Technologie

Sowiecki satelita meteorologiczny po raz kolejny rozpada się na orbicie

Wyniesiony w 1981 roku Meteor 2-7 znów traci fragmenty swojej konstrukcji. To nie pierwszy taki przypadek w historii tego urządzenia, a naukowcy wciąż nie wiedzą, co dokładnie go spowodowało.

4 min czytania

Radziecki satelita rozpadł się po raz drugi. Powstały dziesiątki odłamków
Radziecki satelita rozpadł się po raz drugi. Powstały dziesiątki odłamków

Nieczynny od dekad radziecki satelita obserwacyjny zaczął ponownie rozsypywać się na orbicie, a radary namierzyły wokół niego liczne nowe odłamki, które stanowią potencjalne zagrożenie dla innych obiektów krążących wokół Ziemi. Sprawa robi się tym bardziej niepokojąca, że praktycznie identyczna sytuacja miała już miejsce ponad dwie dekady wcześniej. Mowa o Meteorze 2-7 - wysłużonym satelicie meteorologicznym, który okrąża planetę na wysokości około 855 kilometrów. To już kolejny w ostatnich miesiącach przypadek, gdy stary sprzęt kosmiczny rozpada się na kawałki, a specjaliści coraz częściej podkreślają, że takie incydenty zaczynają stanowić realne ryzyko dla działających satelitów.

Weteran z 1981 roku ponownie traci elementy konstrukcji

5 października system monitorujący LeoLabs Delta odnotował coś nietypowego podczas przelotu Meteora 2-7 nad stacją radarową znajdującą się w Australii Zachodniej. W bezpośrednim sąsiedztwie satelity wykryto przedmioty, które nigdy wcześniej nie figurowały w tym miejscu. Dodatkowe odczyty z innych instalacji radarowych LeoLabs potwierdziły, że faktycznie doszło do zdarzenia generującego nowe śmieci kosmiczne. Według szacunków firmy, od satelity odłączyło się kilkadziesiąt kawałków.

Na razie nie wiadomo, ile konkretnie ich jest i jakie mają wymiary. Specjaliści prowadzą jeszcze badania torów ruchu nowo powstałych obiektów, co ma pomóc określić ich przyszłe położenie oraz ocenić, czy mogą kolidować z aktywnymi satelitami.

Warto przypomnieć, że sam Meteor 2-7 od dawna nie służy już żadnej misji. Wyniesiono go w kosmos 14 maja 1981 roku w ramach radzieckiego programu meteorologicznego, a jego zadaniem było śledzenie pokrywy obłoków oraz mierzenie temperatury i wilgotności powietrza przy użyciu podczerwieni. Działał do listopada 1982 roku, lecz nigdy nie zszedł z orbity. Od ponad czterech dekad krąży na wysokości kilkuset kilometrów, z czasem stając się coraz większym zagrożeniem dla innych urządzeń.

To nie pierwszy rozpad. NASA ma na to dokumentację

Co szczególnie istotne, obecna sytuacja nie jest premierowym przypadkiem utraty fragmentów przez Meteora 2-7. Archiwalny rejestr fragmentacji obiektów kosmicznych prowadzony przez NASA zawiera osobny wpis poświęcony właśnie temu satelicie. Agencja odnotowała wydarzenie z marca 2004 roku, po którym skatalogowano osiem odłamków.

W dokumencie znajduje się jednak interesująca uwaga - nie da się precyzyjnie wskazać momentu, w którym powstały wszystkie fragmenty, a niektóre z nich mogą być efektem dwóch różnych zdarzeń. Z tego powodu bezpieczniej jest mówić o ponownym potwierdzonym epizodzie fragmentacji niż o jednoznacznie drugim takim incydencie w dziejach satelity.

NASA odnotowała też komplikacje dotyczące stopnia rakiety, która wyniosła Meteora 2-7 na orbitę - ten element gubił fragmenty już w latach 90., choć były to zdarzenia niezwiązane z obecnym. Teraz satelita po raz kolejny stracił część swojej konstrukcji, choć od momentu jego startu minęło już 45 lat. Nie da się przewidzieć, czy i kiedy dojdzie do podobnych wydarzeń w przyszłości.

Wysokość 855 km - szczególnie niebezpieczna strefa

Pozycja, na której przebywa Meteor 2-7, ma kluczowe znaczenie dla skali problemu. Na wysokości około 855 kilometrów powietrze jest już bardzo rozrzedzone - wciąż stawia pewny opór poruszającym się obiektom, lecz znacznie mniejszy niż na niższych orbitach, gdzie operuje większość dzisiejszych satelitów.

W praktyce oznacza to, że odłamki powstałe z Meteora nie muszą szybko wracać do atmosfery i spalać się. Niektóre z nich mogą utrzymywać się na orbicie przez bardzo długi okres, krzyżując drogi innych aktywnych urządzeń. To rejon, który dodatkowo komplikuje duże zagęszczenie kosmicznych odpadów - a im więcej przedmiotów operuje na zbliżonych wysokościach, tym wyższe prawdopodobieństwo niebezpiecznego zbliżenia.

W marcu opisywaliśmy, jak ogromne prędkości osiągają fragmenty kosmicznych śmieci i czemu nawet drobny odłamek jest w stanie zniszczyć satelitę. Do katastrofy nie musi dojść w wyniku zderzenia dwóch całych konstrukcji - przy prędkościach orbitalnych nawet niewielki kawałek metalu uwalnia przy uderzeniu kolosalną energię. Dodatkowym problemem jest to, że uszkodzony Meteor nie może wykonać manewru unikającego kolizji, a nikt nie ma możliwości sprawdzenia jego aktualnego stanu technicznego.

Co stoi za rozpadem wiekowych satelitów?

Przyczyna ostatniego zdarzenia pozostaje nieznana, a samo pojawienie się odłamków nie musi automatycznie oznaczać, że Meteor został w coś trafiony. Wśród rozważanych wyjaśnień są zarówno uderzenia niewielkich, niewykrytych wcześniej fragmentów kosmicznych śmieci, jak i zjawiska zachodzące wewnątrz wiekowej struktury satelity.

W satelitach znajdują się między innymi akumulatory i zbiorniki, w których przez lata może gromadzić się energia. W odpowiednich warunkach jej nagłe uwolnienie bywa w stanie uszkodzić konstrukcję albo spowodować gwałtowne odrzucenie fragmentów. Dodatkową rolę odgrywa też wieloletnie działanie promieniowania, skrajnych wahań temperatury oraz mikrometeoroidów. Nie każdy z tych procesów musi prowadzić do całkowitego zniszczenia urządzenia.

Aby jednoznacznie wskazać winowajcę, konieczne są dalsze obserwacje. Analiza prędkości i kierunków ruchu poszczególnych odłamków może pomóc ustalić, czy ich oddzielenie nastąpiło w sposób gwałtowny i czy widać ślady wskazujące na kolizję. Jak dotąd nie ma dowodów, które pozwoliłyby przypisać rozpad Meteora 2-7 konkretnemu z tych scenariuszy.

Źródło: Spider's Web