky: Second Chapter – recenzja gry, którą trzeba nadrobić

Kontynuacja jRPG-owego remake'u domyka historię Estelle i Joshuy, dodając więcej dramatyzmu i rozwijając system walki. Sprawdzamy, czy druga część radzi sobie lepiej niż pierwsza i czy warto zaczynać przygodę z serią właśnie teraz.

6 min czytania

Recenzja Trails in the Sky 2nd Chapter. Must play dla fanów dobrych jRPG
Recenzja Trails in the Sky 2nd Chapter. Must play dla fanów dobrych jRPG

Seria The Legend of Heroes przez długi czas była dla mnie zagadką – zarówno pod względem skali, jak i powodów, dla których fani są tak bardzo do niej przywiązani. Cykl liczy sobie ponad 20 tytułów, akcja toczy się w różnych regionach kontynentu Zemuria, a wszystkie odsłony spaja jedna rozległa fabularna oś. Dwie części Trails in the Sky funkcjonują w tej układance jako swego rodzaju wprowadzenie do całości.

O remake'u pierwszej części pisałem na Antyweb rok wcześniej. Był to moment przełomowy – twórcy odświeżyli dwuwymiarowe otoczenie, tworząc trójwymiarową grafikę w stylu cel shading. Dorzucili do tego mechaniki znane z nowszych gier serii, co dało efekt świeżości przy jednoczesnym zachowaniu wierności oryginalnej fabule. Pozytywny odbiór krytyków i solidne wyniki sprzedaży musiały przekonać studio, że warto pójść tą drogą dalej.

Osoby, które nie miały jeszcze kontaktu z pierwszą częścią, powinny liczyć się z tym, że dalsza część tekstu zawiera pewne elementy spoilerów.

Powrót na stare śmieci

Kontynuacja była wręcz nieunikniona – „1st chapter” zamyka się na potężnym zawieszeniu akcji, które w praktyce jest jedynie zapowiedzią prawdziwej konfrontacji z głównym przeciwnikiem, organizacją Ouroboros. To właśnie ta grupa, kierując się własnymi celami, doprowadza do destabilizacji królestwa Liberl, a w konsekwencji całej Zemurii.

Akcja startuje bezpośrednio po wydarzeniach z pierwszej odsłony. Opuszczona przez Joshuę, Estelle wraca do Rolent, licząc na odnalezienie przybranego brata, do którego – jak się okazało w trakcie poprzedniej gry – żywi znacznie silniejsze uczucia niż rodzinne.

Joshua jednak zniknął bez wyraźnego śladu, a jedyna wskazówka wiedzie do Ouroborosa. Estelle, sprawująca już funkcję seniora bracerów, decyduje się podążyć za organizacją, by odzyskać brata.

Cechą charakterystyczną serii jest rozłożona w czasie narracja, mnóstwo dialogów oraz spokojne, dokładne kreowanie postaci drugoplanowych. Druga część nie odbiega od tego schematu, choć w porównaniu do jedynki fabuła rusza tu z miejsca odczuwalnie wcześniej. W pierwszej odsłonie na kluczowe wydarzenia trzeba było czekać do finałowego rozdziału, spędzając czas na eksploracji Liberl, zadaniach dla gildii i pomocy mieszkańcom. Tutaj schemat wygląda podobnie – prolog i dwa początkowe rozdziały nadal skupiają się bardziej na budowaniu świata i charakterów niż na przesuwaniu wątku głównego.

Takie tempo powoduje, że gra z pewnością nie trafi w gusta każdego. Bywają momenty, w których bliżej jej do powieści wizualnej niż klasycznego jRPG, a spokojne, kameralne fragmenty mogą być odbierane jako nużące przez graczy przywykłych do bardziej dynamicznej narracji, typowej dla większości dzisiejszych produkcji. To warto mieć na uwadze przed zakupem.

Po co zmieniać coś, co jest dobre?

Znaczna część wydarzeń rozgrywa się w tych samych miejscach co poprzednio, dzięki czemu spotykamy znane lokacje i postaci. Na początku trudno się oprzeć wrażeniu deja vu, jakby to była w gruncie rzeczy ta sama gra.

W miarę postępów fabuła nabiera nowych tonów, a samo Liberl przechodzi wyraźną transformację pod wpływem działań wrogiej organizacji. Na ekranie zaczynają się pojawiać barwne i zapadające w pamięć postacie antagonistów.

System walki opiera się na dwóch trybach. W czasie rzeczywistym zadajemy ciosy, budujemy pasek specjalnych umiejętności (pomagają w tym m.in. perfekcyjne uniki) i sięgamy po mocniejsze atak – działa to identycznie jak w części pierwszej. Naciśnięcie jednego przycisku pozwala przejść do trybu turowego (warto to zrobić po wcześniejszym ogłuszeniu wroga, co daje przewagę), w którym postacie korzystają z zaawansowanych technik i czarów opartych na orbmentach. Ponieważ ataki różnią się zasięgiem, istotne staje się przemyślane ustawianie drużyny na polu walki – można to robić na bieżąco w każdej turze. Dodatkowo w system wpisano efekty statusów oraz mechanikę żywiołów wpływającą na odporności i słabości przeciwników.

Rozwój postaci opiera się na klasycznym systemie punktów doświadczenia i poziomów. Równie istotne jest dozbrajanie bohaterów w orbale (oraz ulepszanie amuletów, w które są osadzane) – dają one pasywne bonusy, wzrost statystyk oraz dostęp do potężniejszych zaklęć. Orbale można znaleźć w świecie gry lub wytworzyć i wzmocnić w miastach, korzystając z kryształów Sepith. W grze znajduje się też prosty system ekwipunku wraz z opcją jego nasycania.

Wszystko to skłania do grindowania i podejmowania licznych aktywności pobocznych, których w tej odsłonie nie brakuje. Jak zwykle w serii, znajdziemy je na tablicy ogłoszeń w gildii bracerów. Niektóre zadania są ciekawsze niż w jedynce i wymagają nieco więcej sprytu, jednak większość wciąż polega na schemacie znajdź, pokonaj lub przynieś.

Dostępne są też aktywności relaksacyjne, takie jak wędkowanie czy gotowanie. Na wyższych poziomach trudności mogą one zyskać na znaczeniu, ale przy standardowych ustawieniach są jedynie dodatkiem.

Druga część rozbudowuje mechanizm szybkiej podróży, który w połączeniu z obecnym już wcześniej trybem przyspieszenia skutecznie eliminuje problem częstego biegania po tych samych lokacjach. Tryb ten wykorzystywałem regularnie, zwłaszcza w chwilach, gdy tempo gry stawało się zbyt wolne.

Brak konsekwencji

Trails in the Sky Second Chapter opiera się na identycznej stylistyce graficznej jak poprzednik – jak już wspomniałem, wiele assetów zostało po prostu przeniesionych z pierwszej części. To rozwiązanie z jednej strony budzi lekkie rozczarowanie, z drugiej modele postaci wciąż wyglądają solidnie.

Inaczej wypada ocena samych lokacji, którym brakuje detali i wizualnego rozmachu. Studio nie postawiło na spektakularne efekty świetlne czy nadmiar szczegółów graficznych. Dzięki temu gra ma niewielkie wymagania sprzętowe i powinna działać na zdecydowanej większości komputerów, a w razie potrzeby dostępne jest wsparcie dla technologii upscalingu.

Zdecydowanie najsilniejszą stroną produkcji jest strona audio. Angielski dubbing prezentuje bardzo wysoki poziom – aktorzy głosowi utrzymują formę znaną z jedynki. Tym większe jest rozczarowanie faktem, że nie wszystkie linie dialogowe otrzymały udźwiękowienie. Zdarza się, że w ramach jednej sceny dialogi z głosem przeplatają się z tymi wyłącznie tekstowymi, co zauważalnie obniża komfort odbioru. Brak konsekwencji w tym zakresie to spory minus.

Muzyka broni się bardzo dobrze, a część kompozycji potrafi wywołać ciarki, szczególnie w połączeniu z tym, co dzieje się na ekranie. Niestety wiele utworów zostało po prostu przeniesionych z pierwszej odsłony bez żadnych zmian – po wielokrotnym odsłuchaniu niektóre z nich robią się już męczące. Szkoda, że nie zdecydowano się na choćby drobne aranżacje czy wariacje tych samych motywów, choć być może celem było jak najwierniejsze trzymanie się oryginału.

Jeśli zacząć, to właśnie teraz

Obie części Trails in the Sky składają się na zamkniętą opowieść, choć niektóre wątki będą kontynuowane w dalszych odsłonach sagi. Warto zauważyć, że bohaterem trzeciej gry z tej trylogii jest już zupełnie inna postać – Kevin Graham.

To sprawia, że obecny moment jest właściwie idealny, aby po raz pierwszy sięgnąć po Trailsy i samodzielnie sprawdzić, na czym polega popularność tej serii. Obie produkcje to solidne jRPG z wyrazistymi bohaterami, dopracowanym światem i wciągającą historią, która wywołuje całą gamę emocji.

Nie oznacza to jednak, że wszystko jest bezbłędne. Nadmierne wykorzystanie tych samych assetów (w tym muzycznych) daje się odczuć, a brak pełnego udźwiękowienia dialogów pozostaje wadą. Niektórych graczy z pewnością zniechęci też bardzo powolne tempo fabuły, choć to raczej cecha rozpoznawcza całej serii, nie błąd konkretnej odsłony.

Trails in the Sky Second Chapter to udane domknięcie historii zapoczątkowanej w jedynce i jeden z mocniejszych kandydatów do tytułu najlepszego jRPG tego roku. Osobiście czekam już na kolejne remake'i i mam pewność, że z tą serią zostanę na dłużej.

  • Świetna historia, barwne postaci
  • Głęboka, taktyczna i rozbudowana walka z widowiskowymi animacjami
  • Ciekawy system rozwoju postaci oparty na orbmentach
  • Świetny angielski voice acting
  • Muzyka
  • Recykling assetów
  • Niepełne udźwiękowienie dialogów
  • Powolne tempo (ale to akurat typowe dla tej serii)

Egzemplarz gry do recenzji został udostępniony przez wydawcę. Wydawca nie miał wglądu w treść artykułu ani wpływu na jego finalną wersję przed publikacją.

Źródło: AntyWeb