Technologie

The Grounds w EA Sports FC 27: skromna otwarta przestrzeń, która potrafi wciągnąć bardziej niż kariera

Autor Spider's Web przyznaje, że nowy tryb w EA Sports FC 27 miał być tylko ciekawostką do sprawdzenia, a stał się jednym z głównych powodów, dla których włącza grę. Sprawdzamy, co The Grounds robi dobrze, a czego w nim brakuje.

5 min czytania

Sprawdziłem tryb The Grounds w EA Sports FC 27. Jestem zaskoczony, jak bardzo mnie wciągnął
Sprawdziłem tryb The Grounds w EA Sports FC 27. Jestem zaskoczony, jak bardzo mnie wciągnął

W serii FIFA od lat najbardziej liczył się dla autora tryb kariery - to on decydował, że produkcja EA Sports ostatecznie brała górę nad Pro Evolution Soccer, nawet w okresach, gdy Konami prezentowało bardzo mocną formę. Sezon rozgrywkowy zwykle zaczynał się od PES-a, lecz z czasem następował powrót do FIFY, która mimo słabszej rozgrywki wygrywała dzięki otoczce: licencjom, aktualnym składom, transferom czy stadionom. To właśnie te elementy pozwalały wybaczyć jej wady.

Fabuła nigdy nie była w kręgu zainteresowań autora - historia Aleksa Huntera była mu znana jedynie z pobieżnej obserwacji. Żadne dodatkowe tryby nie miały szansy go przekonać: gra w sieci czy wcielanie się w jednego zawodnika to opcje, po które nigdy nie sięgał. Wybór padał zawsze na karierę menadżera i rywalizację prawdziwymi klubami z realnymi piłkarzami.

Podobnych oczekiwań miał wobec The Grounds - zamiar był taki, by zajrzeć do trybu z czystej ciekawości, bo to jedna z największych nowości serii od dawna, a potem wrócić do znanego stylu gry.

Połowa czasu w grze poszła właśnie na The Grounds

Określenie tego trybu jako otwartego świata byłoby mocno naciągane. Do dyspozycji dostajemy jedynie niewielką dzielnicę: kilka ulic z boiskami, sklepami i garstką dodatkowych atrakcji - i tyle. Kto liczył na coś w rodzaju piłkarskiego GTA, wyjdzie z niczym. Nie da się kupić samochodu, którym wracałoby się do domu po treningu, nie istnieje mechanika ucieczki przed wściekłymi kibicami rywala z lokalnego derbowego pojedynku, nie trzeba też jechać na rozmowę z menedżerem planującym transfer.

Ten pseudo-otwarty świat jest raczej pusty, a jego eksploracja sprowadza się do przemieszczenia z jednego boiska na drugie - choć i to można pominąć, przenosząc się tam natychmiast. Mimo że autor nie liczył na wielkie rzeczy, i tak wyczuł, że czegoś tu brakuje. Ulice imitujące miasta z Wielkiej Brytanii, Francji czy Argentyny są zbyt ciasne, by naprawdę wciągnąć gracza. Widoczni są wprawdzie wirtualni kibice - stoją, krzyczą, gawędzą - ale funkcjonują jedynie jako tło, którego obecność niczego by nie zmieniła.

Po drodze napotykamy mentorów, którzy zlecają zadania (na przykład strzelenie gola albo zaliczenie asysty) i przy tym opowiadają swoją historię. Rozmowy z takimi postaciami jak Dybala czy Mbappé są jednak wyjątkowo nużące. To wielcy zawodnicy, a ich życiorysy mogłyby motywować przyszłych piłkarzy, ale słuchanie ich opowieści wywołuje ochotę na odłożenie korków i zakończenie kariery. Na szczęście The Grounds to nie RPG, więc dialogi nie zabierają zbyt wiele czasu - choć zabawnie, istnieją nawet opcje pozwalające skierować rozmowę w inną stronę. Autor najchętniej wybierałby od razu opcję pożegnania, lecz takiej nie przewidziano.

Wszystko inne przestaje mieć znaczenie, gdy zaczyna się mecz

Największym atutem The Grounds jest to, że twórcom udało się uchwycić atmosferę gry na podwórku. Po dotarciu na mecz zawodnicy są już na miejscu, a gracz nie może się doczekać wejścia na murawę - czy raczej na betonowy placyk.

Sercem trybu są mecze w kameralnych składach: 1 na 1, 2 na 2, 3 na 3. Reguły są łagodniejsze niż w regularnym meczu, ale nadal odgwizdywane są faule, a czasem także spalone. Kluczowe jest jednak robienie zwodów oraz dynamiczna, szybka gra oparta na podaniach, kombinacjach i sprycie.

Rozgrywka z realnymi przeciwnikami mogła wróżyć chaos. Możliwe, że tak będzie w pierwszych dniach po premierze - autor testował wcześniej udostępnioną wersję, więc przypuszcza, że wśród pierwszych graczy byli najbardziej zaangażowani fani serii, którzy zamówili edycję najwyższą lub korzystają z abonamentu EA Play Pro, i od razu orientowali się w mechanice. Choć uczestnicy się nie znali i nie komunikowali, łatwo było odgadnąć podział ról na boisku - kiedy jeden atakował, inny zostawał w tyle, i na odwrót. Zdarzały się pomyłki, jak niepodanie piłki czy próba kiwania zamiast strzału, ale takie błędy przypominały realną grę na osiedlowym boisku, więc łatwiej je wybaczyć.

Spotkania są dynamiczne i trudne do przewidzenia. Autor nie jest w stanie zliczyć sytuacji, w których udało się odwrócić wynik przy stracie czterech goli. Tylko jeden mecz zakończył się dotkliwą porażką - w formacie 2 na 2 padło osiem straconych goli bez żadnego zdobytego.

Drobny detal, który dobrze pokazuje ducha podwórkowej piłki

Aby zacząć grę, trzeba podbiec do boiska i stanąć w kolejce - podobnie jak na prawdziwych murawach. Czekanie przy bandzie budzi ochotę, żeby krzyknąć do obecnych na boisku, aby zeszli, bo to teraz kolej gracza. W praktyce rozgrywka po prostu trwa w tle, niezależnie od czekających, ale ten szczegół zdaniem autora naprawdę dodaje smaku - dawał wrażenie realnego wejścia na plac gry.

Najbardziej lubiany format meczu? Zdaniem autora to Rush, znany z wcześniejszych odsłon serii. Najlepiej jednak grało mu się nie w hali z trybunami i zieloną trawą, a właśnie na jednym z boisk dostępnych w The Grounds. Mecze 5 na 5 wymagają większego nastawienia na taktykę i współpracę zespołową, co czyni je bardziej wciągającymi.

Chętnie rozgrywane są także pojedynki 3 na 3, 2 na 2 i 1 na 1 - to według autora największa zaleta całego trybu. Plan wejścia na jeden mecz zwykle kończył się skakaniem między kolejnymi boiskami. Tryb oferuje też inne aktywności, jak koszykówka, ale te zostały odłożone na bok. Nudne okazały się również drobne mini-gry polegające na celowaniu piłką w zielone punkty widoczne na mapie.

Choć otoczka rozczarowuje, The Grounds skutecznie wywołuje efekt „jeszcze jednej rundki” - chęć zagrania kolejnego meczu, żeby rozwinąć postać, zdobyć więcej wirtualnej gotówki i kupić nową koszulkę do noszenia na wirtualnych ulicach.

Świat poza boiskami w The Grounds pozostaje ubogi w atrakcje, ale sama rozgrywka z piłką odciągnęła autora od trybu kariery skuteczniej, niż się spodziewał. Przed rozegraniem meczu ligowego pojawia się teraz zwyczaj rozgrzewki w postaci kilku szybkich starć w The Grounds. To rozbudowane, interaktywne menu bardziej niż faktyczny otwarty świat, ale i tak udało się w nim odtworzyć poczucie wyjścia na ulicę, żeby zagrać w piłkę.

Źródło: Spider's Web

AI

Qualcomm chce wsadzić kamery do słuchawek i okularów

Nowy czip Snapdragon Sound Elite Gen 2 ma nie tylko odtwarzać dźwięk, ale też obsługiwać kamery analizujące otoczenie użytkownika. To zapowiedź nowej generacji słuchawek i inteligentnych okularów wspieranych przez AI.

2 min czytania